Wielki marsz

Opis

Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu chłopców wyrusza w morderczy marsz – meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani na zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych.

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 1979
  • Tytuł oryginalny: The Long Walk
  • Tłumaczenie: Paweł Korombel,
    pierwsze wydanie Romana Kolarzowa

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 264
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Ciekawym jest, że ludzi od wieków fascynuje śmierć. A co jeszcze bardziej intrygujące, interesuje nas ona nie tylko ze względu na to, że oznacza koniec danego bytu i wkroczenie na pola nieznane nikomu. Śmierć przyciąga ludzi także jako forma rozrywki, ponieważ tak naprawdę większość z nas ma w sobie coś takiego, co każe patrzeć, zachwycać się rozlewaną posoką, brutalną agonią i nieodwracalnym zniknięciem pierwiastka ludzkiego z ciała, które obumarło. Niektórzy będą protestować, wmawiać innym, że ich takie coś nie bawi, że ta cała „krwawa jatka”, to ponad ich siły. Jednak historia dobitnie pokazuje, że człowiek zawsze lubił patrzeć na śmierć. Najlepszym przykładem są oczywiście zmagania w rzymskim Koloseum. Wystarczy poprzeglądać traktaty historyczne, aby zobaczyć przerażające statystyki igrzysk, które potrafiły trwać kilkaset dni w roku, gdzie podczas jednego dnia ginęły tysiące zwierząt i setki ludzi. A trybuny Koloseum mogły pomieścić od 40 do 90 tysięcy widzów, przy czym bardzo często były zapełnione po brzegi. Ludzka fascynacja zabijaniem ukazywała się też podczas wszelkiego rodzaju egzekucji – każda publicznie wymierzana kara śmierci zawsze przyciągała tłumy. W obecnych czasach w cywilizowanych krajach nie ma odpowiedników Koloseum czy też masowego transmitowania egzekucji do każdego domu. Mamy za to kino gore oraz inne gatunki, w których krwawe sceny są ukazywane z coraz większą pieczołowitością. To samo ma się z książkami czy też grami komputerowymi. Czasy się zmieniły, ale chęć patrzenia na śmierć pozostała, przez co można powiedzieć, że krew i flaki wciąż świetnie się sprzedają. Stephen King, używając swojego alterego, stworzył zatem opowieść, która łączy ludzkie instynkty zaintrygowane śmiercią innych z naszym zamiłowaniem do podglądania. W ten sposób powstał ‚Wielki Marsz’, będący bezsprzecznie najwybitniejszym dokonaniem Richarda Bachmana i zarazem jedną z najlepszych powieści Stephena Kinga.

Fabuła przedstawia się bardzo prosto. Wyobraźcie sobie nieodległą przyszłość i kraj, w którym rozrywki dostarczają brutalne reality show. W powieści Kinga są to oczywiście Stany Zjednoczone, ale wizję tę można z powodzeniem odnieść do każdego państwa, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę popularność tego typu programów. W każdym razie, najpopularniejszym reality show w tym kraju przyszłości jest tytułowy Wielki Marsz. Wybiera się do niego stu chłopców, którzy od momentu startu non-stop idą (bez przerwy na potrzeby fizjologiczne, sen itd.). Meta jest tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Nie ma więc tutaj miejsca na uczucia, wdrażanie zasad fair play, nie można liczyć na pomoc etc. Tym bardziej, że każde zwolnienie poniżej 6 km/h kończy się upomnieniem, a kto uzbiera trzy, niestety musi przywitać się z kulami żołnierskich karabinów. Głównym bohaterem ‚Wielkiego Marszu’ jest Ray Garraty i to właśnie z jego perspektywy śledzimy kolejne etapy morderczej rywalizacji. Kibicujemy mu, chcemy żeby wygrał, ale mimo tego wciąż czuć na plecach oddech podążającej za uczestnikami kostuchy.

Jak już pisałem, fabuła do skomplikowanych nie należy i jest zdecydowanie jednowątkowa, ale stanowi świetny motor napędowy powieści. Po jakimś czasie na pierwszy plan wychodzą relacje między uczestnikami „zawodów”. Zawiązują się znajomości, antypatie itd., przez co śmierć każdego kolejnego chłopca staje się bardziej dojmująca. Oczywiście do czasu. Formuła tego programu wymaga zezwierzęcenia, porzucenia ludzkich instynktów, co w końcu się udaje. Po jakimś czasie zaczyna liczyć się tylko nieustanne, mechaniczne parcie naprzód. I w tym wypadku albo padnie się gdzieś po drodze, albo uda się wygrać. Tak czy owak, obydwa rozwiązania mają przynieść ukojenie. Jednak wydaje mi się, że tutaj śmierć jest alternatywą lepszą, ponieważ wygrana najprawdopodobniej przyniesie ze sobą obłęd. A życie ze świadomością, że w pewien sposób jest się współwinnym śmierci dziewięćdziesięciu dziewięciu osób, to katorga znacznie większa niż samo uczestnictwo w Wielkim Marszu.

‚Wielki Marsz’ to najlepsza powieść sygnowana nazwiskiem Richarda Bachmana. Jednocześnie zawiera w sobie wszystko, co w późniejszym okresie zostało znakiem rozpoznawalnym alterego Stephena Kinga. Jest to wspominana jednowątkowa fabuła, krótkie zdania, brak nadmiernie rozciągniętych opisów, żywe i bardzo często pełne wulgaryzmów dialogi, a także nieustanne poczucie przejmującej grozy, emanujące z każdej strony. Dodatkowo ‚Wielki Marsz’ to także wyśmienite studium mrocznej strony ludzkiej osobowości, ukazujące nie tylko zachowanie homo sapiens w warunkach skrajnych, ale także obrazujące to z jaką fascynacją nasz gatunek patrzy na morderczą rywalizację, jak podnieca ludzi obcowanie ze śmiercią bliźniego.

Richard Bachman w wyśmienity sposób oddał grozę czasów, w których publiczne obserwowanie zmagań na śmierć i życie ponownie stało się modne. Podczas lektury czuć nie tylko wzrastające zmęczenie zawodników, ale i momentalną beznadzieję, świadomość, że przecież wygrany może być tylko jeden. Poza tym ‚Wielki Marsz’ ma w sobie coś takiego, co dosyć trudno zdefiniować. Osobiście określam to jako „przejmujące wrażenie, że tutaj wszystko zmierza w bardzo złym kierunku”. Takie coś czułem tylko w czasie czytania kilku książek, m.in. ‚Władcy Much’ Goldinga i ‚Drogi’ McCarthy’ego. ‚Wielki Marsz’ również wpisuje się w ten kanon. To wrażenie towarzyszyło mi cały czas, nie opuszczało nawet po odłożeniu książki na bok. A po dotarciu na ostatnią stronę, okazało się, że wcale nie było bezzasadne. Bachman/King okazali się świetnymi znawcami ludzkiej natury, ukazując nie tylko to, jak radzimy sobie w sytuacjach skrajnych, ale i jaką euforię wywołuje u nas obserwowanie zmagań na śmierć i życie. Gdy uczestnicy Marszu docierali do miast, gdzie czekały na nich skupiska kibiców, aż można było poczuć się niczym w Koloseum kilkanaście wieków temu lub na jakiejś publicznej egzekucji. Przerażające wrażenie, przez które momentami odzywał się we mnie wstręt względem zarówno książkowych, jak i rzeczywistych ludzi.

Podsumowując. ‚Wielki Marsz’, to powieść genialna w każdym aspekcie. Mimo jednowątkowej fabuły potrafi cały czas trzymać w napięciu. Jest to mroczna wizja świata przyszłości, w którym historia zatoczyła koło, ponownie wynosząc nasze pierwotne instynkty na piedestał. Bachman świetnie oddał mroczny klimat, jednocześnie wplatając liczne (przerażające) spostrzeżenia na temat człowieczej natury. Krótkie zdania, minimalizm w opisach i brak oceniania przez narratora ułatwiają czytelnikowi bliższe „wczucie się” w uczestników Marszu, a także kibiców. Dodatkowo nieustanne wrażenie „zmierzania wszystkiego w złym kierunku” sprawia, że gęsia skórka bardzo często objawia się podczas czytania. Przez to, pomimo iż ‚Wielki Marsz’ całkowicie pozbawiony jest elementów nadnaturalnych, można stwierdzić, że ta powieść to esencja grozy. Czysty strach, panika, wstręt i beznadzieja, a wszystko zagwarantowane dzięki ciemnej stronie naszej osobowości. Wyśmienita lektura, która na zawsze zmieni wasze postrzeganie spacerów. Wierzcie mi, że nieraz w trakcie wiązania sznurowadeł, czy spokojnych wędrówek po parku, będziecie myśleć o tym, co by było, gdyby teraz za mną stanął ktoś z pistoletem, każąc iść i nie zwalniać, grożąc kolejnymi upomnieniami, a w konsekwencji strzałem w skroń. Na razie to tylko lęki pod wypływem sugestywnej lektury, ale przecież powstanie krwawego reality show to tylko kwestia czasu? Dlatego też ‚Wielki Marsz’ to książka tak niepokojąca i genialna zarazem.

Autor: Gage

Inne wydania

1992
  CIA-Books
oprawa: miękka tłumaczenie: Romana Kolarzowa
2003
 Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
2006
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka (pocket)
 
2012
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka (pocket)