Mroczna Wieża. Rewolwerowiec: Siostrzyczki z Elurii

Opis

Przyłącz się do znanych już scenarzystów Robin Furth i Petera Davida i powitaj wraz z nimi uznanego artystę Luke’a Rossa, który dołącza do ka-tet, któremu sam Stephen King powierzył ukazanie dorosłych przygód jego najbardziej osobistej kreacji! Roland Deschain, po tym jak został poważnie zraniony w bitwie z bandą powolnych mutantów, zostaje zabrany przez grupę szkaradnych istot znanych jako Siostrzyczki z Elurii, z którymi w „Mroczna Wieża: Rewolwerowiec – Siostrzyczki Elurii” przyjdzie mu stoczyć walkę o swoje życie. Jest to moment, w którym wraz z nowym przebojowym rozdziałem masz okazję wskoczyć na pokład uznanej przez krytyków serii „Mroczna Wieża”.

Informacje

  • okładka: Luke Ross, Richard Isanove
  • Ilustracje: Luke Ross, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 136
  • daty wydania zeszytów: grudzień 2010 – kwiecień 2011
  • data wydania zbiorczego (US): 2011
  • data wydania zbiorczego (PL): 2015
  • wydawca oryginalny: Marvel Comics
  • wydawca polski: Albatros

Dodatki

  • Galeria ilustracji okładkowych
  • Ewolucja stron – od projektu, przez szkic do finalnej wersji

 

Zeszyty w albumie

Recenzja

Opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii” to raczej specyficzny tekst do przełożenia na kolejny komiks z serii „Mroczna Wieża”. Z jednej strony to autonomiczna historia idealnie nadająca się na komiksowy tom. Po kilku latach wydawania długiej historii „Siostrzyczkami” można „złapać” nowych czytelników, którzy nie będą zmuszeni czytać wszystkiego od początku, szukać komiksów wydanych przed laty. A jeśli spodoba im się ta adaptacja, mogą zainteresować się tak starszymi jak i kolejnymi częściami komiksowej sagi. Z drugiej jednak strony, czy z dość monotonnego opowiadania jakim są „Siostrzyczki z Elurii” można zrobić ciekawy pięcio zeszytowy komiks? Twórcy stanęli przed nieprostym zadaniem, bo jak tu zaciekawić i utrzymać w napięciu czytelnika pokazując mu głównego bohatera, który przez większość opowieści leży w łóżku…

Omawiany album pierwotnie ukazywał się w zeszytach i tak jak przy poprzednich tomach tak i tutaj ten podział został uwypuklony zastosowaniem rozdziałów a każdy z nich ozdobiony czarno białą grafiką. Bardzo podoba mi się to, że nie wykorzystano do tego ilustracji okładkowych zdobiących oryginalne zeszyty, zamiast tego użyto fragmentów poszczególnych plansz komiksu. Jest to dodatkowa atrakcja dla fanów, którzy zeszyty kupowali na bieżąco po premierze. Jednocześnie brak tych okładek byłby stratą dla albumu zbiorczego dlatego kolejnym plusem jest fakt, iż można je obejrzeć w części z dodatkami.

W rozdziale pierwszym towarzyszymy Rolandowi z Gilead w wędrówce przez góry Desatoya, obserwujemy jak dociera do wymarłego zdaje się miasteczka na odludziu. Wkrótce okazuje się, że Eluria nie jest tak zupełnie opuszczona, aczkolwiek z ludzi Roland spotyka jedynie jednego trupa. Po nieprzyjemnym spotkaniu z mieszkańcami rewolwerowiec kończy w szpitalnym łóżku gdzie poznaje tytułowe Siostrzyczki.

I teraz, wraz z rozpoczęciem rozdziału drugiego następuje to o czym pisałem na początku, Roland leży ranny w łóżku i na tym w zasadzie opiera się fabuła kolejnych trzech rozdziałów. Na szczęście

Robin Furth wybrnęła z tego dość ciężkiego zadania rozwijając historię, którą Stephen King tylko lekko musnął w swoim opowiadaniu. W trzecim rozdziale możemy bowiem obejrzeć opowieść Johna Normana, pacjenta, którego Roland poznaje w szpitalnej sali. To dobry wybieg, który urozmaicił komiks i dał przeciwwagę dla wielu stron przedstawiających wnętrze szpitala. Piąty rozdział to już wydarzenia po ucieczce także wbrew moim przedpremierowym obawom komiks nie jest jednak monotonny.

Dla mnie osobiście w tym przypadku sama historia zeszła na drugi plan. Co zachwyciło mnie w omawianym komiksie to rysownik Luke Ross, jego styl, kreska i wizja Świata Pośredniego. Mnóstwo fanów zachwyciło się pracą Jae’a Lee, który rozpoczął całą przygodę z komiksową Wieżą. Niestety jego styl nie jest tym za co uwielbiam komiksy. Luke Ross natomiast zbliżył się do tego co lubię znacznie bardziej i dzięki temu lektura siódmego tomu „Mrocznej Wieży” była dla mnie ogromną przyjemnością. Ten komiks najpierw się ogląda, potem czyta oglądając a następnie jeszcze raz ogląda. Osobiście żałuję, że to nie Ross był pierwszym wyborem Marvela na stanowisko rysownika serii. Kolorystą pozostaje nadal Richard Isanove co także jest wielką zaletą. Raz, że jest znakomity w tym co robi a dwa, mimo zmieniających się rysowników w kolejnych tomach, dzięki Richardowi całość łączy ten sam klimat wykreowanego świata.

Zeszytówki zawierały sporo dodatków. Album wzorem poprzedników przejął tylko ułamek tego co dostaliśmy wcześniej. To jest minus wszystkich tomów, tutaj otrzymujemy jedynie ilustracje okładek zeszytowych i kilka przykładowych stron w fazie szkiców. To bardzo mało i wielka szkoda. Oczywiście raczej niemożliwe jest by w albumie zawrzeć wszystko co było w zeszytach ale to jest ułamek procenta.

Bardzo się cieszę, że doczekaliśmy się po latach polskiego wydania tego komiksu. Jest to świetny moment dla wszystkich, którzy z jakichkolwiek powodów nie dołączyli do tej wielkiej przygody z Rolandem Deschain w roli głównej. Zachęcam do zakupu „Siostrzyczek z Elurii” bo to całkiem fajna historia i kapitalny przykład tego jaką radość mogą sprawiać rysunki takich artystów jak Luke Ross. Wizualnie to dla mnie najlepsza odsłona całej komiksowej sagi, która liczy już sobie 14 tomów! Pokażmy Albatrosowi, że jest dla kogo w Polsce wydawać komiksy Stephena Kinga.

Autor: nocny
Data: 08.10.2015