Rozmowa z Vincentem Chongiem

Vincent Chong zadebiutował na naszym rynku okładką do powieści Joe Hilla – 'Pudełko w kształcie serca’, która zapożyczona została z amerykańskiego limitowanego wydania tej książki. Chong szybko „zadomowił” się w Polsce i począwszy od roku 2007 wykonuje większość okładek do lawiny wznowień serwowanych przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Z czasem zaczął wykonywać też inne projekty dla tego wydawnictwa jednak jego styl bardzo szybko stał się znakiem rozpoznawczym nowej serii książek Stephena Kinga.

[Wywiad przeprowadzili: Grzesiek Tupikowski i Hubert Spandowski]

 

Czy mógłbyś w kilku zdaniach opowiedzieć o sobie? Jak długo zajmujesz się już projektowaniem grafik i okładek do książek? Jak doszło do tego, że stałeś się autorem grafik? Od jakich okładek zaczynałeś swoją pracę?

Od około trzech lat zajmuję się okładkami do książek, chociaż już na przełomie 2003/2004 roku, po ukończeniu kursu grafiki i projektowania na studiach, zacząłem po raz pierwszy szukać pracy jako niezależny ilustrator. Uważałem, że moją sztukę da się wykorzystać w wielu rozmaitych dziedzinach, a tworzenie okładek było jedną z nich, więc zacząłem kontaktować się z różnymi wydawcami, aby zorientować się, czy będą mieli dla mnie jakieś zlecenia. A kiedy zrobiłem parę prac, inni wydawcy zainteresowali się nimi, i tak to się zaczęło. Kilka grafik, które zrobiłem w ramach zajęć na studiach, albo w wolnym czasie, ukazało się wcześniej w magazynach, ale pierwszymi opublikowanymi pracami, wykonanymi na zamówienie, były ilustracje do opowiadania Joe Hilla 'I usłyszą śpiew szarańczy’, które pojawiły się w magazynie 'The 3rd Alternative’ (obecnie zatytułowanym 'Black Static’). To spowodowało, że dostałem jedno z pierwszych zleceń na stworzenie okładki do książki, jako że Joe zapytał wtedy, czy nie zrobiłbym okładki do jego zbioru ’20th Century Ghosts’, która właśnie miała być wydana przez PS Publishing.

W Polsce jesteś znany od niedawna. Czytelnik z naszego kraju kojarzy cię tylko z książkami Stephena Kinga i powieścią jego syna – Joe Hilla. Jakie inne prace twojego autorstwa zostały wydane na świecie? Czy są to tylko okładki do książek czy może także ilustracje w czasopismach, komiksach?

Wiele moich prac ukazało się w Wielkiej Brytanii i w Ameryce. Część z nich to okładki książkowe, ale stworzyłem też ilustracje do czasopism, okładki CD, strony internetowe, a nawet kilka gier online i trailer zapowiadający książkę (całą tą różnorodną twórczość można obejrzeć na mojej stronie: www.vincentchong-art.co.uk). W przyszłości, oprócz okładek książkowych, chciałbym skupić się też na okładkach CD, a także na komiksowych, z którymi dotąd nie miałem do czynienia.

Jakimi technikami pracujesz? Jak przebiega proces tworzenia grafik? Czy wykorzystujesz elementy z wcześniejszych okładek, albo odrzucone wcześniej pomysły?

Wszystkie moje ilustracje w ostatniej fazie tworzenia obrabiam cyfrowo, chociaż stosuję również inne techniki. Często wykorzystuję fotografię, ale niekiedy rysuję, albo maluję, tworzę własne tekstury z różnych materiałów, a czasami nawet rzeźbię niektóre elementy, które później skanuję lub fotografuję i przenoszę do komputera, żeby wkomponować je w swój projekt. Przez te kilka lat zebrałem sporą bibliotekę fotografii i tekstur, więc niektóre z nich wykorzystuję ponownie w innych ilustracjach. Na samym początku zaczynam zawsze od pomysłu i wyobrażenia sobie jak ma wyglądać efekt końcowy. Wtedy robię szybki, pobieżny szkic, którego później używam jak przewodnika. Jako że przeważnie ilustruję konkretne historie, wykorzystuję pomysły odnoszące się bezpośrednio do danej opowieści.

Czy często zdarza się, że grafika nie zostanie zaakceptowana przez wydawcę? Co wtedy dzieje się z taką pracą?

Żadna z moich okładek nie została odrzucona przez wydawcę. Czasami proszą, żebym wprowadził drobne zmiany w wyglądzie niektórych elementów, ale ja zawsze z radością się do tego stosuję, i często okazuje się, że ilustracja po zmianach wygląda lepiej niż przed. Ponieważ zawsze wysyłam szkice do wydawcy, albo autora, żeby zaaprobowali go zanim zacznę pracować nad ostateczną wersją, sądzę, że to zmniejsza szanse na odrzucenie czegokolwiek. Wydawca i autor są moimi klientami, więc najważniejsze dla mnie jest, żeby byli zadowoleni z moich prac. Zawsze jestem otwarty na propozycje i lubię współpracować z nimi nad projektem.

Czy w życiu prywatnym czytasz Stephena Kinga czy swój kontakt z jego powieściami ograniczasz tylko do wykonywanej pracy?

Kiedy byłem młodszy, często czytałem Stephena Kinga i byłem wielkim fanem, ale później przez jakiś czas nie miałem styczności z jego książkami, do chwili, kiedy zacząłem robić do nich okładki i wróciłem do czytania. Wspaniale było znów je czytać i przypominać sobie, jak bardzo mi się kiedyś podobały. A jako że byłem fanem jego twórczości, naprawdę ucieszyło mnie, że mam okazję robić okładki do jego książek. Kiedy byłem młodszy i zaczytywałem się w jego powieściach, nawet nie przyszło mi do głowy, że zostanę ilustratorem, któremu będzie dane robić okładki dla Stephena Kinga!

W jaki sposób tworzysz okładki do książek Kinga. Dostajesz gotowy opis mówiący o tym jak ma wyglądać grafika, czy może masz całkowicie wolną rękę? A może sugerujesz się opisem / streszczeniem książki?

Wydawnictwo Prószyński i S-ka jest naprawdę wspaniałomyślne i zostawia mi swobodę twórczą w kwestii pomysłów na ilustracje. Zawsze wysyłam najpierw surowy szkic, żeby upewnić się, czy są zadowoleni z projektu. Nawet jeżeli książka, do której robię okładkę jest mi znana, albo czytałem ją już wcześniej, lubię przeczytać ponownie całość, zanim zabiorę się do pracy. Wolę to, niż opieranie się na opisie lub streszczeniu książki. To pomaga mi wczuć się w klimat powieści i określić jaki styl ilustracji najlepiej go podkreśli. Kiedy pracuję nad okładką, i mam czas, lubię przeczytać całą powieść. Ale zdarza się, że robiłem okładki dla ludzi, którzy po prostu dawali mi opis obrazka, jaki mam wykonać.

Pierwsza twoja okładka na naszym rynku to 'Lśnienie’. Postać Jacka kojarzy się bardzo mocno z filmową kreacją Nicholsona. Mężczyzna na okładce 'Martwej strefy’ niektórym skojarzył się z serialowym Johnem Smithem. Czy w swoich pracach inspirujesz się czasami ekranizacjami Kinga?

Oglądałem mnóstwo filmowych i telewizyjnych adaptacji Stephena Kinga, więc wygląd bohaterów tkwi mi w głowie, kiedy pracuję nad okładkami. Czasami sceny z filmu są dla ludzi prawdziwymi ikonami, na przykład rola Jacka Nicholsona w 'Lśnieniu’ – kiedy myśli się o 'Lśnieniu’, trudno nie ujrzeć od razu Nicholsona, zatem podczas tworzenia wykorzystuję inspirację zarówno z filmów, jak i z książek. Ale zdarza się, że twórcy ekranizacji wprowadzają zmiany i dodają elementy, których nie ma w powieści, więc i tak wolę ponownie przeczytać książkę, żeby nie okazało się, że koniec końców namalowałem coś, co pamiętam z filmu, a o czym w książce nie ma ani słowa. Zwracam też uwagę na opisy bohaterów i wykorzystuję to w ilustracjach, kiedy jest okazja.

Okładkami do książek Stephena Kinga zajmujesz się od niedawna, ale czy już teraz możesz powiedzieć, że z jakiejś pracy nie byłeś do końca zadowolony?

Jak dotąd, jestem zasadniczo zadowolony z okładek, które stworzyłem. Ale zawsze uważam, że znajdzie się coś, co mógłbym zrobić trochę inaczej, albo lepiej, gdybym miał ponownie robić daną ilustrację, albo miał więcej czasu. Gdybym mógł sobie na to pozwolić, dopieszczałbym szczegóły obrazka w nieskończoność, ale to nie zawsze oznacza, że byłby lepszy. A poza tym, przeważnie gonią mnie terminy. Wydaje mi się, że jestem trochę perfekcjonistą i prawdopodobnie nigdy nie będę w stu procentach zadowolony z żadnego swojego dzieła.

Jak patrzysz na resztę swych prac po latach? Jesteś z nich zadowolony czy raczej dostrzegasz zbyt dużo minusów?

Kiedy patrzę wstecz, na moje wcześniejsze prace, nadal cieszy mnie to, co wtedy osiągnąłem. Ale od tego czasu znacznie udoskonaliłem swoją technikę i styl, więc trudno mi nie zauważać rzeczy, które powinny być zrobione lepiej, albo nie zastanawiać się, jak teraz zrobiłbym daną ilustrację.

Jak do tej pory poznaliśmy 8 okładek do książek Kinga z twoimi grafikami (Lśnienie, Martwa strefa, Nocna zmiana, Buick 8, Misery, Cujo, Stukostrachy, Podpalaczka). Potrafisz wskazać tę z której jesteś najbardziej zadowolony?

Moją ulubioną okładką jest chyba ta do 'Nocnej zmiany’. Chociaż, moi ulubieńcy zmieniają się od czasu do czasu… bardzo podobała mi się 'Martwa strefa’, kiedy ją skończyłem, ale teraz wolę inne swoje prace. Zaraz po zrobieniu ilustracji do 'Buicka 8′ nie byłem właściwie pewien, czy mi się podoba, a teraz uważam, że spisuje się nieźle i jestem z niej bardzo zadowolony. Tak samo, jak z najnowszej okładki, tej, którą zrobiłem do 'Podpalaczki’.

Okładką zbioru 'Nocna zmiana’ jest ilustracja inspirowana opowiadaniem 'Jestem bramą’. To prawdopodobnie najgorszy tekst Kinga, dlaczego wybrałeś akurat to?

Wybrałem je po prostu dlatego, że spodobała mi się wizja wielu małych oczu pojawiających się na zabandażowanych dłoniach. Pomyślałem, że może to być uderzająca i straszna ilustracja na okładkę. Więc, chociaż w zbiorze podobały mi się bardziej inne opowiadania, wybrałem właśnie to.

Swoje prace przygotowujesz „pod okładkę”. Co sądzisz o ostatecznym wyglądzie tych grafik po nałożeniu napisów, przycięciu i dopasowaniu do serii wydawniczej? Interesuje cię to co dzieje się dalej z twoją pracą czy po prostu przekazujesz swoje materiały wydawcy i nie interesujesz się co się z nimi dalej dzieje, skoro i tak nie masz na to wpływu?

Jak dotąd, otrzymałem tylko 'Lśnienie’, 'Martwą strefę’ i 'Buicka 8′, i jestem bardzo zadowolony z ostatecznego rezultatu. Kiedy mogę, wolę zaprojektować też czcionkę i układ graficzny okładki, bo chcę mieć pewność, że czcionka pasuje do całości obrazu i że ilustracja jest ukazana w najlepszy możliwy sposób. Robiłem pełne projekty, wraz z napisami, do kilku innych książek i dla kilku innych wydawnictw, takich jak PS Publishing i Subterranean Press. Czasami, kiedy ktoś inny zajmuje się dodawaniem tekstu do moich ilustracji, uważam, że ja zrobiłbym to w inny sposób… Okładki, które zaprojektowałem w całości, możecie obejrzeć w dziale „Design” na mojej stronie. W przypadku tego wydania Stephena Kinga wiedziałem od początku, że wydawnictwo doda czcionkę i układ graficzny, w taki sposób, żeby pasował do reszty serii, a także znałem rozmiary okładki, więc mogłem od razu zaprojektować ilustrację tak, aby zostawić miejsce na napisy.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy kolejnych znakomitych prac.