The Talisman: The Road of Trials

The Talisman Vol 1 The Road of Trials

 Informacje

  • okładka: David Stevenson, Phil Balsman
  • ilustracje: Tony Shasteen, Nei Ruffino, JD Mettler
  • scenariusz: Robin Furth
  • liczba stron: 164
  • daty wydania zeszytów: listopad 2009 – marzec 2010
  • data wydania zbiorczego (US): maj 2010
  • data wydania zbiorczego (PL): —
  • wydawca oryginalny: Del Rey
  • wydawca polski: —

Dodatki

  • Wywiad ze Stephenem Kingiem i Peterem Straubem
  • Galeria okładek wydań zeszytowych
  • Szkice projektów i ostatecznych wersji głównych postaci

Ciekawostki

Komiks zaplanowany był na 3 serie i łącznie 18 zeszytów. Po pierwszej serii tworzenie komiksu zostało wstrzymane. Zapowiedziana była już druga seria o tytule A Collision of Worlds

 

Zeszyty w albumie

Zeszytowe dodatki

Recenzja

Podczas pisania recenzji zeszytu #0 wyraziłem się jasno – lubię książkę, na której oparto tę adaptację. Może nie jestem jakimś wielkim fanem, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że powieść dostarczyła mi przyjemności. I to jak dotąd dwukrotnie. Na wstępie wypada też zaznaczyć, że bardzo lubię komiksy. Komiks ‚Talizman’ łączy zatem dwie rzeczy, które lubię, a dodając do tego powiązania z uwielbianym przeze mnie cyklem ‚Mroczna Wieża’ (zarówno nazwiskiem twórcy jak i tematyczne), wychodzi na to, że jestem idealnym targetem dla tego produktu. Za podsumowanie recenzji wystarczyłoby wspomnieć jak bardzo nijaka była ta lektura i na tym zakończyć przygodę z obrazkowym ‚Talizmanem’. Spróbuję jednak dokładniej przeanalizować wszystkie zalety i wady tego tytułu.

Po pierwsze – wygląd. Zeszytowe wydania nie podobały mi się. Miałem wrażenie jakby każdą okładkę wykonywał inny twórca. Były zrobione w innym stylu i w większości nie miały nic wspólnego z zawartością komiksu. Miały jednak wspólne logo i cały układ serii. Okładka wydania zbiorczego jest pozbawiona nawet tego. To zupełnie inny styl i choć ostatecznie podoba mi się, to jest jednak dziwnym zagraniem. Napisy i grafika bardziej przywodzą na myśl wydania książkowe niż komiks. Trochę przeładowano grzbiet (6 nazwisk, w tym 2 pełne, tytuł i podtytuł serii), ale mimo to komiks dobrze prezentuje się na półce. W porównaniu do wydań Marvela inna jest też oprawa – czarna papierowa z czerwonymi tłoczeniami na grzbiecie. Wnętrze od strony wydawniczej jest bardzo ładne. Gruby papier i ciekawa oprawa graficzna pozostawia dobre wrażenie.

Kolejna rzecz, której należy się przyjrzeć to rysunki. Są one zwykle poprawne… ale jednocześnie strasznie nijakie. Dostajemy kilka dobrych kadrów, znacznie więcej słabszych, a całość nie pozostawia po sobie absolutnie nic. Osobiście jestem też umiarkowanie zadowolony z kolorów. Nei Ruffino poszła tak naprawdę po najniższej linii oporu. Założenie było takie by jak najbardziej zróżnicować kolorystycznie oba światy poprzez stworzenie jednego w stonowanych a drugiego w żywych barwach. Sztuczka się udała, ale trudno by tak proste zagranie nie wyszło. Niestety po lekturze jedyne co pozostało w mojej głowie na temat Terytoriów to żywe barwy. Twórcy tego komiksu mieli o wiele większe pole do popisu niż autorzy ‚The Stand’ (osadzonego w alternatywnej ale jednak naszej rzeczywistości). Jak pokazali twórcy komiksowej ‚The Dark Tower’ nawet w najprostszy sposób można dać czytelnikom wspaniały i bardzo charakterystyczny świat. Można stworzyć coś co już zawsze będzie kojarzyło się z tym uniwersum. W ‚Talizmanie’ dostaliśmy natomiast żywe kolory i nic co by pozostało w naszej pamięci. Przed ostatnim zeszytem zmienił się kolorysta, którego praca dość mocno różni się od poprzedniczki. Moim zdaniem pod wieloma względami jest lepiej. A przynajmniej jeśli chodzi o drobiazgi. Twarze są mniej sztuczne, a podwójne kadry, które porównać można w obu wersjach, w tej drugiej wypadają na plus. Ogólny obraz tego rozdziału jest jednak gorszy. Na koniec w tym temacie kilka słów o samych kadrach. A w zasadzie jedno słowo – nuda! ‚Talisman’ jest dzielony niczym stare komiksy ze ‚Świata młodych’. Trzy linie w poziomie, czasem kilka w pionie i to wszystko. Żadnych przechodzących kadrów, żadnych nachodzących na siebie rysunków. Już nawet ‚The Dark Tower’ ze swoją panoramą wypadała ciekawiej.

Zostawiamy rysunki i przechodzimy do samej historii. Pomijam tekst wyjściowy, bo każdy wie jaka to książka. Jak się komuś nie podoba to nie ma czego szukać w komiksie. Niestety nawet dla tych, którzy książkę lubią jest tutaj niewiele. Robin Furth nie radzi sobie jako samodzielna scenarzystka, bo nie sądzę by był to dla niej zły tekst wyjściowy. Autorka sama wielokrotnie podkreślała jak świetnie czuje tę powieść. Komiks ‚Talisman’ jest bardzo prosty. Brak tutaj narratora, a jedyny tekst jaki dostajemy to znowu nie tak bardzo rozbudowane dialogi. Tak naprawdę z pośród wszystkich kingowych komiksów, ten czyta się najszybciej. Niestety wielokrotnie nie wiedziałem o co chodziło autorowi. Graficzne przedstawienie niektórych scen było… nieczytelne, a napakowanie komiksu zbędnymi wydarzeniami, dodatkowo źle wpływa na odbiór całości.

Na koniec pozostają dodatki. I tutaj wreszcie mogę przyklasnąć. Ta część albumu jest naprawdę dobra. Po raz pierwszy w historii Kinga w komiksie, dostajemy zupełnie nowe bonusy, których nie było w wydaniach zeszytowych. Jest wywiad z Kingiem i Straubem. Ekstremalnie krótki, ale jest. Są też okładki wydań zeszytowych. Słabe, ale zawsze. Jest też spora galeria projektów głównych postaci – Wilka, Phila i Jacka. Po raz pierwszy daję mocny kciuk w górę!

‚Talisman’ jest komiksem słabym. Nie jest to produkt z najniższej półki, ale też daleko mu do pozycji choćby dobrych. To zwykły średniak, który jest nijaki w zasadzie pod każdym względem i nie pozostawia po sobie żadnych wrażeń – ani pozytywnych ani negatywnych. Dodatkowy niesmak budzi fakt, że tytuł został skasowany po pierwszej serii. Co nie dziwi biorąc pod uwagę poziom komiksu i podejście wydawcy zarówno do samego tytułu jak i czytelników. Mimo wszystko chciałbym doczytać historię do końca. Niestety ‚Talisman’ najprawdopodobniej zostanie szybko zapomniany, bo choć były takie plany, to raczej niemożliwe jest by kiedykolwiek ukazał się w naszym kraju. Od siebie powiem tylko, że niewielka to strata.

Autor: Mando
Data: 20.01.2011