Zjazd nr 09 – Rozalin 2006/7

Dziewiąty zjazd użytkowników naszego forum (czy jak kto woli „Klubu Miłośników Grozy”) to już drugi sylwester jaki postanowiliśmy spędzić we wspólnym gronie. Jako miejsce po raz piąty wybraliśmy sprawdzony Rozalin (w którym ostatni raz bawiliśmy się dokładnie rok wcześniej), tradycyjnie rezerwując dwa piętra willi i przybudówkę. Było nas w sumie 25 osób: Mando, Crushed, Corrie Swanson, Sickbastard, Szalonaaga, kenorb, Mike Draven, Moniqee, ingo, nocny, Kasia Nocna, Tenar, Infinitus, Umbrifier, Vampir, burial, amron, Karolina Amronowa, ZOnkinho, J.Xavier.B, pennywise, StefaniaKról, Rose Red, Jula oraz Karolina Ingowa (wszyscy wymienieni w kolejności w jakiej pojawili się na zjeździe).

 

Pierwszego dnia, aby tradycji stało się zadość, odwiedziliśmy bar „Dziesiątka” w podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego. Tym razem jednak, po raz pierwszy (biorąc pod uwagę rozalińskie zjazdy) na miejsce spoczynku dotarliśmy w kilku grupach. Co za tym idzie „Dziesiątkę” odwiedziło tylko 6 pierwszych osób. Zdążyliśmy jednak skosztować kilka dzbanków najtańszego piwka (które z roku na rok staje się coraz mniej tanie :-). Około południa odebraliśmy z dworca Mike’a i Moniqee i w ten sposób skompletowaliśmy pierwszą grupę, która po wizycie w markecie odjechała busem do Rozalina. Druga grupa spotkała się koło godz. 15:00 przy Pałacu Kultury i prywatnym samochodem, w godzinach wieczornych, dobiła do odpoczywających na miejscu biesiadników. Ostatni tego dnia dojechał do nas burial, z którym bardzo fajnie wspominało się stare czasy gdy to on tworzył najlepszą w polskim internecie stronę poświeconą Stephenowi Kingowi. Po rozlokowaniu nastąpiła tradycyjna wymiana przywiezionych dóbr. W obieg poszły wszelkiej maści plakaty kingowe, Sketchbooki (materiały promujące serię komiksową ‚The Dark Tower: Gunslinger Born’), Timesy poświęcone w całości Kingowi, a także nieco cenniejsze rzeczy przywiezione z Londynu, których wymiana przebiegła w całkowitej tajemnicy 🙂

 

Wieczorem (dzięki laptopowi buriala) obejrzeliśmy serial ‚This Is Horror’, który jak się okazało miał bardzo mało wspólnego ze Stephenem Kingiem i po grudniowym zjeździe wyleciał ze spisu Filmów na SK.pl. Przejrzeliśmy kilka amatorskich komiksów parodiujących Króla oraz białe kruki przywiezione przez buriala i ingo – audiobook ‚Blood and Smoke’, książkę o Kingu ‚Stephen King: America’s Best-Loved Boogeyman’ oraz książkę składającą się z samych wywiadów z Królem ‚Bare Bones’. Po „grze wstępnej” zasiedliśmy do stołu gdzie przy wtórze niekończących się toastów, dyskusji na temat filmów i książek wszelakiej maści, przesiedzieliśmy do białego rana (w międzyczasie, niedobitki obejrzały kilka razy ‚Darkned Room’ Lyncha oraz ’12 małp’ i ‚Armię Ciemności’). Reszta relacji jest niejasna, a poszczególne zeznania nie pokrywają się ze sobą 🙂

 

Drugiego dnia wreszcie wzbogaciliśmy się o odtwarzacz dvd, który przybył do nas wraz z ZOnkinho. Tym samym ci, którzy już nie spali tłumnie zgromadzili się przed telewizorem oglądając ‚Hi-Way’ (w międzyczasie zmuszeni byliśmy pożegnać cennego zjazdowicza jakim okazał się burial). Następnie, we wczesnych godzinach porannych, około 15:00, zebraliśmy ekipę do rozegrania tradycyjnego meczu w siatkówkę – „StephenKing.pl vs. Reszta Świata”. Drużyna SK.pl składała się z następujących członków: Mando, ingo, SickBastard, ZOnkinho (członek honorowy jako fan Króla) oraz CrusheD (niestety zabrakło nam kingowych fanów lubiących sport więc w drużynie znalazła się webmasterka strony poświęconej Koontzowi i załóżmy, że dalsza część opisywanych wydarzeń to jej wina… a przynajmniej tej wersji będziemy się trzymać). Należy powiedzieć otwarcie, że wynik nie odzwierciedlał przebiegu meczu. Walczyliśmy jak lwy i porażkę 0:4 (wynik równie głupi jak cały mecz) przyjęliśmy z podniesionymi głowami (tylko w jednym secie udało nam się dobić do 19 punktów). W tym miejscu należy jednak przypomnieć zeszłoroczny mecz, który nasza redakcja wygrała 3:2, kiedy to serwujący Mando zmiażdżył w tie-breaku przeciwników 15:3 (w drużynie Reszty Świata znajdowała się wtedy CresheD co potwierdza tylko wcześniejsze słowa o sabotażu).

 

Po meczu przyszła pora na kilka seansów filmowych. Na warsztat wzięliśmy najpierw drugą część ‚Sprzedawców’ Kevina Smitha. W międzyczasie do naszej grupki dołączył Xavier przywożąc smutną wiadomość, że Stefy mamy oczekiwać dopiero dnia następnego. Po ‚Sprzedawcach’ przyszła pora na ‚Pulse’ – amerykański remake japońskiego ‚Kairo’, który spowodował, że ci, którzy nie posnęli, stopniowo wykruszali się powiększając grupkę rozpoczynającą zabawę na piętrze. Następnie większość zjazdowiczów obejrzała ‚Borata’ zaś prawdziwa impreza zaczęła się po filmie (niedobitki obejrzały jeszcze drugą część ‚Jackassa’ oraz ‚Kevin sam w domu’ bez, którego co niektórzy nie wyobrażają sobie okresu świątecznego). Tego dnia Mike Draven obchodził urodziny więc okazja była nie mała. Dodatkowo wielką niespodziankę zrobił nam Penny, który nagle jak gdyby nigdy nic pojawił się w drzwiach. Jako punkt honoru postawiliśmy sobie, że między toastami za Kinga, wzniesiemy także toast za wszystko co związane z nadchodzącym cyklem ‚Gunslinger Born’. Co za tym idzie, postanowiliśmy wypić za Sketchbook, Spotlight, 30 zeszytów komiksowych oraz 3 albumy w sztywnej oprawie (a jak starczy czasu i sił to powtórzyć cykl za ewentualne polskie wydanie). Niestety mimo trzech nocy na wykonanie zadania, dotarliśmy jedynie do 27 zeszytu (jak to się stało, że nie sprostaliśmy naszym obowiązkom, po dziś dzień jest dla nas zagadką). Późno w nocy obejrzeliśmy dwa odcinki serialu ‚Marzenia i koszmary’ – ‚Pole walki’ oraz ‚Crouch End’. Noc znów zakończyła się nad ranem, długim maratonem kawałów, do którego dołączyli się nawet ci, którzy już wcześniej położyli się spać.

 

Trzeciego dnia większość biesiadników ponownie wstała dopiero w późnych godzinach popołudniowych. Około 12:00 ingo wyjechał do Warszawy odebrać Karolinę, Rose Red i Julę, a w nasze progi zawitała Stefa przywożąc ze sobą takie kąski jak: amerykańskie pocketowe wydanie ‚Cell’ z podwójną okładką oraz japońskie i holenderskie wydanie ‚Masteczka Salem’. Obejrzeliśmy m.in. świetne odcinki ‚South Park’ parodiujące filmy ‚Smętarz dla zwierzaków’ i ‚Dzieci kukurydzy’ oraz kilka odcinków serialu ‚Family Guy’. Po południu Mando odebrał ostatnich zjazdowiczów z przystanku na pętli, a Kasia (która podczas zjazdu czytała ‚To’) wybrała się na spacer. Przechadzka zakończyła się niespodziewanie szybko gdy najpierw dziewczyna minęła zwłoki psa, a następnie pęk kolorowych balonów, które leżały w rzeczce ścieków wypływających z kanału 🙂 Reszta zjazdowiczów obejrzała komediowy horror ‚Feast’.

 

Zabawa sylwestrowa obfitowała w wiele atrakcji. Dzięki Stefie wreszcie toasty kingowe przebiegały w połączeniu z tradycyjnymi pieśniami. Na imprezie obowiązywały stroje galowe, jednak należało również dopełnić kolejnej (zapoczątkowanej jeszcze w 2005 roku) tradycji rozalińskiej, mianowicie przebieranek w damskie ciuszki 🙂 Zaowocowało to ogólnym poruszeniem, kupą śmiechu i długą sesją zdjęciową, która jak zwykle przybrała dość nietypowy obrót. Część wieczoru należy jednak pominąć w oficjalnej wersji wydarzeń. Załóżmy, że ograniczymy się tylko do sesji zdjęciowej kingowych tatuaży. Reszta wieczoru kończącego 2006 rok to kupa śmiechu, zabawy i tańca (tutaj należy odnotować przynajmniej dwa szczególne tańce – Prodigy w wykonaniu połamanego Sicka i Mando wymiatającego kiecką oraz break dance w wykonaniu Mando do utworu Mc Hammera).

 

2007 rok powitaliśmy na podwórku (niestety w tym roku nie ośnieżonym) podziwiając piękny i bardzo efektowny pokaz sztucznych ogni. Odwiedziliśmy właścicielkę – Panią G – wraz z mężem i wszyscy życzyliśmy sobie masę wspaniałych rzeczy. Zabawy było jeszcze co niemiara, a noc ponownie zakończyliśmy o świcie. Niestety dla wielu z nas była to ostatnia noc na tym zjeździe.

 

Czwartego dnia opuściło nas 8 uczestników zjazdu. Tym razem chyba wszyscy spali bardzo długo i dzień zaczął się w zasadzie po południu. Zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy. Dzięki wspaniałej zniżce jaką Pani G zaskoczyła nas już po zbiórce i wyjeździe części zjazdowiczów, oraz dzięki kilku niezamierzonym niedokładnościom w obliczeniach i ustalaniu kwoty jaką każdy miał zapłacić, a wreszcie dzięki hojności kilku uczestników zjazdu, ostatnia noc z najbiedniejszej przerodziła się w najbardziej efektowną. Najpierw w ramach odpoczynku obejrzeliśmy ‚Kevina samego w Nowym Jorku’ (jak na ironię jedyni ludzie którzy chcieli to oglądać – Mando i nocny – przegapili końcówkę gdyż udali się na zakupy). Później odbył się seans ‚Autostopowicza’ oraz fragmentów pierwszej części ‚Jackassa’.

 

Na sam koniec zostawiliśmy główny punkt programu… powtórkę hitu z zeszłego roku… naszą małą noworoczną tradycję… projekcję filmu ‚Nekromantik 2’. Nie odbyło się jednak bez problemu. Na sam dźwięk tytułu podniosło się zaskakująco wiele głosów sprzeciwu. Część nawet udała się na piętro by rozpocząć konsumpcję upłynnionych pieniędzy. Ostatecznie nawet ci, którzy filmu oglądać nie chcieli, zwabieni hipnotyzującą muzyką i rytmicznymi dźwiękami większość seansu przesiedzieli na schodach wpatrzeni w telewizor.

 

Wprawieni w nadzwyczaj dobry humor jaki wywołała końcówka filmu rozpoczęliśmy ucztę w małym gronie. Ostatecznie wieczór przerodził się w kapitalną imprezę, której ukoronowaniem, jak przed rokiem był „wąż” poprowadzony w rytm piosenki ‚Mydełko Fa’ i zakończony pod prysznicem. Nie trzeba dodawać, że zabawa zakończyła bladym świtem.

 

Piąty dzień rozpoczął się bardzo ciężkim porankiem. Utworzyła się grupka sprzątająca, która poradziła sobie najlepiej jak tylko mogła, ale niestety nie do końca sprostała zadaniu (w tym miejscu bardzo przepraszamy panią Bogumiłę zwaną w skrócie Panią G). Następnie rozpoczęło się smutne pożegnanie. Dopełniła się także ostatnia tradycja – ingo spóźnił się na pociąg 🙂 Wszyscy zgodnie stwierdzili, że był to równie dobry sylwester jak zeszłoroczny, a co za tym idzie, dla wielu z nas, jeden z dwóch najlepszych sylwestrów w życiu. Już teraz zarezerwowaliśmy sobie miejsce na następny rok oraz wstępnie ugadaliśmy długi weekend majowy.

 

Niestety 9 zjazd dobiegł końca i jedyne co nam pozostało to odliczanie dni do kolejnego zlotu.