Zjazd nr 21 – Nadarzyce 2012

Zjazdy majówkowe od dawna uznajemy za te najważniejsze i najlepsze w roku. Przypadają one akurat na urodziny serwisu StephenKing.pl, możemy więc wtedy wspólnie, na żywo świętować kolejne rocznice. To też bardzo przyjemna pora roku, co sprzyja wyjściem na zewnątrz, spędzeniem czasu przy ognisku, na grach zespołowych czy nawet na większych, zorganizowanych wypadach. Tak też było i tym razem, majówkowy weekend umiejscowiony był tak dogodnie w kalendarzu, że mogliśmy zorganizować czterodobowe spotkanie, które obfitowało w różne atrakcje i diametralnie różniło się od poprzedniego zjazdu. Do Nadarzyc przyjechało 17 osób: nocny, ingo, Mando, Jula, mucio,Crusia, Paweł Mateja, Rose, dampf, Pavel, Kirronik, evening, Edi,Tathagatha, Penny, Duddits i Dudditsowa. Co warte odnotowania aż 6 osób było na zjeździe po raz pierwszy.

 

Dzień pierwszy zaczął się od ogromnej niespodzianki. Jedną z pierwszych osób, która pojawiła się na zjeździe był Penny, który już dawno zapowiedział, że nie będzie mógł przyjechać. Penny to osoba, która jest jednym z tych bardzo nielicznych zjazdowiczów, którzy są z nami od pierwszego spotkania w 2004 roku. Jest też dość wyrazistą i zabawną postacią dlatego bardzo uradował nas jego widok. To już drugi taki numer w jego wykonaniu. Gdy około godziny 13 wszyscy znaleźli się na miejscu, pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy tradycyjne już przyozdobienie naszego domu. Mando przygotował sporo gadżetów z okazji 10-lecia serwisu, cały salon aż krzyczał z okazji jakiego wydarzenia będzie się tutaj świętować.

 

Pogoda w czasie tej majówki wpasowała się idealnie, więc dość szybko wyszliśmy przed dom i tam spędzaliśmy już zdecydowaną większość czasu. Mieliśmy tam zadaszone miejsce ze stołami, ognisko, boisko do siatkówki, huśtawkę i trampolinę (która już na dzień dobry pokazała muciowi, że jest zbyt dużym chłopcem jak na takie zabawy ;-)). Wczesne popołudnie spędziliśmy na leniwych pogawędkach przy piwku i innych trunkach. Duża zielona połać boiska pozwoliła nam na aktywne spędzenie czasu, pograliśmy więc we frisby, a następnie rozegraliśmy mecz piłki nożnej. Ciężko powiedzieć kto zwyciężył, bo drużyny były mieszane, a ingo, dotychczas obserwujący mecz z boku, widząc jak drużyna w składzie z Mando i nocnym nie za dobrze sobie radzi, po prostu jak gdyby nigdy nic zasilił drużynę wygrywającą, dzięki czemu kolejny raz można mówić o sportowym sukcesie członków redakcji stephenking.pl 🙂

 

Pogoda w czasie tej majówki wpasowała się idealnie, więc dość szybko wyszliśmy przed dom i tam spędzaliśmy już zdecydowaną większość czasu. Mieliśmy tam zadaszone miejsce ze stołami, ognisko, boisko do siatkówki, huśtawkę i trampolinę (która już na dzień dobry pokazała muciowi, że jest zbyt dużym chłopcem jak na takie zabawy ;-)). Wczesne popołudnie spędziliśmy na leniwych pogawędkach przy piwku i innych trunkach. Duża zielona połać boiska pozwoliła nam na aktywne spędzenie czasu, pograliśmy więc we frisby, a następnie rozegraliśmy mecz piłki nożnej. Ciężko powiedzieć kto zwyciężył, bo drużyny były mieszane, a ingo, dotychczas obserwujący mecz z boku, widząc jak drużyna w składzie z Mando i nocnym nie za dobrze sobie radzi, po prostu jak gdyby nigdy nic zasilił drużynę wygrywającą, dzięki czemu kolejny raz można mówić o sportowym sukcesie członków redakcji stephenking.pl 🙂

 

Drugi dzień rozpoczął się wcześnie, około 9 niemal wszyscy byli już na nogach. Część osób wybrała się na przejażdżkę rowerową po okolicach a pozostali spędzili ten dzień przed domem. Mando i ingo rozegrali kilka partyjek karcianki Zombiaki. Rowerzyści odwiedzili kilka zalewów, przy jednym z nich zatrzymując się na dłużej. W tym czasie na naszej posesji pojawił się Cujo i przyczepa z rejestracją 1408 🙂

 

Po południu przyszedł czas na jeszcze jedną tradycję – mecz siatkówki SK.pl kontra reszta świata. Niezwykle wyrównaną walkę, pełną poświęceń i strat materialnych, wspomaganą przez odpowiednie płyny uzupełniające nasze organizmy, w szumie bzyczących odgłosów i typowych, pełnych emocji okrzyków, rozstrzygnął na korzyść drużyny SK.pl dopiero tie-break. Tu nie było mowy o prezencie urodzinowym, to było w pełni zasłużone, wspaniałe, kolejne w historii zwycięstwo…

 

Wieczorem przyszedł czas na świętowanie 10-tych urodzin serwisu. Jak co roku, Jula i Mando przygotowali tort. Tym razem jednak wyglądał on nieco inaczej niż dotychczas, a zainspirowany był powieścią Kinga ‚Carrie’. Na piętrowym torcie stanęła figurka dziewczyny z nadnaturalnymi zdolnościami oblana świńską krwią. Nowością były także sztuczne ognie, dzięki temu możemy powiedzieć, że był to najładniej prezentujący się urodzinowy tort jaki mieliśmy.

 

Jeszcze w trakcie szykowania tortu kilka godzin wcześniej, ingo i Mando zaplanowali zabawić się kosztem nocnego i wysmarować go niewykorzystaną masą tortową. Temat jednak przycichł gdyż nocny domyślił się tych niecnych planów. Podczas wieczornej imprezy chłopaki postanowili jednak wprowadzić swój plan w życie i rozpoczęła się ciastowa walka. Nocny dzielnie się bronił a Mando i ingo zapomnieli o sojuszu i skierowali swoje siły także przeciwko sobie. Podczas walki wykorzystano też resztę tortu jaki pozostał na stole. Krótka acz intensywna bitwa zakończyła się prysznicem i wielkim praniem.

 

Na ten wieczór mieliśmy przygotowaną jeszcze jedną atrakcję, mucio przywiózł race, które odpaliliśmy przed domem, odśpiewując nasze kingowe przyśpiewki. Wieczór ponownie zakończyliśmy przy ognisku i na nocne imprezowanie wróciliśmy do domu znów siedząc do bardzo późnych godzin. Tej nocy udało nam się dodzwonić do kilku nieobecnych forumowiczów.

 

Trzeciego dnia zrealizowaliśmy nasz plan wycieczki do miasta duchów – Kłomina. Jest to opuszczona wiele lat temu baza Armii Radzieckiej. Około dwugodzinna piesza wędrówka prowadziła nas przez lasy, w których w pewnym momencie natrafiliśmy na cmentarz poległych żołnierzy w II wojnie światowej. Niespodziewany obraz mnóstwa brzozowych krzyży między drzewami zrobił na nas kolosalne wrażenie. W końcu dotarliśmy do celu naszej wycieczki. Tam, jak banda dzieciaków wchodziliśmy do każdego kolejnego budynku, wspinając się na najwyższe piętra i schodząc do piwnic strasząc się nawzajem. Zabawa była świetna.

 

Po długim powrocie, wymęczeni przygotowaliśmy kolejne ognisko i zajadaliśmy się kiełbaskami do zmroku. Tej nocy impreza w domku była dość intensywna, dyskutowaliśmy o filmach, obejrzeliśmy też premierowy trailer drugiej odsłony ‚Niezniszczalnych’, co dostarczyło tym z nas wychowanym w latach ’80 fanom Schwarzeneggera, Stallone’a, Willisa, Norrisa i innych herosów kaset wideo ogromnej frajdy. Filmik obejrzeliśmy kilkukrotnie emocjonując się nim za każdym razem równie intensywnie po czym z nostalgią włączaliśmy fragmenty takich klasyków jak ‚Rambo’ i ‚Rocky’ czy bawiliśmy się na najlepszych momentach filmów z Arniem. Nocna nasiadówa ponownie trwała do bardzo późnych godzin i skończyła się między innymi uszkodzeniem trampoliny stojącej w ogrodzie i „zabrudzeniem” dachu naszego domu…

 

Czwarty dzień to kolejna wyprawa. Tym razem przesiedliśmy się na transport wodny: wypożyczyliśmy kajaki i ruszyliśmy w 4-godzinny spływ. Tutaj zabawa była również fantastyczna, szybko bowiem zorganizowaliśmy sobie dyscyplinę „robienia tratwy” czyli łączenia naszych kajaków i płynięcia po rzece razem. Pokonywanie przeszkód jakie napotykaliśmy po drodze w dwa, trzy czy cztery kajaki było czasami trudne, jednak najlepsze zaczęło się gdy połączyliśmy wszystkie siedem kajaków i tak płynąc postanowiliśmy przetrwać wszelkie trudności, wystające konary, zwisające gałęzie drzew pół metra nad poziomem wody, zakręty czy zwężenia rzeki. Nie obyło się też bez wywrotki, w pewnym momencie Penny i mucio nie zmieścili się pod drzewami i wylądowali w wodzie. Trzeba przyznać, że chyba wszyscy albo prawie wszyscy zakochali się w kajakach, to były jedne z najfajniejszych chwil zjazdu.

 

Po powrocie do domu resztę dnia spędziliśmy przed domem, bawiąc się frisby (żeby gra była bardziej emocjonująca wprowadziliśmy zasady, zgodnie z którymi każdy kto popełni jakiś błąd dostaje kolejne literki składające się w dosyć obraźliwe słowo… w ten sposób evening została KUNCem aż do następnej gry), siedząc przy ognisku i grając w Czarne historie. Nocne imprezowanie było tym razem spokojniejsze, kolejne osoby zmęczone kajakami dość szybko wykruszały się i lądowały w łóżkach. Nieliczni o 3 w nocy obejrzeli jeszcze film ‚Behind The Mask. The Rise Of Leslie Vernon’, który zupełnie inaczej przedstawia historie o takich postaciach jak Jason czy Michael Myers. Całkiem niezły film. Ostatnie osoby nie zdążyły położyć się jeszcze spać, gdy inni zaczęli już wstawać bo nadszedł…dzień piąty, ostatni. Z samego rana rozpoczęły się powroty do domów. Było wielkie sprzątanie, śniadanie i pożegnania.

 

Trzeba przyznać, że było to jedno z naszych lepszych spotkań. Wyjątkową oprawę miały urodziny serwisu, a sam zjazd wypełniony był atrakcjami. Mnóstwo czasu spędzaliśmy na powietrzu, udzielaliśmy się sportowo, do naszej grupy dołączyły nowe, ciekawe osoby. Ciężko było się rozstawać, a już po powrocie wszyscy uznali, że było wspaniale i chcieliby więcej. A skoro chcemy więcej to umówieni jesteśmy na kolejny wyjazd, tym razem w sierpniu spotykamy się we Wrocławiu na konwencie Polcon.