Pod kopułą

Opis

Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko Chester’s Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata. Otacza je niewidoczne pole siłowe, które mieszkańcy zaczynają nazywać kopułą. Sytuacja szybko się pogarsza. Pole wpływa niekorzystnie na środowisko, a ludzi powoli ogarnia panika…

Dale Barbara, weteran wojny w Iraku zarabiający na życie jako wędrowny kucharz, jest zmuszony do pozostania w Chester’s Mill. Wspierany przez wojsko, które znajduje się na zewnątrz kopuły, wraz z garstką ochotników próbuje uspokoić nastroje społeczne. Na drodze staje im Duży Jim Rennie, ambitny lokalny polityk, który za wszelką cenę chce wykorzystać sytuację dla własnych celów. Wraz z synem ukrywają wiele koszmarnych tajemnic, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.

Czas ucieka, a największym wrogiem mieszkańców jest sama kopuła. Czy dowiedzą się, jak powstała, zanim będzie za późno?

Czas goni. A właściwie czasu już brak…

 

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2009
  • Tytuł oryginalny: Under The Dome
  • Tłumaczenie: Agnieszka Barbara Ciepłowska i Tomasz Wilusz

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 928
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Zacznę może od czegoś co dla większości z Was będzie niezrozumiałe. Uważam poprzednią powieść Stephena Kinga, ‚Ręka mistrza’, za jedną z jego najsłabszych książek. I to nie na zasadzie „nawet najsłabsza książka Kinga jest świetna”, po prostu kompletnie nie trafiła do mnie ta pozycja. Czytałem ją dwa razy i moja opinia przy drugim podejściu tylko się pogłębiła. Zdumiony byłem kilkudziesięcioma wyjątkowo pozytywnymi opiniami jakie przeczytałem o tej książce, ale cieszyłem się, że przynajmniej innym się podoba. Piszę o tym dlatego by pokazać jak bardzo ważna była dla mnie nowa powieść Kinga, ‚Pod kopułą’. Tak bardzo ostatnio zawiedziony potrzebowałem naprawdę świetnej książki by znów móc cieszyć się Kingiem, przeżywać premierę i patrzeć z radością w jego twórczą przyszłość. Od razu Wam powiem, że Stephen wynagrodził mi tamten zawód i to solidnie. Tym razem o jego nowej powieści mogę powiedzieć, że jest jedną z najlepszych.

Dobrą lekturę zapowiadały już pierwsze wieści, że będzie to jedna z najdłuższych książek Kinga, a takie uwielbiam, oraz to, że opowiadać ona będzie o życiu małego miasteczka odciętego od świata. Nie dość, że w przedstawianiu małych społeczności jak wiemy King jest mistrzem i jest to jego znak rozpoznawczy, to szalenie lubię wszelakie opowieści o ludziach uwięzionych z jakiegoś powodu w jednym miejscu. W ‚Pod kopułą’ King od razu wprowadza tytułową barierę znakomicie opisując zetknięcie się z nią kolejnych mieszkańców Chaster’s Mill. Po opadnięciu już klosza (choć zarówno kopuła jak i klosz to pojęcia umowne bo w rzeczywistości bariera wygląda nieco inaczej) na kolejnych stronach King zaczyna pokazywać nam miasteczko z bliższej perspektywy. Poznajemy kolejnych mieszkańców i szybko okazuje się, że będzie działo się tutaj dużo więcej niż próba poznania czym jest owa bariera. Tak naprawdę jest ona jedynie pretekstem do pokazania ludzkich zachowań, żądz, ułomności, skrywanych grzechów i walki o władzę. I tutaj udało się pisarzowi stworzyć jednego z najlepszych i najciekawszych czarnych charakterów. Duży Jim to postać bardzo wyrazista, pełnokrwista, charakterystyczna i przede wszystkim wzbudzająca niezwykle silne emocje. Podobnie jego syn, Junior, może nie budzi już aż takich emocji, ale jest postacią bardzo ciekawą, z biegiem wydarzeń coraz bardziej zaskakującą. Co ciekawe, King nie wprowadza na scenę od razu wszystkich bohaterów, choć przecież akcja rozgrywa się w jednym, ograniczonym przestrzennie miejscu. Kilka postaci poznajemy po 500 czy 700 stronach. I tu jednak nie dokońca chyba wyszło to jak powinno. Choć pojawia się na przykład Kucharz, kolejna bardzo interesująca postać, to dodał King po prostu za dużo osób na sam koniec i w zasadzie podczas ostatnich wydarzeń nie wszystkich kojarzyłem i nie na wszyskich mi zależało. Nie dość, że nie zdążyłem się z nimi zżyć to po prostu nie wiedziałem już nawet kim są.

Mimo, że książka ma ponad 900 stron nie jest ani trochę przegadana, co czasem zarzuca się Kingowi. W ‚Pod kopułą’ non stop coś się dzieje, a pisarz tak skonstruował kolejne podrozdziały, że czytelnik cały czas chce czytać bo za chwilę znowu wydarzy się coś ważnego. Uważam, że jest to jedna z najlepiej skonstruowanych i napisanych książek Stephena, co budzi uznanie przy takiej objętości. A ostatnie sto stron to naprawdę mistrzostwo. King kompletnie mnie zaskoczył, obrócił akcję na tory, których w ogóle nie podejrzewałem, wywrócił wszystko do góry nogami tak, że pobiłem swój rekord szybkości czytania tekstu a szczęka bolała mnie jeszcze przez kilka dni po tym gdy wstawiłem ją na swoje miejsce. Na początku trochę żałowałem, że wydarzenia potoczyły się własnie w ten sposób, jednak wraz z kolejnymi przewracanymi stronami coraz bardziej pomysł Kinga zyskiwał moje uznanie. Wprawdzie kilka stron już niemal na samym końcu książki nie podobało mi się bo napisane są w dość pogmatwany sposób jakiego u Kinga nie lubię jednak patrząc na całość, nie wiem czy to nie najlepszy finał jaki wymyślił nasz ulubieniec.

‚Pod kopułą’ wpompowała we mnie ogromną dozę ekscytacji Kingiem, której ostatnio mi brakowało. Już w połowie lektury książkę tę umiejscowiłem w moim TOP 10 bibliografii Stephena, patrząc teraz na półkę z jego książkami myślę, że mogę wrzucić ją do TOP 5 (a przypominam, że facet napisał ponad 60 książek). Także namawiam do lektury, pewnie nie każdy odłoży ją po przeczytaniu z takim entuzjazmem jak ja (tak jak ja nie odkładałem ‚Ręki mistrza’, którą wynosicie na piedestał) ale przekonany jestem, że wszystkie opinie będą przynajmniej pozytywne.

Autor: nocny

‚Pod kopułą’ to trzecia z najobszerniejszych powieści Kinga. Zawsze uważałem, że jest on mistrzem wielowątkowych, obszernych historii. Jego najlepsze opowieści można znaleźć właśnie w tych najgrubszych pozycjach. Nic więc dziwnego, że już w momencie gdy zaczęły pojawiać się pierwsze informacje dotyczące ilości stron najnowszego dzieła Kinga oczekiwania wobec niego wzrosły na niezwykle wysoki poziom.

Już sama lokalizacja akcji powieści przywodzi na myśl sformułowanie „typowy King”. Małe miasteczko w stanie Maine zostaje odcięte od reszty świata przez niewiadomego pochodzenia niewidzialne pole siłowe. W tym właśnie momencie zapala się zielone światło dla jednej z najbardziej charakterystycznych cech twórczości Kinga – snucia opowieści o wszystkich mieszkańcach i wszystkich drobiazgach charakterystycznych dla małych miasteczek. King od samego początku bombarduje nas całą gamą bohaterów. Wszystko to jest wykonane w sposób niezwykle naturalny, dzięki czemu mija dosłownie chwila by postaci stały się dla nas rzeczywiste. Momentalnie zostajemy wciągnięci do miasteczka Chester’s Mill i zaczynamy czuć się jakbyśmy wszystkich tych bohaterów znali od dawna, a ulice, którymi się oni poruszali były tymi, na które wychodzimy z naszych domów.

Jednak żaden z mieszkańców miasteczka nie jest głównym bohaterem, a samo Chester’s Mill. Ukazane zostaje ono jako pewien organizm, który musi się zmierzyć z zewnętrznym zagrożeniem. Czytelnik powoli obserwuje jak jego poszczególne organy przestają poprawnie funkcjonować. Należy również dodać, że już przed pojawieniem się kopuły, w wielu częściach małomiasteczkowego życia zaczęło się powolne gnicie. A zaczęło się ono od samej góry, od zastępcy przewodniczącego Rady Miejskiej, Jima Renniego. A gdy niewłaściwi ludzie stoją u władzy, reszta może się posypać w ekspresowym tempie, tym bardziej w sprzyjających ku temu warunkach jakie dostarczyła kopuła.

Dla Kinga sama kopuła była na szczęście jedynie pretekstem do ukazania czegoś innego. Samemu zjawisku nie poświęca zbyt wiele uwagi. Świadczy o tym fakt, że wzmianki o tym co dzieje się poza nią nie pojawiają się zbyt często. Ważniejsze od walki z „przeciwnikiem” jest ukazanie tego co dzieje się w środku. Najciekawszy wydaje się być wgląd w psychikę tłumu. Wystarczyło parę dni w ekstremalnych warunkach by w znaczny sposób zmieniło się postępowanie ludzi. Całą sytuację czyta się jakby była ona wynikiem jakiegoś eksperymentu przeprowadzonego przez socjologów. Efekt jest wystarczająco przerażający. Sama książka jest również, a może przede wszystkim, okazją do wypowiedzenia się Kinga na temat ekologii. To co początkowo wydaje się być błahymi zanieczyszczeniami w ostateczności okazuje się być śmiertelne. Pod koniec każdy łyk powietrza może być na wagę życia. Czytelnik czuje to samo…

Zaczynając czytać książkę miałem obawy co do jej zakończenia. A mianowicie w jaki sposób King wytłumaczy pojawienie się kopuły. Bałem się, że może to pozostawić spory i niepotrzebny niesmak. Na szczęście nie jest źle. Może początkowo wielu osobom pomysł wyda się być słaby, ale uwzględniając jego nietypowe elementy, trzeba przyznać, że King wychodzi z niego obronną ręką. Co prawda wcześniej pojawiają się zbędne udziwnienia fabuły dotyczące dzieci i zwierząt, ale nie rażą aż tak by obniżyć przyjemność płynącą z czytania lektury. Zarzut można by mieć również wobec zbytniego eksponowania fanatyzmu religijnego niektórych bohaterów. Jednak w dużej mierze jest to spowodowane potrzebami fabularnymi.

Co pozostaje po lekturze? Spora satysfakcja ze spędzonego czasu. ‚Pod kopułą’ dostarcza wielu godzin przewracania kolejnych stron, od których nie tak łatwo jest się oderwać. Na prawie tysiącu stronach otrzymujemy ciągłą akcję. Po początkowym wciągającym zakreśleniu sytuacji, kolejne czyny bohaterów powodują przewracanie się kolejnych klocków domina co prowadzi do wielkiego finału. Jednego z bardziej spektakularnych w karierze Kinga. Ma się wrażenie jakby King, co często sam powtarza, dał żyć swoim bohaterom i tylko zapisywał ich czyny. Dodatkowo Wierni Czytelnicy zostaną nagrodzeni mrugnięciami ze strony autora. W końcu Chester’s Mill sąsiaduje z miasteczkiem Castle Rock…

Autor: ingo

Po najnowszej książce Stephena Kinga oczekiwałem bardzo wiele. Chyba każdy fan tego pisarza lubi historie o małych społecznościach. Zanim w Polsce nadeszła era ‚Mrocznej Wieży’ rozpływałem się nad opowieściami z Castle Rock, Derry czy innych miejscowości stworzonych przez Kinga. Nadal uwielbiam ten rozdział jego twórczości, stąd i moje wysokie oczekiwania. Do tego dochodzi jeszcze objętość książki. Od zawsze uwielbiałem te najbardziej monstrualne powieści Kinga. Od kilkunastu lat moim numerem jeden jest ‚To’, a ‚Bastion’, choć sama historia ma wady i wiele jej mogę zarzucić, uważam za jedną z najlepiej skonstruowanych, przemyślanych i dopracowanych (przynajmniej na tyle na ile to było możliwe) powieści. Tego samego oczekiwałem po ‚Pod kopułą’… niestety na wielu płaszczyznach się najzwyczajniej zawiodłem.

Zacznijmy od treści. Otwarcie książki to jeden z najlepszych wstępów jakie King nam zaserwował. Pierwsze 50-100 stron czyta się z opuszczoną szczęką i bolącym od przekładania stron nadgarstkiem. Przez cały czas myślałem jak kapitalny pilot serialu można by z tego zrobić i dopiero gdy emocje w książce nieco opadły, przypomniałem sobie, że właśnie taka ekranizacja jest w planach. Jeśli tylko finanse pozwolą i twórcy zabiorą się za to jak należy, to może wyjść małe arcydzieło. Sama książka natomiast jest napisana tak jak stare powieści Kinga, czyli małe podrozdziały i sporo wątków przeplatających się ze sobą. A gdy już uspokoimy nasze nerwy po mocnym wejściu, czeka nas typowy, małomiasteczkowy, gawędziarski King. Od tej strony nie mam nic do zarzucenia tej historii.

Pierwszy problem leży jednak w długości. Absolutnie nie zgadzam się z moim redakcyjnym kolegą w sprawie konstrukcji książki. Wręcz przeciwnie – uważam, że jest to jedna z gorzej skonstruowanych książek Kinga. Tak jak już wspomniałem, na początku miałem skojarzenia z formułą znaną z obecnych seriali i towarzyszyły mi one już do końca tej opowieści. ‚Pod kopułą’ jest zrobiona jak nowoczesny serial – mocny wstęp, miażdżący finał, a środek wypchany tak aby zamknąć się w takich a nie innych ramach. King założył sobie, że napiszę książkę długą i zadanie wykonał, ale tak naprawdę można by zamknąć tę historię w 400 stronach i nic byśmy nie stracili. I tu znów mam skojarzenia z serialami. W zasadzie każdy serial można zamknąć w 12 odcinkach, a można rozpisać go do pełnego długiego sezonu, tworząc historię równie ciekawą, ale tak naprawdę niepotrzebną. Ja nie twierdzę, że ‚Pod kopułą’ jest nudne i przegadane. Nie, czyta się to świetnie i bardzo szybko. Po prostu ta historia nie wymagała aż takiej objętości. Oczywiście nie traktuję tego jako jakiś wielki minus. jakby rozepchać to do 2 tyś. stron napisanych takim językiem, to nadal czytałoby się świetnie. Problem w tym, że książki tej objętości rozbudzają konkretne, ogromne oczekiwania i mogą zbyt wysoko wywindować poprzeczkę.

Inną kwestią jest mnogość bohaterów i brak jakichś pierwszoplanowych głównych postaci. I tu znów przychodzą mi na myśl pierwsze lepsze produkcje telewizyjne ostatnich lat jak ‚Zagubieni’ czy ‚Jericho’. W ‚Pod kopułą’ mamy mnóstwo zbędnych postaci, których późniejsze losy nie robią na nas wrażenia, właśnie przez zbyt duży natłok nazwisk. Jak na tego pisarza, którego największą zaletą była zawsze kreacja postaci, to jest porażka. Zdecydowana większość bohaterów była dla mnie tylko nazwiskami, które podczas śmierci musiałem sprawdzać w spisie na początku książki. Oczywiście mamy tu też grupę wybijających się postaci, ale brak w niej bezwzględnych liderów. Tak naprawdę ten, który od początku wydaje się być głównym bohaterem, może na jakiś czas zniknąć ze sceny, aby jego miejsce tymczasowo zajął ktoś inny.

Ostatnia rzecz, o której chciałbym wspomnieć to tytułowa kopuła. Nie zgadzam się z moimi redakcyjnymi kolegami jakoby był to wątek nieistotny, służący tylko do pokazania reakcji zamkniętych pod nią ludzi. Jak dla mnie, takie podejście jest już naprawdę zbyt bezkrytyczne. King potrafił bardzo dobrze opisać grupę zamkniętych ludzi w ‚Mgle’ (choć tym rządziły inne zasady biorąc pod uwagę, że to nowela), potrafił świetnie umotywować zamknięcie ludzi w ‚Sztormie stulecia’, niestety w ‚Pod kopułą’ nie potrafił już tego zrobić. Ja nie oczekuję, by King połowę książki poświęcił zjawisku kopuły, ale chciałbym dostać jakieś pasujące do reszty historii i stwarzające choć pozory logicznego – rozwiązanie. To co zaserwowano nam w ‚Pod kopułą’ jest kpiną. Gdyby nie fakt, że na okładce znajduje się nazwisko Kinga, odłożyłbym książkę po ok. 700 stronach gdy otrzymałem pierwsze rozwiązanie. Uważam, że nawet latające odkurzacze ze ‚Stukostrachów’ są bardziej uczciwe, gdyż tam od początku wiemy czego się spodziewać. ‚Pod kopułą’ to świetny dramat obyczajowy z elementami thrillera, w którym nagle otrzymujemy rozwiązanie i morał na poziomie… no, bardzo niskim. Uważam, że jak na tego pisarza to jest kataklizm. King chciał nam pokazać relacje między postaciami, często zaskakujące reakcje bohaterów na zagrożenie oraz ostatecznie upadek miasteczka i wykonał to w sposób genialny, ale nie potrafił umotywować kolejnego w swojej karierze odizolowania grupki ludzi i zrobił to po najniższej linii oporu. Jak się jednak okazało, tak czy inaczej odniósł sukces. Fani w większości kupili takie rozwiązanie i stanęli murem za twórcą. W końcu motywacja działań nie jest istotna, a książka ‚Pod kopułą’ nie jest o kopule tylko o ludziach. No niestety, ja tego nie kupuję.

Gdybym miał ostatecznie, na chłodno i z pominięciem wszelkich oczekiwań, ocenić tę książkę to powiedziałbym, że jest ona dobra. W powyższym tekście widać tylko krytykę, a to dlatego, że wszelkie przesłanki pozwalały przypuszczać, że będzie to powieść genialna. I takiej też oczekiwałem. Wystawiam jej ocenę dobrą, bo mimo tych wszystkich wad nie można jej odmówić wielu niesamowitych pomysłów (ostatnie 150 stron czyta się naprawdę z otwartą buzią). Osobiście uważam jednak, że nie można jej równać z najlepszymi powieściami tego autora i w moim prywatnym rankingu mieści się ona w drugiej połowie (właśnie wśród książek dobrych). Kiedyś pewnie do niej powrócę, ale to już raczej nie w tej dekadzie.

Autor: Mando

Powiem szczerze, że przeczytawszy pierwsze 100 stron ‚Pod kopułą’ nie byłem przekonany ani do pomysłu, ani do wykonania. Teoretycznie wszystko jest na miejscu, przecież akcja rozpoczyna się od przysłowiowego trzęsienia ziemi, ale początkowe rozdziały nie porwały mnie, a kolejne opisy spotkań mieszkańców Chester’s Mill z kopułą zaczęły mnie najzwyczajniej męczyć. I cały czas z tyłu głowy kołatało mi się, że logiczne wyjaśnienie pojawienia się kopuły udać się nie może.

Ale im dalej tym bardziej intrygująco zaczyna się fabuła rozwijać, a wydarzenia zaczynają nabierać zawrotnego tempa zmierzając do szokującego finału. I tu warto wspomnieć o konstrukcji książki. Duże rozdziały podzielone na małe podrozdziały. Zabieg to prosty, ale sposób konstrukcji poszczególnych części to prawdziwy majstersztyk. Dawno tak silnie nie złapał mnie syndrom „jeszcze jednej strony” i ostrzegam, lepiej nie zaczynajcie rozdziałów (szczególnie końcowych) w środku nocy.

To, co moim zdaniem jest największym plusem i magnesem tej historii to bohaterowie. Takiej ilości ciekawie zarysowanych i często niejednoznacznych postaci u Kinga dawno nie widziałem. Duży Jim wejdzie na stałe w panteon Kingowskich czarnych charakterów (nie wiem, czy dla mnie najbardziej przerażające nie jest to, jak wiele z Dużego Jima można odnaleźć w otaczającym nas świecie), ale tak naprawdę ciężko mi wybrać najbarwniejszą postać z galerii Chester’s Mill. Tym bardziej, że w trakcie rozwoju akcji niejeden z bohaterów nas zaskoczy. Tak, to do Pana Panie Sanders!

Mówiąc o bohaterach muszę jednak dorzucić łyżkę dziegciu do tej beczki miodu i muszę wspomnieć o bohaterze i wątku, który jest moim największym rozczarowaniem. A imię jego Junior Rennie. Pierwsze spotkanie z Juniorem to według mnie jedna z najlepszych scen początku książki, niestety mam wrażenie, że po efektowym początku King nie miał specjalnie dobrego pomysłu jak wykorzystać Juniora w dalszej części historii, a rozwiązanie wątku uważam za po prostu słabe.

Dla mnie jednak najważniejszą kwestią jest ogólne wrażenie. Miałem obawy w jakim kierunku rozwinie się ta historia i jak zostanie rozwiązana i jak w rzadko, której opowieści wydaje mi się, że w jednym i drugim przypadku wypada to bardzo dobrze. Rozwój wypadków w odciętym Chester’s Mill, nie tylko wydaje się być boleśnie wiarygodny, ale skłania czytelnika do myślenia. Którą postawę byśmy przyjęli? Jak byśmy się zachowali w obliczu zagrożenia? Ciekawie z tej perspektywy wypadają także wątki „gospodarcze” (kwestia gazu, żywności) i ekologiczne (ocieplenie, zanieczyszczenia).

I w końcu samo rozwiązanie akcji. Według mnie obie części zakończenia – rozwiązanie akcji w Chester’s Mill oraz rozwiązanie kwestii klosza wypadają bardzo dobrze. Finał wydarzeń w Chester’s Mill to według mnie Mistrzostwo Świata. Różnych rozwiązań się spodziewałem, ale nie czegoś takiego. W mej opinii to jedno z najmocniejszych zakończeń w bibliografii Kinga i warto dotrwać do tego momentu.

Jeżeli chodzi o rozwiązanie kwestii kopuły, która z tego co widzę wzbudziła najwięcej mieszanych emocji, to według mnie wypada nadzwyczaj pozytywnie. Sam King w ‚Danse macabre’ wskazuje, że utrzymać czytelnika z wypiekami na twarzy po zakończonym spotkaniu z literaturą grozy to problem, ze względu na rosnące w trakcie czytania oczekiwania. Być może właśnie dlatego pomysł na rozwiązanie kwestii kopuły przypadł mi do gustu. Oczekiwań nie miałem za dużych, a to co otrzymałem nieźle wkomponowało się w całą historię i mimo, że być może morał serwowany jest trochę topornie (szczególnie z pespektywy irackiego wątku Barbiego) rozwiązanie skłania do refleksji.

Podsumowując, tydzień spędzony w Chester’s Mill uznaję za wizytę nadzwyczaj udaną i godną polecenia. Na ponad 900-set stronach otrzymujemy bardzo dobrą historię z ciekawymi postaciami i wstrząsającym zakończeniem, zapadającym na długo w pamięć. Czy można chcieć więcej?

Autor: jerry

Inne wydania