Zjazd nr 16 – Bytów 2009/10

Od kilku lat staramy się by każdy zjazd odbywał się w innym miejscu. Tym razem za organizację wziął się sierpniowy debiutant – Mandriell – a znaleziona przez niego miejscówka okazała się strzałem w dziesiątkę. Był to nasz piąty wspólnie spędzony Sylwester, trzecia lokalizacja, w której witaliśmy Nowy Rok i było to jedno z lepszych miejsc, w których do tej pory organizowaliśmy zjazdy. Zabawa odbyła się w „Srebrnym Klonie” w Bytowie (pod Parchowem:-)). W zasadzie do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy w jak dużym składzie uda nam się spotkać, a ostatecznie na miejscu stawiło się 18 osób: Corrie Swanson, Crushed, Moniqee, Mike, kornomaniak, Ania kornomaniakowa, Mandriell, nocny, Katrina, ingo, Karolina, Linteath, Hejzel, Mando, Jula, Rose Red, RyszarT, penny oraz dziewiętnasty uczestnik w postaci psa Morusa.

 

Pierwszy dzień w większości upłynął na dojazdach. Kilka grupek już dzień wcześniej zebrała się w różnych miejscach Polski i w środę od samego rana pierwsi zjazdowicze meldowali się w „Srebrnym klonie”. Odszukanie tego punktu na mapie Polski nie należało do najłatwiejszych zadań, ale miejsce okazało się kapitalne pod każdym względem. Już pierwszego dnia, co by tradycji stało się zadość, przystroiliśmy salon wielkim bannerem StephenKing.pl oraz wydrukami z poprzedniego zjazdu – ogromnym symbolem KA i plakatem Kinga przygotowanym w wakacje przez buriala. Pierwszego dnia rozpoczęliśmy też nową tradycję – wymiany świątecznych prezentów. Mando wreszcie wcielił w życie swój plan przygotowania koszulek redakcyjnych tylko dla twórców serwisu i w ten sposób na zjeździe zadebiutowały nowe t-shirty.

 

Wieczorem natomiast przygotowaliśmy niespodziankę dla Mike’a Dravena, który już wielokrotnie obchodził urodziny na zjeździe, ale nigdy nic poza życzeniami nie otrzymał. Tym razem był szampan, był tort i był też prezent w postaci dużej profesjonalnej figurki Obcego. Oczywiście było też dużo świetnej zabawy. Pierwszy wieczór obfitował głównie w dyskusje (resztę zjazdu mocno zdominowały gry), ale też najszybciej się zakończył.

 

Drugiego dnia już od samego rana rozpoczęło się granie. Część zjazdowiczów wybrała się na zwiedzanie bytowskiego zamku, a pozostali zasiedli do partii „Magii i Miecza”. W międzyczasie do Bytowa zawitał ostatni uczestnik zjazdu – Pennywise.

 

Po południu Mike wyszedł z propozycją nowej gry „w karteczki” z ‚Bekartów wojny’, która ostatecznie okazała się hitem zjazdu . Może nie była to ani kingowa ani horrorowa zabawa, ale że wszyscy mamy podobne zainteresowania i poczucie humoru to i salw śmiechu było co niemiara.

 

Po kilku partiach trzeba było zacząć przygotowania do głównej części imprezy – Sylwestra. W międzyczasie otrzymaliśmy pierwsze pozdrowienia od Bogny – prowadzącej audycję sylwestrową w kujawsko-pomorskim Radiu Gra – których do końca wieczoru było jeszcze kilka. Sami też dwukrotnie zagościliśmy na antenie, opowiedzieliśmy o Kingu, zjazdach, serwisie i o tym jak się bawimy. Poza tym po raz pierwszy publicznie odśpiewaliśmy nasz zjazdowy hymn, profanując w ten sposób poważne pieśni na antenie:-) Wieczór przeminął tradycyjnie w nieco bardziej oficjalnej, galowej atmosferze. Było przygotowane jedzenie i dobra zabawa. Odtańczono też tradycyjny „pociąg”, który jak to już bywało w przeszłości, zakończył się pod prysznicem. O północy życzenia na świeżym powietrzu w akompaniamencie wybuchających w koło fajerwerków, które nie były tak spektakularne jak co roku w Rozalinie, ale przynajmniej były w przeciwieństwie do zeszłorocznego zjazdu.

 

Po powrocie do domu Mando zniósł laptopa racząc biesiadników tandetnym karaoke z youtube’a. Skończyło się na tym, że kilka godzin ogół zmuszony był słuchać wycia jednostek. Jednostki bawiły się świetnie… ogół chyba też:-)

 

Tej nocy przełamaliśmy też brzydki zwyczaj wczesnego chodzenia spać i jak za najlepszych czasów, ta i kolejne nocki zostały zarwane do bladego świtu. Nad ranem powróciliśmy do gry z „Bękartów” rozgrywając jeszcze kilka partyjek.

 

Trzeci dzień w większości upłynął bardzo spokojnie. Jak tylko wygrzebaliśmy się z łóżek, zasiedliśmy do wielogodzinnych gier w „Magię i Miecz”, „Żabki” (niekanoniczną wariację na temat opowiadania „Pora deszczowa”:-)) oraz w „Cytadelę” i na tym upłynęło nam w zasadzie całe przed… i popołudnie. W międzyczasie kilku kolejnych zjazdowiczów wybrało się zwiedzać zamek. Nowy Rok spędziliśmy raczej bez większych fajerwerków, ale choć relacja może na to nie wskazywać, daleko było też do uczucia nudy. Wieczorem znów były zabawy przy stole, toasty i masa śmiechu. Dzień upłynął jednak bez jakichś ważniejszych wydarzeń godnych odnotowania. Po prostu dobrze się bawiliśmy.

 

Czwartego dnia zaplanowaliśmy obejrzeć wreszcie jakieś filmy. Do tej pory gdzieś tam w tle przeleciały tylko gwiezdnowojenne odcinki ‚Robot Chicken’ i ‚Family Guy’ oraz kingowy epizod tego drugiego. Na pierwszy rzut poszedł nowy ‚Terminator’, ale już na samym początku płyta odmówiła posłuszeństwa i na tym zakończyliśmy nasiadówkę przed telewizorem. Niektórzy zasiedli do partyjki w planszówki, a ci co mieli mniej farta zaczęli katować się drugą częścią nowej wersji ‚Halloween’ puszczaną z laptopa i w zasadzie już do końca dnia pozostał taki podział – zdecydowana większość na dole, a jednostki na górze odpoczywające przy filmie. Ostatecznie jednak poleciał ‚Terminator: Ocalenie’ choć w bardzo okrojonym gronie, a dalej jeszcze jeden odcinek ‚Z archiwum X’, które rok rocznie przywozimy na zjazd i nigdy nie możemy wspólnie obejrzeć. W tym czasie w salonie rozegrano wielogodzinną partię w Tabu – grę która zadebiutowała w Karpaczu, ale dopiero teraz rozegrana została zgodnie z zasadami.

 

Tego dnia zrobiliśmy też dokładny przegląd kingowych gadżetów przywiezionych na zjazd. A trzeba przyznać, że było co oglądać. W swoich zbiorach mieliśmy genialną książkę Bava Vincenta ‚Stephen King: The Ilustrated Companion’, trzy limitowane ilustrowane wydania ‚Colorado Kid’ umieszczone w specjalnym etui, kolekcjonerską edycję ‚Under the Dome’ wraz z pudełkiem kart przedstawiających bohaterów z książki, amerykańskie pocztówki promujące komiksy i filmy, koszulkę z trasy promocyjnej ‚Bezsenności’, kapitalny gadżet promocyjny serialu ‚Marzenia i koszmary’ – opaskę na oczy na sen, kilka komiksów i kalendarzy StephenKing.pl. Było czym nacieszyć oczy.

 

Piąty dzień to sprzątanie domu, pakowanie i pożegnania. Wyjazd przebiegł tym razem bez większych komplikacji. Nikomu nie uciekł autobus, nikt nie spóźnił się na samolot i nikt nie odmroził sobie tyłka na dworcu. Pożegnanie jak zawsze smutne, ale już teraz szykujemy się do organizacji majowych urodzin serwisu StephenKing.pl.