20.11.2013 – Hamburg – Europejska trasa promocyjna „Doktora Sen”

Europejska trasa Stephena Kinga promującego powieść ‚Doktor Sen’ podzielona została na dwa kraje – Francję i Niemcy. Przy czym niemiecka część ograniczała się w zasadzie do dwóch spotkań biletowanych podzielonych na dwa miasta – Monachium i Hamburg. To pierwsze sobie odpuściliśmy ale wnioskując po zdjęciach dostępnych w Internecie oba eventy odbywały się według tego samego scenariusza. Niestety żadne ze spotkań biletowanych nie uwzględniało podpisywania książek co zostało podyktowane przez warunki lokalowe, zdolne pomieścić bardzo dużą liczbę widzów ale kompletnie nie przystosowane do utworzenia kilkutysięcznoosobowej kolejki. Do Hamburga wyruszyliśmy 5-osobową grupą w składzie: Mando, burial, carolinegage oraz Bartek.

 

Na miejscu byliśmy kilka godzin przed czasem, który w części spożytkowaliśmy na szybkie zwiedzanie miasta oraz miejsca spotkania i już ta krótka wycieczka uświadomiła nam, że jest to wydarzenia na znacznie mniejszą skalę niż we Francji. W Paryżu co drugie skrzyżowanie zdobił plakat reklamujący książkę, a samo miejsce spotkania „krzyczało” Stephenem Kingiem. „Congress Centrum Hamburg” z zewnątrz wyglądało szaro. Było cicho i spokojnie. Budynek sąsiadował z hotelem więc nawet nie było sensu obstawiać potencjalnych wejść i wyjść w oczekiwaniu na Kinga. Wewnątrz znajdował się jeden wydruk ze strzałką i informacja na ekranach. Żadnej innej reklamy czy informacji, nawet w informatorach CCH.

 

Fani skupieni wokół serwisu Stephen-King.de oraz forum TheDarkTower.org serdecznie zapraszali nas do baru nieopodal CCH na wspólne piwko i posiłek. Przyszliśmy mocno spóźnieni, ale jak się okazało ich też trzeba było poganiać przez Internet. Ostatecznie pojawiły się 3 osoby (4 licząc pana, który wszedł gdy reszta wychodziła po czym wyszedł z nimi). Nastąpiło standardowe chwalenie się autografami, zdjęciami itd. Plusem organizacji takiego eventu we własnym kraju jest fakt, że autorzy niemieckiej czy francuskiej fanowskiej strony o Kingu (czyli nasi odpowiednicy) mają dostęp do wszelkich imprez zamkniętych, a po takiej wizycie autentycznie jest się czym pochwalić. Nasze spotkanie okazało się niestety bardzo krótkie i potwierdziło tylko fakt, że polski fandom jako jedyny na świecie bardziej ceni spotkania w rzeczywistości od tych internetowych. Przyszliśmy pierwsi, wyszliśmy ostatni i rozmarzyliśmy się tylko na temat tego jak wyglądałaby taka knajpka do spotkań fanów w przypadku polskiego eventu :-)

 

Tymczasem w CCH otwarto już wejście na pierwsze piętro, które okazało się być nieco bardziej udekorowane w klimacie imprezy. Na wejściu panie rozdawały opaski na ręce co wydawało się zbędnym gadżetem, ale nie wzbudziło wtedy naszych podejrzeń. Na miejscu okazało się, że w przeciwieństwie do paryskiego spotkania, tutaj do biletu nie została dołączona książka. Oczywiście były stoiska, na których można było nabyć całą kingową ofertę niemieckiego wydawcy, do zakupionych egzemplarzy „Doktora Sen” dokładano specjalną kartkę z nadrukowaną dedykacją i podpisem Kinga, ale nikt nie potrafił udzielić nam informacji o losowaniu autografów, co wyjaśniło się dopiero na koniec dnia.

 

Sala okazała się być znacznie większa od tej w Paryżu. W zdecydowanej większości ograniczająca się do jednego ogromnego poziomu, otoczona dodatkowo pasem, który umownie można nazwać balkonem. Osoby z końca sali musiały mieć w zasadzie zerową widoczność sceny, na szczęście wszystko transmitowane było na ogromnym, kinowym ekranie.

 

Spotkanie przebiegało według bardzo podobnych zasad co jego francuski odpowiednik. King opowiadał te same anegdotki, rzucał tymi samymi żartami, powtarzał wcześniejsze odpowiedzi. Istotną różnicą było prowadzenie spotkania. Prowadzący już na wstępie zaznaczył, że jest to spotkanie z amerykańskim pisarzem światowej sławy. Podkreślił, że na widowni znajdują się grupy fanów, które przyjechały z całej Europy, przywitał się z nimi wymieniając różne kraje w tym Polskę i podkreślił, że całe spotkanie będzie prowadzone w języku angielskim. Jak powiedział tak uczynił, a że przyznał się do ożenku z Amerykanką to i angielski w jego wykonaniu był bardzo dobry, a sam prowadzący z zadziwiającą płynnością, czasem na jednym wydechu, przechodził z jednego języka na drugi. Jego tłumaczenie na język niemiecki było jednak bardzo ogólnikowe, bez żadnych notatek, co jakiś czas streszczające tylko dotychczasowy przebieg rozmowy. Dodatkowo pan prowadzący zadawał bardzo ciekawe, czasem odważne pytania, potrafił złapać żart i pociągnąć go dalej. Krótko mówiąc – ogromny plus imprezy i całkowite przeciwieństwo jej paryskiego odpowiednika.

 

Stephen King przeczytał nieco dłuższy fragment „Doktora Sen” niż w Paryżu (tym razem pierwsze spotkanie Dana i jego pacjenta ze śmiercią), odpowiedział na wyjątkowo głupie (choć i tak poddane bardzo szczegółowej selekcji) dwa pytania z Internetu (tak, było pytanie czy boisz się tego co piszesz, choć nieco inaczej sformułowane :-)) oraz odpowiedział na 3 pytania z publiczności. Jako przerywnik wystąpił niemiecki lektor (podkładający głos pod całą plejadę aktorów, m.in. Jonny’ego Deppa, a także odpowiedzialny za audiobooki Kinga), który na żywo odczytał rozdział o ostatecznym upadku Dana Torrance’a. Co ciekawe King przyznał, że tej sceny nie było w pierwotnej wersji książki, a napisanie jej zasugerował mu jego młodszy syn Owen. Niestety lektor trochę za mocno wczuł się w swoją rolę zapominając, że na tej scenie jest co najwyżej statystą i czytał bardzo, bardzo długo.

 

Na sam koniec okazało się, że i tutaj odbędzie się losowanie książek z autografami. Wspomniane wcześniej opaski na rękę rozdawane były w dwóch wersjach – z białym i szarym zamknięciem. Osoby, które wylosowały opaskę z szarym zamknięciem mogły ustawić się przy specjalnym stoisku i… kupić książkę z autografem. Tak, tutaj nie było to dodatkiem do biletu, a za wylosowaną książkę trzeba było jeszcze zapłacić. Organizatorzy dodatkowo wręczali na pamiątkę nową opaskę już z białym zapięciem. Niestety widać było, że opaski były raczej wydawane w pękach bo książki trafiły do grup znajomych a nie pojedynczych ludzi. Oczywiście my znów nie mieliśmy tyle szczęścia :-(

 

Sam wyjazd był bardzo udany. Oczywiście dla nas, po Paryżu, był to tylko bardzo przyjemny dodatek, ale osoby, które nie były na wcześniejszych spotkaniach, wychodziły rozpromienione i bardzo zadowolone. Tym razem podchodziło i zagadywało do nas sporo Polaków. Poznaliśmy też Chrissy z holenderskiego fanklubu (stephenking.nl), która podeszła do nas i w kilku sekundach opowiedziała o naszych kalendarzach, koszulkach, zdjęciach z Paryża, które oglądała i których nam zazdrości :-) Co ciekawe następnego dnia rano odbywał się telewizyjny Talk Show, którego gościem był Stephen King, a bilety na niego kosztowały tylko 5 Euro i były wciąż dostępne (ostatecznie widać, że i tak kameralna widownia jest podzielona pustymi miejscami). Niestety nie mieliśmy możliwości by zostać jeszcze jeden dzień i ekstremalnie zmęczeni udaliśmy się do domu. Samo spotkanie bardzo mocno podkreśliło to o czym mówiliśmy sporo już tydzień wcześniej. Stephen King jest w doskonałej formie. Podczas rozmowy był energiczny, wesoły i zadowolony z bycia w tym miejscu i wśród tych ludzi. Po tygodniu wypełnionym 4 oficjalnymi spotkaniami, 3 konferencjami prasowymi, kilkoma występami w radiu i telewizji, Bóg wie iloma zamkniętymi imprezami, on nadal nie okazywał objaw zmęczenia co pozwala przypuszczać, że za około 7 lat może nadążyć się okazja by całe to szaleństwo powtórzyć. Jeśli King tam będzie to i my tam będziemy, do czego bardzo serdecznie Was wszystkich zachęcamy. To była doskonała trasa i jeśli jeszcze kiedyś pojawi się możliwość by uczestniczyć w podobnej imprezie, trzeba mieć naprawdę poważny powód by z niej zrezygnować. Każdy pomniejszy, który tylko wydaje się być poważny zwyczajnie taki nie jest. Za 20 lat nie będziecie pamiętali obecnych problemów finansowych czy złości współmałżonki, a wyjazd taki jak ten zapamiętacie do końca życia.

Bilet