Zjazd nr 17 – Poznań 2010

Po 5 latach wspólnych spotkań, każdą relację z kolejnych zjazdów można zaczynać już od długich wyliczanek. I tak: zjazd ten był naszym siedemnastym dużym spotkaniem, jednocześnie naszą piątą wspólną majówką, której przyświecały obchody ósmej rocznicy serwisu StephenKing.pl. Po raz pierwszy natomiast spotkaliśmy się w Poznaniu. Na miejsce zjazdu wybraliśmy Gospodarstwo Agroturystyczne „Złoty Kłos” znajdujące się na obrzeżach miasta. Po przyjeździe okazało się, że nie wszystko wygląda tak jak w ogłoszeniach internetowych, ale nie zrażeni tym faktem, tak rozplanowaliśmy noclegi aby jeden pokój pozostał wolny i służył nam za substytut salonu. Na zjeździe zjawiło się łącznie 20 uczestników, w składzie: Moniqee, Mike, Mandriell, ingo, nocny, ZOnkinho, Zimek1990, burial, Emmaretta, Cichy098, Mando, Jula, mucioo, pennywise, Ryszard, Tenar oraz nie nocujący na miejscu Linteath, Hejzel, Murarz i Kuba.

 

Pierwsi na miejscu stawili się nocny i ingo. Panowie po wybraniu dla siebie pokoju zajęli miejsca w ogrodzie przy drewnianym stole i sacząc whiskey oczekiwali kolejnych osób. Dosyć szybko dosiedli się Mike, Moniqee i Mandriell a następnie burial, Emma, Zimek i ZOnk. Bez zbędnego czekania rozpoczęliśmy celebrację jednej ze zjazdowych tradycji – rozpaliliśmy sziszę. I tak czas płynął na żartach i leniwych rozmowach na słońcu, na łonie przyrody. Z biegiem czasu do stołu dosiadali się kolejni forumowicze, Lint, Hejzel, Cichy, penny i mucioo.

 

Ostatni tego dnia przyjechali Mando z Julką i Cichy, a chwilę po nich Rychu. Powitały ich zmęczone już twarze biesiadujących cały dzień zjazdowiczów. Od razu doszło też do tradycyjnej wymiany dóbr. Obchodzący trzydzies… dziewiętnaste urodziny burial, który posiada w swojej kolekcji prawie wszystko otrzymał upominek od serwisu StephenKing.pl w postaci jednego z naszych bannerów 1m x 3m, od Mandriella kasetę vhs z mini-serialem „Stukostrachy”, a od penny’ego polskiego prebooka powieści „Pod kopułą”. W ruch poszło sporo komiksowych zeszytów i bardzo dużo wydań zbiorczych sprowadzanych wcześniej wspólnie z zagranicy. Na zjeździe pojawiły się też kapitalne gadżety w postaci wykonanych przez fanów opakowań do audiobooków, które Albatros wydał w formie plików mp3. Wieczorem furorę zrobił także jedyny egzemplarz próbny, całkowicie fanowsko przetłumaczonej i wykonanej książki „ROŚLINkA” („The Plant”). Noc rozpoczęliśmy od wspólnego grilla, a zakończyliśmy we wczesnych godzinach porannych. Zabawa ograniczyła się w zasadzie do przeplatających się dyskusji na tematy wszelakie, jak zwykle wygląda pierwsza noc zjazdu, gdy spotykamy się po dłuższym czasie. Im bliżej świtu tym rozmowy stawały się coraz bardziej impulsywne, argumenty coraz mniej logiczne, a całość jakby niezbyt spójna :-) Jedynie toasty za Kinga przebiegały w sposób profesjonalny i bliski perfekcji :-) Pierwsza noc nie obeszła się też bez uszczerbku na zajmowanej przez nas miejscówce. Co ciekawe, w ciągu 5 lat podczas 16 zjazdów udało nam się uszkodzić jedynie jeden karnisz w Rozalinie, tym razem jednak nasz pobyt to pasmo zniszczeń i uszkodzeń. Zaczęło się od wykładziny, na którą spadł węgielek z sziszy, rozsypał się na kawałki i wypalił kilka dziur. Nie wiedzieć dlaczego burial uznał za stosowne palący się materiał zalać piwem i tak wokół dziur powstała nie chcąca się zmyć plama.

 

Drugi dzień rozpoczęliśmy od przygotowań imprezy głównej – obchodów urodzin serwisu StephenKing.pl. Pozostali zjazdowicze przysiedli do gier planszowych lub Mafii a w tym czasie w „salonie” trwało przemeblowanie. Trzeba było tęgiej głowy by rozplanować zawieszenie banneru, ale pozostałe „upiększacze” pasowały jak ulał. Po raz ostatni na zjeździe pojawił się wielki wydruk symbolu KA, który debiutował w Karpaczu oraz plakat Kinga, który na ten sam zjazd przygotował burial (następnym razem będzie trzeba zrobić coś bardziej trwałego na materiale). Nadmuchaliśmy łącznie 70 balonów (20 z nadrukiem i 50 zwykłych), z których przynajmniej 60 przetrwało proces dmuchania. Po ustrojeniu salonu, zabraliśmy się za wykonanie tortu urodzinowego. Tym zespołem jak zawsze kierowała Julka. Wcześniej przygotowaliśmy specjalny wydruk na masie cukrowej, który niestety w ostatecznej wersji nam się trochę rozmazał (tort za długo leżał w lodówce). Ku uciesze tłumów nie była to jedyna wpadka przy torcie. Mando przywiózł specjalny czarny barwnik spożywczy, aby krem idealnie komponował się z wydrukowanym krukiem. Barwnik owszem połowicznie spełnił swoją funkcję, zabarwiając krem na… niebiesko. Na szczęście w porę zorientowaliśmy się, że nie tylko produkty spożywcze poddają się procesowi barwienia, co przysporzyło kolejnej porcji zabawy z nieświadomych zjazdowiczów zajętych w tym czasie grą, którzy ochoczo częstowali się niebieskim przysmakiem. Tradycją stało się już, że gdy dzieje się coś śmiesznego, prędzej czy później w centrum zabawy znajdzie się ingo. I tak nocny zanurzył garść w misce z kremem i pognał za kolegą z redakcji z zamiarem przerobienia go na mieszkańca Pandory. Zabawa zakończyła się prawie bezpowrotnym zniszczeniem drugiej w tym domu wykładziny. Z pomocą (i z mopem pod pachą) wkroczyła Tenar jednak im bardziej staraliśmy się wykładzinę wyczyścić tym bardziej robiła się ona brudna. Niestety okazało się też, że niebieski barwnik jest więcej niż trwały i pomimo długotrwałego szorowania szczotką, używania mydła, płynu oraz denaturatu, dłonie nocnego i Manda pozostały niebieskie jeszcze przez następne 2 dni zjazdu.

 

Pod wieczór rozpoczęliśmy oficjalne obchody naszego święta przeprowadzając I Konkurs z wiedzy o Stephenie Kingu. W zabawie brało udział 9 uczestników. Każdy z nich otrzymał w sumie 21 pytań podzielonych na 4 kategorie – Książki, Powiązania, Biografia, StephenKing.pl.

 

Niekwestionowanym liderem został burial, który odpowiedział na 20 pytań. Drugie miejsce (8 pkt.) zdobył Mike Draven, a trzeci na podium stanął Zimek (7 pkt.). Każdy mógł wybrać sobie nagrody książkowe, a udział w konkursie, pomijając samą zabawę, opłacał się, gdyż jedną z nagród była polska fanowska wersja książki „Gniew” („Rage”). Oprócz tego, każdemu zwycięzcy wręczyliśmy dyplom upamiętniający tę historyczną już chwilę, kiedy to po raz pierwszy przygotowaliśmy na zjazd coś tak dużego.

 

Honorowanie zwycięzców zgrało się z wniesieniem tortu, któremu towarzyszył jeden wielki zgiełk wywołany piszczałkami, które także wpasowują się już w historię urodzinowych zjazdów. Po ceremonii zdmuchnięcia świeczek nie nastąpiło tradycyjne odśpiewanie „Sto lat”, bo nie ma u nas takiej tradycji, ale nasi formowi przyjaciele przygotowali nam ogromną niespodziankę. Ktoś włączył „We are the Champions”, aby w rytmie tego utworu Moniqee mogła wnieść wielki kingowy puchar, który zjazdowicze przygotowali specjalnie dla nas. Zaskoczenie było ogromne a i emocje niemałe. Po pierwszej ekscytacji towarzyszącej poszukiwaniu kingowych elementów, odczytaniu rymowanki skleconej przez Mandriella, zaczęły się tradycyjne przepychanki redakcyjne dotyczące tego, kto zabiera puchar i według jakiej zasady będzie on przechodził z rąk do rąk. Ostatecznie stanęło na tym, że sporządzimy sobie dwie repliki, które wcale nie umniejszą znaczenia tego pierwotnego podarunku. Z tego miejsca jeszcze raz ogromnie dziękujemy za wspaniałą niespodziankę i pamiętajcie, że już za niecały rok 9. urodziny a poprzeczkę zawiesiliście wysoko :-).

 

Wieczór zakończyliśmy kilkoma tradycyjnymi grami – „karteczkami” z Bękartów wojny i partyjką Tabu. W międzyczasie w naszych szeregach pojawili się Murarz i Kuba, którzy natychmiast wpasowali się w towarzystwo, serwując nam kilka niezapomnianych (i zapewne zapisujących się na długo w zjazdowe dyskusje) tekstów. Tej nocy doszło do kolejnego aktu niezamierzonego wandalizmu w domu, klamka od drzwi co chwila lądowała na kafelkach niosąc echo po całej dwupiętrowej willi. Zabawa zakończyła się jak zwykle o bladym świcie. Były to jedne z ciekawszych urodzin serwisu StephenKing.pl.

 

2 maja to obchodzony od 6 lat w naszym kraju Dzień Flagi, który w skutek dawnego żartu Stephena Kinga, w tym środowisku już na zawsze został przemianowany na Dzień Flagga. Rozpoczęliśmy go wymarszem do Biedronki, która na nasze nieszczęście wcale nie była tak blisko. Większość dnia spędziliśmy na świeżym powietrzu, gdzie przy wspólnym grillu bawiliśmy się dopóki komary skutecznie nas nie przegoniły. W międzyczasie zdążyła pojawić się gitara i kilku graczy, co zaowocowało długim koncertem rozśpiewanych zjazdowiczów. Przyśpiewki z żywym instrumentem przeplatały się z karaoke. Niektórzy zdążyli odsłuchać dwa mecze żużlowe, przejrzeliśmy wiele świetnych zdjęć ze starych wyjazdów czy też fotki z kolekcji buriala.

 

Na dość obszernym terenie jaki zajmowaliśmy znajdował się stary wychodek co od samego początku przypominało nam o opowiadaniu Stephena Kinga „Bardzo trudne położenie”. Tradycyjnie gdy wpadają nam do głowy głupie pomysły, dotyczą one inga :-) Postanowiliśmy wrzucić kolegę do dziury głową w dół co przysporzyło nam mnóstwo śmiechu.

 

Gdy wreszcie przenieśliśmy się do budynku, noc upłynęła nam na tradycyjnych grach i biesiadowaniu. Po wspaniałej zabawie jaką dało nam na sylwestrowym zjeździe karaoke postanowiliśmy i tym razem pośpiewać co większe hity jak „Jesteś szalona” czy „YMCA”. Niestety poraz kolejny doszło do przypalenia a następnie zalania wykładziny… Tym razem przy stole zastał nas świt, a ostatnie godziny upłynęły na festiwalu dowcipów, za które wszyscy kiedyś pójdziemy do piekła.

 

Jest to już druga majówka z rzędu, która siłą rzeczy musiała zostać skrócona przez niefortunnie umiejscowiony długi weekend. Tym razem udało nam się tak dobrać miejscówkę by rozpocząć zabawę jeszcze w piątek kradnąc w ten sposób dodatkową noc. Niestety mimo wszystko, trzy doby to bardzo krótki zjazd jak na nasze standardy i trzeba było się zbyt szybko pożegnać. Spotkanie rozbudziło w nas jednak głód wspólnych zjazdów i już teraz trwają poszukiwania miejsca na letnią imprezę, jak również zbieranie chętnych na tegoroczne Dni Fantastyki we Wrocławiu. Wszystko wskazuje też na to, że jeszcze w tym roku uda się zorganizować 19. Zjazd, a ten będzie równie ważnym wydarzeniem jak urodziny! Dobrze, że co jakiś czas przytrafiają się takie spotkania jak to, bo rozbudzają one u ludzi bardzo pozytywny głód fanowskiej integracji, a po to od 5 lat je organizujemy.