The Dark Tower: The Little Sisters of Eluria #1

The Dark Tower The Gunslinger The Little Sisters of Eluria 01Opis

Roland Deschain, bliski śmierci po ataku Powolnych Mutantów, zostaje wzięty przez grupę Siostrzyczek, które specjalizuję się we wszystkim oprócz uzdrawiania. Te okropne, przypominające trupy istoty, znane jako Siostrzyczki z Elurii, w swych spaczonych umysłach mają tylko mord. A w swym obecnym, nienajlepszym stanie ostatni rewolwerowiec nie może zrobić prawie nic by zapobiec rozprzestrzeniania się ich czułego miłosierdzia. Jest to początek nowego rozdziały serii „Mroczna Wieża” zawierający rysunki Luke’a Rossa, którego praca nad tą opowieścią Cię zachwyci!

Informacje

  • okładka: Luke Ross, Richard Isanove
  • Ilustracje: Luke Ross, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 32
  • data wydania: grudzień 2010

Dodatki

  • artykuł Robin Furth
  • szkicowana wersja okładki

 

Plansze

Recenzja

Po słabym ‚The Journey Begins’ przyszła kolej na serię, która już na etapie zapowiedzi przywróciła moją wiarę w ten projekt. Nowy rysownik oraz świetny materiał wyjściowy pochodzący spod pióra Kinga. Już sama okładka (o wiele bardziej szczegółowa niż zwykle) zwiastowała coś nowego, a pierwsze przykładowe plansze udostępnione przez wydawcę tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto czekać na ten komiks.

Najpierw kilka słów o drobiazgach. Zmieniła się strona wprowadzająca. I tak jak odchudzenie opisu wcześniejszych przygód Rolanda uważam za plus (przez ostatnie lata wprowadzenie rozrosło się tak, że nie wiem czy komuś chciało się je jeszcze czytać, a poza tym ‚Siostrzyczki z Elurii’ z założenia mają być zrozumiałe nawet dla nowicjuszy w tym uniwersum), tak zastąpienie „In A World That Has Moved On…” banalnym „Previously” już mi się nie podoba (od początku strasznie lubiłem to zdanie wprowadzające w historię).

Teraz kilka zdań o ważniejszych zmianach. Nowy rysownik jest po prostu idealny. Zapowiada się, że ‚Siostrzyczki z Elurii’ będą najlepiej jak do tej pory narysowaną serią. Wizualnie jest po prostu ideał i wreszcie, po długim czasie, a pierwszy raz z takim natężeniem na zeszyt, wielokrotnie można robić przerwy w czytaniu, by zwyczajnie nacieszyć oko widokiem Świata Pośredniego. Zaznaczyć należy też, że to czego tu doświadczamy to zupełnie nowa jakość tej serii. Na dobre skończył się już zlepek panoramicznych kadrów, a zaczął prawdziwie komiksowy styl. Co ciekawe, mimo wcześniejszych i jak się okazało błędnych zapowiedzi, w składzie twórców komiksu pozostał jego jedyny jak do tej pory kolorysta – Richard Isanove. Ross sprawił, że seria nabrała całkowicie nowego wymiaru, a Isanove zadbał o to by klimat pozostał niezmieniony, dzięki czemu, mimo nowego wyglądu, komiks pozostaje integralną częścią większej całości.

Treść komiksu obejmuje cały pierwszy rozdział opowiadania z dodanym finałem, ale o tym za chwilę. Obserwujemy przyjazd Rolanda do bram miasta, szybkie zwiedzanie Elurii oraz potyczkę z powolnymi mutantami. Miasteczko wygląda świetnie, a mutanty znów tak jak opisał je Steve (na szczęście Ross nie brał przykładu ze swojego poprzednika). Problem pojawia się dopiero w warstwie tekstowej. W tym konkretnym fragmencie opowiadania nie pada ani jedna wypowiedź. King opisuje nam widok miasteczka, relacjonuję drogę Rolanda i jego walkę z miejscowymi. Twórcy komiksu musieli dopasować historię do nowego medium, ale niestety wybrali najgorszą z możliwych dróg – Rolanda mówiącego do siebie. Strasznie nie lubię w komiksach czegoś takiego, gdy milczący bohater zaczyna opowiadać samemu sobie o tym co widzi, słyszy i co robi. Wielu świetnych bohaterów, których milczenie było jakby wizytówką, zostało już tak zepsutych w komiksach. Teraz przyszła kolej na ostatniego rewolwerowca. Jakimś wyjściem byłoby przedstawić „dymki” w postaci myśli Rolanda, ale to też tylko niewiele poprawia sytuację. Gdy słyszy się powiedzmy pukanie to nie mówi się o tym, ani nie myśli… po prostu się je słyszy, a czytelników powinien poinformować o tym narrator, odpowiedni napis dźwiękonaśladowczy i mimika twarzy bohatera. Na szczęście ten problem powinien dotyczyć tylko pierwszego zeszytu serii i choć jest to na pewno minus komiksu to na razie jestem w stanie przymknąć na to oko.

Na koniec kilka słów o wspomnianym finale. Jest to fragment, którego nie było w opowiadaniu. Tam pierwszy rozdział kończy się utratą przytomności przez Rolanda, który dopiero w drugiej odsłonie budzi się z majaków. Ten element jest bardzo wierny, a to co odstaje to zaprezentowanie nam Siostrzyczek w ich wampirycznej postaci. Teoretycznie psuje to samą historię, w której Roland z czasem powoli odkrywał kim są upiorne pielęgniarki. W praktyce jednak jest to posuniecie bardzo dobre, biorąc pod uwagę nową formę opowiadania. Na kolejny zeszyt trzeba czekać miesiąc i historia po prostu wymagała jakiegoś mocnego akcentu w finale. Wielki kadr przedstawiający wampiryczne siostrzyczki sprawdza się tutaj idealnie, a dzięki niemu zeszyt nie tylko przedstawia nam ciekawą historię, a stanowi też bardzo dobre wprowadzenie do całej opowieści.

Część z dodatkami bardzo uboga. Jest tekst Robin Furth… który nie zawiera nic ciekawego. Przeczytałem przed tygodniem i już zbyt wiele z niego nie pamiętam. Co rzuciło się w oczy to wielkie wodolejstwo. Stephen King, będący w końcu królem w temacie „przynudzania”, opisał w jednym akapicie szczegóły powstania tego opowiadania. Robin zajmuje to nieco więcej miejsca. Sam tekst opatrzony jest natomiast przeciętnymi ilustracjami, których autora niestety nigdzie w komiksie nie podano. Na deser dostajemy jeszcze szkicowaną wersję okładki.

Podsumowując, wypada mi tylko polecić wszystkim miłośnikom Wieży i komiksów. Zachęcam nawet tych, którzy dotąd nie mieli okazji zetknąć się z tym projektem, a teraz już nie mają ochoty nadrabiać przeszło 30 zeszytów. ‚Siostrzyczki z Elurii’ można śmiało czytać bez znajomości wcześniejszych serii, a że historia zamyka się w 5 zeszytach, to i zapoznanie się z nią nie wymaga wielkiego nakładu czasu. Jeśli chcecie sprawdzić czy ta forma opowieści będzie wam odpowiadać, to lepszej okazji może już nie być. Zachęcam również osoby, które miały już swoją przygodę z komiksową Wieżą, ale porzuciły ją z tej czy innej przyczyny. To doskonała okazja by zobaczyć w jakim kierunku poszedł ten projekt.

Autor: Mando
Data: 06.01.2011