Zjazd nr 19 – Łupawsko 2011

19 Zjazd miał być tym szczególnym, liczba w końcu zobowiązuje. Po powrocie ze zjazdu 18 nasz zapał nieco osłabł, zastanawialiśmy się nawet nad przyszłością tych spotkań jednak liczba 19 cały czas nas przywoływała więc w końcu postanowiliśmy zorganizować kolejny zjazd, który miał być jednocześnie kolejnym wspólnie spędzonym Sylwestrem. Tak jak dla Kinga 19 nie była szczęśliwa tak i dla nas 19 zjazd stał się problemem. Kłopoty ze znalezieniem miejscówki i małe zainteresowanie stałych zjazdowych uczestników doprowadziły do tego, że poraz pierwszy od 2005 roku planowany zjazd się nie odbył a Sylwestra spędziliśmy osobno. Coś dobrego jednak z tego wynikło bo magiczna 19 przeszła na zjazd majówkowy i kolejne obchody urodzin serwisuStephenKing.pl. Tym razem miejsce wybraliśmy z odpowiednim wyprzedzeniem i z radością oczekiwaliśmy podwójnego święta. Na ostatnią chwilę udało nam się przygotować koszulki forum Gotham Cafe z kilkoma wzorami, z krukiem, lovecraftowskimi mackami, Pennywisem z ‚To’ i wampirem z ”Nocnego Latawca’. Tak przygotowanych, zwartych i gotowych w Łupawsku stawiło się 13 osób: nocny, ingo, Mando, Kaja, Cichy, Paweł Mateja, Tathagatha, crusia, lorddemon, burial, Karina, Faay i Rose.

 

Dom jaki wynajęliśmy okazał się jedną z najlepszych miejscówek jakie przez te wszystkie lata zamieszkiwaliśmy. Na parterze mieliśmy dla siebie salon z kominkiem połączony z kuchnią a na piętrze pokoje, do których wracaliśmy późną nocą. Przed domkiem altana i grill a kilka metrów dalej jezioro z kajakami do naszej dyspozycji oraz miejsce na ognisko. A wszystko to otoczone lasami. Pierwsze wrażenie zatem było bardzo pozytywne.
Pierwszy dzień minął bardzo leniwie, rozgościliśmy się i sporo czasu spędziliśmy na rozmowach i wspólnym poznawaniu się. Już od dawien dawna nie było bowiem zjazdu, na który przyjechało tyle nowych osób. Spacer brzegiem jeziora i po okolicznych lasach zaowocował wzmożonym apetytem więc wczesnym wieczorem rozpaliliśmy ognisko i raczyliśmy się kiełbaskami. Gdy nastały ciemności wróciliśmy do domu, kontynuując biesiadę przy stole i kominku tocząc leniwe dyskusje do późnych godzin nocnych.

 

Zwyczaj jest taki, że urodziny serwisu StephenKing.pl obchodzimydrugiego dnia majówkowych zjazdów. Od rana więc rozpoczęliśmy przygotowania, Mando przywiózł serwisowy baner, który zawiesiliśmy przed domem, a wnętrze ozdobiliśmy mnóstwem balonów i wydruków z symbolem KA oraz okładką książki ‚Czarna bezgwiezdna noc’ (na szczęście pierwszy projekt wydawnictwa był biały, przy wersji ostatecznej, czarnej prawdopodobnie tusz w drukarce skończyłby się po pierwszej kopii ;)). Co ciekawe, przy dmuchaniu balonów odkryliśmy przypadkiem, że można je naelektryzować a przez to pławiły się one nad nami samoczynnie.

 

Następnie z połączonych sił Manda i Tathagaty powstał tort, tym razem ozdobiony wizerunkami Rolanda, Eddiego i Calahana z projektu ‚Discordia’, które to od długiego już czasu służą za forumowe avatary redakcji SK.pl. W tym czasie burial nad jeziorem łowił ryby, które mogłyby stać się atrakcją kolejnego ogniska. Tego wieczoru jednak postanowiliśmy imprezę urodzinową okrasić mięskiem z grilla. W tym roku rocznicowe obchody były dużo skromniejsze niż poprzednio ale mimo to zabawa była wyśmienita i ponownie trwała do późnej nocy.

 

Tak naprawdę zjazd na dobre rozkręcił się trzeciego dnia. Po śniadaniu rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Mando, nocny, Tathagatha i Paweł Mateja wybrali się na przejażdżkę kajakową po jeziorze, reszta natomiast zasiadła do gry planszowej Cytadela. Po obiedzie wybraliśmy się na kolejną wyprawę po pobliskich lasach.

 

Po południu postanowiliśmy wrócić do zjazdowej tradycji, która od kilku już spotkań zanikała – wspólnego oglądania filmów. Miało nie być na poważnie i rzeczywiście nie było, seans dzieła ‚Opona’ dostarczył nam wiele rozrywki. Film o oponie samochodowej posiadającej zdolności parapsychologiczne i żądzę mordu przyjęliśmy początkowo z niedowierzaniem ale szybko daliśmy się wciągnąć w tę absurdalną wizję i bawiliśmy się całkiem nieźle. To jednak nic przy tym co czekało nas przy drugim seansie. Ingo zaprezentował nam ‚The Horribly Slow Murderer with the Extremely Inefficient Weapon’, który w zasadzie zdefiniował zabawę na resztę zjazdu. Przezabawny film o bardzo wolnym mordercy, którego narzędziem zbrodni jest łyżka zrobił na nas ogromne wrażenie, a dalsze jego odcinki, ‚Spoon vs Spoon’ oraz ‚Save Jack’ zrodziły naszą dozgonną miłość do bohaterów, Jacka Cucchiaio i Ginosaji. Od tej pory część z nas nie rozstawała się z łyżkami, stoczyliśmy wiele gonitw i walk co przysporzyło nam ogromnych pokładów śmiechu. Wieczorem, znów jak za dawnych czasów wiele godzin poświęciliśmy na poważne ale też zabawne i często burzliwe dyskusje o literaturze i kinie, książkach, komiksach i serialach. Dyskusję zdominowały sprzeczki o klasyfikacje gatunkowe, interpretacja zakończenia serialu ‚Zagubieni’, a przede wszystkim definicja „realizmu magicznego”. Zagraliśmy też w grę Psychiatra, która ewoluowała w kolejną: jedna osoba wygłasza, że nie robiła nigdy jakiejś intymnej lub dziwnej rzeczy a każdy, kto coś takiego robił wypija kolejkę. Nie mogło też oczywiście zabraknąć nocnych telefonów do nieobecnych forumowiczów, szczególnie wiele rozrywki dostarczyły nam połączenia z Lintem. Pozdrawiamy :-) Absolutnie wyśmienity wieczór zakończył się nad ranem.

 

Czwarty dzień to już istne szaleństwo, wygłupom i zabawie nie było końca. Tematem przewodnim nadal były mordercze łyżki a po sporej dawce napojów wyskokowych (8 rodzajów zmieszanych jednego dnia nie mogło skończyć się zwyczajnym, leniwym dniem na kanapach ;)) powróciła kolejna zarzucona już dawno zjazdowa tradycja – przebieranki. Właściwie cały dzień to całkowity chaos i zniszczenie, których nie sposób było kontrolować.

 

Wieczorem urządziliśmy kolejne ognisko, tym razem dużo większe, przy którym spędziliśmy długi, przyjemny czas. Po powrocie do domu przez jakieś 2 godziny toczyliśmy zaciętą walkę z kominkiem, który za nic nie chciał się rozpalić. Dzięki wygranej buriala resztę nocy spędziliśmy na kolejnych dyskusjach, już tym razem mniej poważnych. Odbyła się też bitwa na poduszki i sesja zdjęciowa upamiętniająca straszliwy moment, gdy nieopstrzeżenie, zupełnie z zaskoczenia zastał nas brak płynów procentowych. Zabawa zakończyła się około 4 nad ranem, a już o 6 rano pierwsze osoby musiały zbierać się do wyjazdu. Ostatni, piąty dzień to właściwie już tylko poranek, kolejne osoby pakowały się i opuszczały Dom Na Skarpie.

 

19 Zjazd Forumowiczów to bardzo ważne spotkanie. Od pewnego czasu z rozrzewnieniem wspominaliśmy zjazdy sprzed 5 lat, które były tak niesamowicie wyjątkowe, że zawiesiły poprzeczkę zbyt wysoko i nie dało się już nigdy im dorównać w późniejszych latach. Tym razem jednak było na tyle dobrze, że odżył w nas ten przygasający płomień, powróciły chęci organizacji kolejnych imprez. Już teraz mamy zaplanowane aż 3 następne spotkania, w czerwcu, sierpniu i grudniu. Jest się czym cieszyć i na co czekać.