Worek kości

Opis

Po części thriller, po części romans z dodatkiem elementów nadprzyrodzonych. Jedna z najbardziej poruszających powieści Stephena Kinga, zainspirowana słynną REBEKĄ Daphne du Maurier.

Cztery lata po tragicznej, niespodziewanej śmierci poczytny autor Mike Noonan nadal zmaga się z twórczą niemocą. Wraz z Johanną umarło także nienarodzone dziecko pary – dziewczynka, której zamierzali nadać imię Kia. Niezdolny do pisania, wypalony psychicznie, prześladowany wspomnieniami i tęsknotą za ukochaną kobietą, Mike postanawia stawić wreszcie czoła swoim problemom. Opuszcza rodzinne Derry, by powrócić do miejsca, w którym spędził kiedyś z żoną najszczęśliwsze dni życia – letniego domu nazwanego Śmiechem Sary, stojącego nad pięknym jeziorem Dark Score, nieopodal miasteczka oznaczonego na mapie symbolem TR-90.

W TR rządzi niepodzielnie lokalny magnat, bezwzględny multimilioner Max Devore. Wbrew swojej woli Mike zostaje wciągnięty w otaczające miejscową społeczność konflikty i tajemnice, mające genezę w przeszłości i podsycane przez gnieżdżące się w domu siły nadprzyrodzone. Jego głównym przeciwnikiem staje się Devore, który postawił sobie za cel odebranie Mattie – młodziutkiej wdowie po swoim zmarłym synu – opieki nad trzyletnią wnuczką Kyrą. Urzeczony urodą wdowy, widząc w Kyrze córkę, której pozbawił go los, Mike bierze stronę kobiety w sporze z milionerem, co prowadzi do eskalacji przemocy.

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 1998
  • Tytuł oryginalny: Bag of Bones
  • Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik (dwa pierwsze wydania), Krzysztof Sokołowski (wydanie trzecie)

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Albatros
  • Liczba stron: 608
  • Oprawa: twarda


Recenzja

Mam na koncie przeczytanych kilka książek, których świetność doceniłem dopiero za drugim podejściem. Jedną z nich jest właśnie ‚Worek kości’ Stephena Kinga. Do dzisiaj pamiętam, jak dostałem go w prezencie (swoją drogą fajnie to brzmiało, jak ktoś znajomy pytał, co dostałem pod choinkę, a ja odpowiadałem, że ‚Worek kości’:-) i jak z wypiekami zasiadłem do lektury. Niestety, pierwsze podejście było momentami torturą. Kompletnie nie rozumiałem tych wywodów nad życiem pisarza po stracie żony. Wstęp dłużył mi się niemiłosiernie, a gdy w końcu powieść przyśpieszyła, nadal czułem niedosyt, co dodatkowo spotęgował finał napisany w stylu Mastertona. Byłem zirytowany i przez długi czas uważałem, że faktycznie ta powieść to worek kości – z suchą, raczej kiepskiej jakości zawartością w środku, którą powinno się zakopać. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kilka lat, aż jakoś w zeszłym roku przyszła mi ochota na powrót do tej pozycji. Ponowna lektura zweryfikowała opinie i od tamtej pory uważam, że ‚Worek kości’ to jedna z najlepszych książek Stephena Kinga, będąca zarazem ukoronowaniem tematyki pisarskiej w jego dorobku.

Jak już wspominałem, opowiada ona o tym, jak pisarz, Michael Noonan, traci żonę w nieszczęśliwym wypadku i następnie stara się otrząsnąć z tej tragedii. Jednak nie będzie to takie proste, ponieważ wraz z ukochaną utracił coś jeszcze, a mianowicie zapał do pracy twórczej – gdy tylko siada do pisania zaczyna odczuwać mdłości itp. Aby ukoić skołatane nerwy oraz odszukać natchnienie, wybiera się więc do domku nad jeziorem, gdzie wraz z żoną spędzał najszczęśliwsze chwile. Jednak to dopiero tam prawdziwe problemy zaczną wkraczać w jego życie. Noonan wplątany zostaje w konflikt, w którym niebagatelną rolę odgrywają siły z zaświatów, nawiedzające stary budynek. W taki oto sposób powieść w dużej mierze obyczajowa, powoli zmienia się w horror, stając się leniwą acz cholernie przerażającą ghost story.

Podczas pierwszego czytania ‚Worka kości’ z trudem przebrnąłem przez początkową część, w której bohater próbuje sobie poradzić ze śmiercią żony. Zanim trafi do domu nad jeziorem mija sporo stron, a „akcja” to dosyć wnikliwy opis codziennych czynności samotnego mężczyzny, zmagającego się ze smutkiem i niemocą twórczą. Przy pierwszej lekturze wydawało mi się to nazbyt rozciągnięte. Lecz za drugim razem to właśnie te fragmenty podobały mi się najbardziej. Wszystkie początkowe wydarzenia odbiera się jako leniwe, wręcz puste czasami, jakby w ten sposób King próbował oddać pustkę, jaką czuje główny bohater. Każdy opisywany dzień zdawał mi się niekończącym koszmarem samotnej udręki, który poruszał głęboko ukryty fragment mojego wnętrza, gdzie skrywam własne lęki o śmierci najbliższych. Właśnie do zrozumienia tego musiałem dojrzeć, nabrać pewnych doświadczeń, które pozwoliły mi w stu procentach wczuć się w postać Noonana. Dzięki temu odbiór książki zmienił się diametralnie sprawiając, że chwile spędzane w odosobnieniu przez Michaela stały się dla mnie genialnym studium człowieka, który jednego dnia traci wszystko i mimo walki wciąż tkwi w beznadziejnej, przerażającej samotności, modląc się o cofnięcie czasu, albo śmierć lub powrót do normalności, gdzie znowu usłyszy szept ukochanej…

Powiedzenie „Uważaj o co się modlisz, bo przypadkiem możesz zostać wysłuchany” jest bardzo adekwatne do drugiej połowy książki. Michael Noonan na własnej skórze doświadczy tego, co może się stać, gdy ktoś wysłucha naszych błagań. W pewnym momencie „Worek kości” zmienia się z „czystej” powieści obyczajowej w rasowy, bardzo klimatyczny horror. Przy czym King zachowuje dosyć rozwlekły, leniwy styl, co tylko potęguje poczucie wszechogarniającej grozy. Zaczyna się niewinnie (od poprzestawianych literek-magnesików na lodówce czy pojedynczego szeptu), ale ze strony na stronę akcja coraz bardziej przyśpiesza, przeszłość przenika teraźniejszość, a wątki obyczajowe, jak i horrorowe, spajają się w jedność, tworząc opowieść mrożącą krew w żyłach oraz szpik w kościach. Końcowa potyczka to walka zarówno o spokój osób, które odeszły z tego świata, jak i tych, które zostały. Jeśli bohater przegra tę walkę, to potępi nie tylko siebie, ale i wszystkich, z którymi nawiązał przyjacielskie kontakty. Oczywiście święty spokój jego żony również nie jest tutaj bez znaczenia.

Ta powieść to nie tylko studium zachowań mężczyzny po śmierci ukochanej. To nie tylko wnikliwy opis zmagań z brakiem weny. ‚Worek kości’ to przede wszystkim smutna opowieść o samotności i walce z nią. Ta książka to także przerażająca opowieść o nienawiści, jaka może zalęgnąć się w duszy człowieka. A w końcu ‚Worek kości’, to jeden z najlepszych horrorów o duchach w historii, którego siłą napędową jest właśnie leniwy, gawędziarski styl Kinga. Wszystko to sprawia, że opowieść ta stanowi czołówkę dokonań Króla, do której chce się wracać raz za razem. Nawet pomimo lęków jakie wzbudza. A może właśnie z tego powodu? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Na pewno wiem, że autentycznie trzeba uważać o co się modli, bo przypadkowo nasze pragnienia zostaną spełnione, tylko że lekko na opak: gdzie szept słyszany w nocy niekoniecznie będzie należał do ukochanej osoby…

Autor: Gage

Inne wydania

1998
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
2008
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
2013
Albatros
oprawa: miękka
tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
2013
Albatros
oprawa: twarda
tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski