Uniesienie

Opis

Tajemnicza przypadłość i zwykły człowiek, który w upiornym miasteczku Castle Rock wywoła rewolucję – zjednoczy ludzi, których dzieli wszystko.

Scott Carey wciąż traci na wadze. Świetna wiadomość dla kogoś, kto zawsze miał lekki problem z otyłością! Tylko że on wygląda wciąż tak samo. Nikt z jego otoczenia nie uwierzyłby, że waga, na którą codziennie wchodzi, za każdym razem pokazuje mniej kilogramów. Niezależnie od tego, ile Scott zje i co na siebie włoży. Nawet hantle, które w momencie ważenia trzyma w rękach, nie mają żadnego wpływu na jego wagę. Jak gdyby otaczał go kokon nieważkości.

Scott podchodzi do całej sprawy ze stoickim spokojem, bo, o dziwo, czuje się wspaniale, jakby jego przedziwna przypadłość wyzwalała w nim wszystko co najlepsze. Nawet kiedy zdaje sobie sprawę, że tajemniczy proces przyśpiesza i Godzina Zero być może nadejdzie znacznie szybciej, niż przewidywał. Ale zanim to nastąpi…

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2018
  • Tytuł oryginalny: Elevation
  • Tłumaczenie: Danuta Górska

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Albatros
  • Liczba stron: 176
  • Oprawa: miękka i twarda


Recenzja

W zeszłym roku przyszło mi recenzować książkę „Pudełko z guzikami Gwendy”, którą Stephen King napisał wspólnie z Richardem Chizmarem. Mając podobne odczucia odnośnie tegorocznej premiery „Uniesienie”, przed jej zrecenzowaniem przeczytałem sobie tamte zapiski i właściwie mógłbym teraz napisać tylko jedno zdanie: „Przeczytajcie sobie recenzję „Pudełka” i będziecie wiedzieć wszystko.” No, prawie wszystko bo pewna różnica jednak jest. Swego czasu King powiedział, że można potraktować „Uniesienie” jako kontynuację „Pudełka”. Wiemy już, że nie chodziło o treść bo to jest całkowicie nowa opowieść ale faktycznie poza nią są duże podobieństwa. I podobieństwa będą też w mojej recenzji, bo stety czy niestety większość tego co chcę napisać napisałem już rok temu.

Dla iluzorycznego urozmaicenia odwrócę kolejność, tym razem najpierw napiszę o treści książki a dopiero potem o tym co sądzę o samym jej wydaniu. Stephen King połączył w tej historii wątek fantastyczny z obyczajowym. Gdybym dostał tę książkę bez wypisanego autora to obstawiałbym, że to tekst Joe Hilla. Od pewnego czasu odnoszę nieodparte wrażenie, że zarówno styl jak i treść tego co panowie tworzą bardzo się do siebie upodabniają. Czytając ostatnią książkę Hilla stwierdziłem, że jego styl przesiąknął Kingiem. Czytając nową książkę Kinga uznałem, że ta historia niesamowicie pasuje do Hilla. Opowieść jest prosta i jednotorowa. Nie ma tu w ogóle wątków pobocznych, retrospekcji, wspomnień tak charakterystycznych dla Kinga. Poznajemy głównego bohatera Scotta, jego dziwną przypadłość, którą jest utrata wagi mimo niezmieniającego się wyglądu. Mężczyzna z każdym dniem jest coraz lżejszy i ma świadomość, że może tego nie zatrzymać. Godzi się z tym a obserwując to co dzieje się w Castle Rock, postanawia zrobić jeszcze coś dobrego dla miasteczka i jego społeczności. Krótka i prosta historyjka opisana jest w taki sposób, że przykuwa, angażuje i wzrusza. Jest jednocześnie smutna ale i ciepła, optymistyczna i momentami zabawna. I ponownie jest bardzo aktualna. Tak naprawdę to jedna z najładniejszych historii autora. Z bardzo Hillowym w moim odczuciu zakończeniem.

A teraz wrócę do tego co napisałem już o książce „Pudełko z guzikami Gwendy” bo dokładnie identyczne zarzuty mam do „Uniesienia”. Obie te książki nie są powieściami. I obie nie powinny być wydawane jako samodzielne pozycje. To idealne teksty do zbioru czterech nowel jak „Czarna bezgwiezdna noc” czy „Cztery pory roku”. Gdyby King napisał jeszcze dwie dłuższe historie rozgrywające się w Castle Rock byłby to dobry temat przewodni na kolejny zbiór. I pewnie byłaby to kapitalna książka. „Uniesienie” ma 171 stron. Gdyby umieścić je w zbiorze, miałoby pewnie z 50 czyli mniej niż niejedno opowiadanie. Podobnie jak w zeszłorocznej książce tak i tutaj zawartość została mocno napompowana. Mamy dużą czcionkę, duże marginesy, na każdej stronie dużym fontem wypisany tytuł, imię i nazwisko autora oraz numer strony. I tak jak poprzednio są też rysunki. Tym razem ich autorem jest Mark Geyer (który robił już ilustracje do specjalnych wydań między innymi „Zielonej mili” czy „Cmętarza zawiężąt”). Oczywiście wszystko to razem sprawia, że książka wygląda bardzo atrakcyjnie ale osobiście po prostu nie jestem zwolennikiem takich wydawnictw.

W przypadku „Pudełka” miałem problem z ostateczną oceną, tam zawiedziony byłem długością książki i wydaniem jej jako osobnej pozycji ale też treść nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia. Tym razem pomimo zastrzeżeń co do formy wydania historia uwiodła mnie na tyle, że jestem bardzo zadowolony z nowego tytułu w dorobku Kinga. To był bardzo przyjemnie spędzony czas, szkoda, że tak krótki. Pozostał niedosyt ale ten pozytywny. Tak jak pozytywna jest ta historia z Castle Rock.

PS. Bądźcie czujni podczas lektury. Jak na tak krótki tekst jest w nim sporo nawiązań do Kinga i jego twórczości 😉

Autor: nocny

 

Inne wydania

 
2018
Albatros
oprawa: miękka