Stephen King na wielkim ekranie

Opis

Po raz pierwszy zebrano w jednym tomie pięć słynnych opowiadań Stephena Kinga, których ekranizacje zdobyły uznanie krytyków i milionów widzów na całym świecie. Są to również ulubione filmy samego autora.

Przed każdym z tekstów czytelnik znajdzie krótki, fascynujący komentarz pisarza, osobisty i pełen informacji spoza planu filmowego.

Zbiór zawiera następujące teksty: „Skazani na Shawshank” (jego ekranizacja zdobyła siedem nominacji do Oscara!), „1408”, „Dzieci kukurydzy” (film doczekał się sześciu sequeli!), „Maglownica” oraz „Mali ludzie w żółtych płaszczach”.

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2009
  • Tytuł oryginalny: Stephen King Goes To The Movies
  • Tłumaczenie:
    Wstępy – Paulina Braiter
    1408 – Maciejka Mazan
    Maglownica – Michał Wroczyński
    Mali ludzie w żółtych płaszczach – Arkadiusz Nakoniecznik
    Skazani na Shawshank – Zbigniew A. Królicki
    Dzieci kukurydzy – Michał Wroczyński

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 490
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Po pierwszych przeciekach na temat ‚Stephen King na wielkim ekranie’ byłem wręcz zachwycony. Zapowiedzi zwiastowały książkę o kilku ekranizacjach, pełną anegdot i ciekawostek z planu. Chwilę później mój zapał został ostudzony, gdyż okazało się, że będzie to po prostu zbiór zawierający pięć ekranizowanych tekstów i wstępy Kinga. Tak czy inaczej nadal liczyłem na dobry materiał dla kingowych fanatyków. Jestem tym rodzajem czytelnika, który uwielbia wstępy, posłowia i skorzystam z każdej możliwości zapoznania się z procederem odkrycia sekretów „magika”. Niestety dość szybko okazało się, że docelowym odbiorcą tej książki nie są fanatycy tacy jak ja, ale zwykli zjadacze chleba, którzy do tej pory jedynie ocierali się o Kinga (często nieświadomie). Na wstępie zaznaczyć wypada też, że sam zbiór jest pomysłem amerykańskiego wydawcy, a autor od początku nie był do niego przekonany. Osobiście nie jestem zadowolony z książki, wstępy zawiodły moje oczekiwania, ale spróbuję spojrzeć na to chłodnym okiem i ocenić ją pod kątem kingowego laika.

W zasadzie każdy mój znajomy, który nie jest fanem, reaguje identycznie podczas wizyty u mnie w domu. Najpierw podziwia kolekcję, potem chce bym mu coś polecił, a następnie próbuje zainicjować dyskusję (może myśląc, że ja o niczym innym rozmawiać nie umiem:-) wymieniając tytuły, które kiedyś obiły mi się o uszy. Siłą rzeczy jako pierwsze padają ‚Mgła’ i ‚1408’, bo to ostatnie kinowe ekranizacje, których premierom towarzyszył jakiś tam medialny szum w naszym kraju. Jako, że Darabont nakręcił kilka bardziej znanych ekranizacji Kinga, na wstępie od razu wykluczono ‚Mgłę’, a postawiono na 1408. I jest to wybór dobry i jak najbardziej uzasadniony. Osobiście zawsze bardzo lubiłem to opowiadanie, a i ekranizację uważam za jedną z bardziej udanych. Sam wstęp natomiast nie przynosi żadnych rewelacji fanom Kinga, ale dobrze wprowadza w temat laików. King opisuje jak doszło do powstania tekstu (historia znana czytelnikom ‚Jak pisać’ i ‚Wszystko jest względne’) oraz wygłasza swoją opinię na temat ekranizacji. Anegdotek ani ciekawostek na temat filmu nie uświadczymy gdyż Steve nie uczestniczył w jego kręceniu (nawet sam pisze, że nie wie co skłoniło takiego aktora jak Cusack by w nim zagrać).

Następnie przechodzimy do Maglownicy. Opowiadanie to jeden z najmniej lubianych przeze mnie tekstów Kinga, a sama ekranizacja to kicz klasy B pełen znanych w środowisku horrorowym nazwisk. Od początku nie mogłem pojąć co „Magiel” robi w tym zestawie, ale może King chciał w ten sposób zróżnicować zbiorek, wprowadzając przedstawiciela tych najbardziej prymitywnych horrorów. Ze wstępu dowiadujemy się jak doszło do powstania opowiadania (ponownie historia znana czytelnikom ‚Jak pisać’) oraz znów dostajemy kilka zdań opisujących stosunek autora do ekranizacji. King w dość łagodnym stylu pisze o tym jaki to marny film jest, nazywając jednocześnie reżysera geniuszem, z czym niestety zgodzić się absolutnie nie mogę. Poznajemy też stosunek autora do pierwszej ekranizacji ‚Miasteczka Salem’ i jest to stosunek bardzo pozytywny.

Kolejny tekst to w moim odczuciu skok z dna prosto na sam szczyt. Mali ludzie w żółtych płaszczach to wspaniała nowela otwierająca zbiór ‚Serca Atlantydów’, który w mym prywatnym rankingu zajmuje jedno z najwyższych miejsc. Niestety nie jestem do końca przekonany czy tekst ten wpasowuje się w konwencje zbioru ‚SK na wielkim ekranie’. King sam zauważył we wstępie, że ekranizacja nie broni się właśnie przez to, że nie jest to samodzielna historia. Oczywiście od biedy może ona tak funkcjonować, ale silne nawiązania do cyklu ‚Mroczna Wieża’ (które w filmie wyeliminowano lub skutecznie zamaskowano) będą zupełnie niezrozumiałe. Ja podczas pierwszego czytania noweli (a byłem już zaawansowanym fanem choć „Wieży” jeszcze nie znałem) po ostatnich stronach błądziłem jak dziecko we mgle. Poza tym dla mnie siła książki ‚Serca Atlantydów’ tkwi w tym, że jest to jedna całość złożona z pozornie oddzielnych historii. Ja nigdy nie traktowałem tego jak zbiór opowiadań, a jedną opowieść, która opisuje życie od lat młodzieńczych po jesień wieku. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nowi czytelnicy zostaną oczarowani światem Bobby’ego Garfielda i sięgną po „Serca” by poznać zakończenie tej opowieści. A co się tyczy owego finału to wstęp autora przynosi nam pierwszą prawdziwą ciekawostkę, która była nowością dla każdego fana, bez względu na staż.

W takiej książce nie mogłoby oczywiście zabraknąć Skazanych na Shawshank. 7 nominacji do Oscara, nieustające uwielbienie widzów, a do tego tytuł znany chyba każdemu i niestety… kompletnie nie kojarzony z Kingiem. Wspomnianych na początku drugiego akapitu znajomych, w zasadzie zawsze rozkładam tym tytułem, a dobijam ‚Zieloną milą’. „Skazani” to tekst, który najlepiej wpasowuje się do tego zbioru. Film jest arcydziełem, a jego literacki pierwowzór w zasadzie niczym mu nie ustępuje. Jeżeli coś miałoby zachęcić przyszłych czytelników do sięgnięcia po ten zbiór, a następnie do dalszego zagłębiania się w twórczość Kinga to będą to na pewno „Skazani”. Sam wstęp nakreśla nam w wielkim skrócie jak doszło do nakręcenia filmu Darabonta. Krótki, ale ciekawy to tekst.

Na zakończenie zaserwowano nam opowiadanie, które rozpoczęło największą falę sequeli wśród ekranizacji Kinga. Sam autor zapytany niedawno o filmy na podstawie swoich tekstów powiedział: „Czasem jest dobrze a czasem wyjdą Dzieci kukurydzy”, czym na swój sposób idealnie podsumował ten horror. Jednakże również ten wybór filmu nie dziwi. Seria ‚Dzieci kukurydzy’ może nie zbierała nigdy wysokich ocen, ale jest rozpoznawalna w odpowiednich kręgach i stanowi jakiś tam fenomen wśród filmów Kinga. Do tego, pierwsza część oparta jest na bardzo dobrym opowiadaniu. Ja osobiście lubię także sam film, ale nie mogłem nie zgodzić się z zarzutami Kinga, które przytoczył we wstępie. Zresztą i on podsumował go z gracją, bez zbędnego jadu i wylewania pomyj.

Bardzo trudno jest mi ocenić ten zbiorek. Z jednej strony liczyłem na coś zupełnie innego i zawiodłem się srodze. Z drugiej natomiast uważam, że nie do końca spełnia on swoje założenia (chyba, że to ja je źle interpretuje, świadomie pomijając najbardziej oczywisty powód:-). Powiedzmy, że jestem nawet w stanie zgodzić się z tym, że taki zbiór może zachęcić niektórych ludzi do sięgnięcia po inne książki tego autora. A zaznaczyć trzeba, że ma on ich na swoim koncie ogromną ilość z czego spora część silnie powiązana i nie nadająca się na początek (choć do tej pory nie było takich zbiorów, a jakoś każdy z nas zrobił kiedyś ten pierwszy krok). Sam dobór tekstów nie wydaje mi się jednak do końca przemyślany. Myślę, że śmiało można było zastąpić ‚Małych ludzi…’ jakimś krótszym, w pełni zrozumiałym opowiadaniem. Chyba, że właśnie takie było założenie, aby jedna nowelka zachęciła czytelników do dalszych poszukiwań. Do końca nie rozumiem też czemu nie można było połączyć materiału dla laików z ciekawostkami dla fanatyków. Przecież wstępy nie musiały ograniczać się do tych kilku zdań. King sprawił na mnie wrażenie, jakby na kolanie napisał kilka przemyśleń, które w danej chwili przyszły mu do głowy. Były to chyba do tej pory najkrótsze wstępy tego autora, a biorąc pod uwagę specyfikę zbiorku, to wielki minus. Ciężko jest wystawić ocenę końcową. Tak naprawdę 4 z 5 opublikowanych tu tekstów zasługują na najwyższą notę. Mnie jednak nie do końca przekonuje ten wymysł Scribnera. Nie jestem zadowolony z tego co dla mnie jest tylko odgrzewanym kotletem, zawiodłem się na szumnie zapowiadanej oprawie i pozostaje mieć tylko nadzieję, że założenia związane z tym wydaniem okażą się chociaż w jakimś procencie sukcesem, a książka sprowadzi choć kilku laików na właściwą drogę.

Autor: Mando

Inne wydania