The Dark Tower: The Little Sisters of Eluria #2

The Dark Tower The Gunslinger The Little Sisters of Eluria 02Opis

Po spotkaniu z Zielonymi Ludźmi Roland cały posiniaczony i poturbowany zostaje pozostawiony pod opiekę Siostrzyczkom z Elurii. Kontynuuje swoją dziwną podróż w miejscu okrytym złowieszczą tajemnicą… odkrywa również, że zakonnice mogą dzierżyć o wiele niebezpieczniejsze plany niż sobie wyobrażał.

Informacje

  • okładka: Luke Ross, Richard Isanove
  • Ilustracje: Luke Ross, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 32
  • data wydania: styczeń 2011

Dodatki

  • artykuł Robin Furth
  • szkicowana wersja okładki

 

Plansze

Recenzja

Gdy w 2005 roku ogłoszono informację o projekcie na komiksową ‚Mroczną Wieżę’, opowiadającą okres młodych lat Rolanda, fani spekulowali jak dużo będzie w tym nowych faktów, a jak wiele zwykłej adaptacji. Na forach tematycznych pojawiały się tylko dwa okrzyki – „Wzgórze Jericho” oraz „Siostrzyczki z Elurii”. Ta pierwsza historia w bardzo dobrym stylu zakończyła główny projekt komiksowej „Wieży”. Teraz przyszedł czas na spełnienie drugiej prośby fanów, i choć po pierwszym zeszycie moja opinia była bardziej niż pozytywna, powoli zaczynam zastanawiać się czy jest to aby dobry materiał na komiks.

Zacznijmy od tego, że ‚Little Sisters of Eluria #2’ to cały czas świetny produkt. Mam jednak kilka zastrzeżeń. Przeczytałem go już przeszło miesiąc temu i ciągle nie mogłem się zebrać by coś o nim napisać. Z każdym kolejnym dniem wspomnienie o tym zeszycie zawężało się do jednej sceny, a jego rysunki zlewały mi się w jeden kadr. Bo tak naprawdę, choćby Luke Ross dwoił się i troił to nie ma szans wykrzesać niczego więcej z tej historii. Pamiętajmy, że „Siostrzyczki z Elurii” to dość ograniczona lokacyjnie i postaciowo opowieść. Pierwszy rozdział to milczący Roland docierający do miasteczka i komiksowa adaptacja tej części też zgrzytała po przeniesieniu w nowe medium. W zeszycie drugim mamy unieruchomionego Rolanda i dwóch innych bohaterów leżących na łóżkach. Jedno pomieszczenie, statyczne postaci i na dokładkę znów mówiący do siebie Roland. Jedynym urozmaiceniem jakie pojawia się od czasu do czasu są wkraczające na scenę siostrzyczki, choć te także szybko przestają być atrakcją i w konsekwencji dostajemy zeszyt będący jedną długą sceną przedstawiającą naprzemiennie leżącego Rolanda i stado wampirzyc kręcących się w koło łóżek.

Co by jednak nie ograniczać się tylko do narzekań wspomnę trochę o rysunkach pana Rossa. Mimo ogólnie panującej monotonii trzeba zaznaczyć, że komiks jest pełen naprawdę świetnych prac. I ponownie zwracam uwagę, że jest to całkowicie inny styl niż to czego do tej pory mogliśmy doświadczać. W komiksie znalazło się też kilka kadrów, na których można dłużej zawiesić oko (pierwsze co przychodzi mi do głowy to choćby scena biczowania). Osobiście przyznaję się, że trochę tęsknię za stylem Jae Lee, ale jednocześnie zaznaczam, że od czasu odejścia głównego rysownika, ten komiks jeszcze nigdy tak dobrze nie wyglądał.

Przechodząc do części z dodatkami niestety ponownie mógłbym wystawić krytyczną opinię. Powoli należy się jednak przyzwyczajać, że ‚Mroczna Wieża’ nie jest już tak ważnym komiksem dla Marvela jak to było na starcie głównej serii. Już nawet wydania albumowe nie zachwycają bonusami i chyba trzeba się zacząć cieszyć, że w zeszytach pojawiają się jakiekolwiek materiały dodatkowe. Tym razem jest to tylko publicystyka Robin Furth (opatrzona ilustracjami) oraz szkicowana wersja okładki. Mizernie w porównaniu z 16 stronami zróżnicowanych bonusów jakie dostawaliśmy z każdym kolejnym zeszytem za czasów ‚Gunslinger Born’, ale w serii ‚The Gunslinger’ będzie to już raczej standard.

Na koniec, choć może nie wynika to bezpośrednio z powyższej recenzji, naprawdę gorąco polecam zapoznanie się z tym komiksem. To jest nadal kawał dobrego materiału zarówno w warstwie tekstowej jak i wizualnej. Wytknąłem tu kilka rzeczy, które w moim odczuciu mogą wpłynąć negatywnie na odbiór, ale zdaję sobie jednocześnie sprawę, że dla ludzi, którzy wolą czytać klasyczne adaptację Kinga i pomysły, które wyszły w całości bezpośrednio spod jego pióra, „Siostrzyczki” będę pierwszą dobrą serią od czasów „Gunslinger Born”. Ja mam tylko nadzieję, że w kolejnych zeszytach twórcy bardziej urozmaicą tę opowieść i gdy za jakiś czas przeczytam ją jeszcze raz, takie rozdziały jak ten doskonale wtopią się w całość. Choć jednocześnie przyznam się, że cały czas mam drobne obawy czy aby rozpisanie scenariusza na pięć zeszytów nie było błędem. Tym jednak będę się najwyżej martwił w przyszłości. Za zeszyt #2 wystawiam natomiast ocenę… mimo wszystko dość wysoką. Choć kilka rzeczy mi nie pasuje, to nadal jest bardzo dobry komiks.

Autor: Mando
Data: 08.03.2011