Mroczna Wieża VI: Pieśń Susannah

Opis

Podczas bitwy z Wilkami, Susannah Dean trafia przez portal czasowy do Nowego Jorku roku 1999. Jej ciałem zawładnął demon, Mia, który chce, by urodziła jego dziecko. Tymczasem Roland i jego towarzysze powracają do USA. Ich celem jest odszukanie Susannah, a także zapewnienie bezpieczeństwa pięknej róży, od której zależą losy wszystkich światów, rosnącej na pewnej niezagospodarowanej nowojorskiej działce.

 

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2004
  • Tytuł oryginalny: The Dark Tower VI: Song Of Susannah
  • Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Albatros
  • Liczba stron: 464
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Na szósty tom Mrocznej Wieży przyszło nam czekać bardzo długo. Dla niektórych były to niespełna cztery lata (bo tyle upłynęło od polskiej premiery pierwszego tomu cyklu), ale ci, którym King od dawna nie był obcy cierpieli katusze i niesłychane męki znacznie dużej. Z każdą nową książką, która w mniejszym lub większym stopniu nawiązywała do świata Wieży i z każdym tomem sagi, który ukazywał się w naszym kraju apetyt rósł coraz bardziej, ale mimo nieustannie powiększających się wymagań jak do tej pory nie było powodów do narzekań. Kolejne tomy w niczym nie ustępowały swoim poprzednikom, a nawet posunę się do stwierdzenia, że podnosiły poprzeczkę coraz wyżej. Do ‚Pieśni Susannah’ podchodziłem właśnie z takimi nadziejami, ślepo wierząc że i tym razem będzie lepiej. Czy się zawiodłem? Początkowo sądziłem, że tak jednak zbliżając się ku końcowi z każdą kolejną stroną utwierdzałem się w przekonaniu, że King po raz kolejny stanął na wysokości zadania tworząc książkę bardzo dobrą, a może nawet rewelacyjną.

Na pewno nie jest to najlepsza część cyklu, ale prawda jest taka, że gdybym miał takową wyłonić to nie potrafiłbym tego zrobić. Wszystkie tomy serii ‚Mroczna Wieża’ (może z wyjątkiem nieco słabszego ‚Rolanda’) stoją na tak wysokim poziomie, że nie da się jednoznacznie wytypować zwycięzcy.

Jak już wspomniałem, początek książki odrobinę mnie rozczarował. Piąty tom Wieży zakończył się w takim momencie, że polscy fani opowieści o rewolwerowcu z Gilead przez ostatni rok nieustannie obgryzali paznokcie do krwi w oczekiwaniu na kontynuację. W szóstej części powracamy na szlak Promienia dokładnie w chwili, w której rozstaliśmy się z bohaterami w ‚Wilkach z Calla’. W miasteczku trwa jeszcze zabawa po zakończonej walce z wysłannikami Karmazynowego Króla. Roland, Eddie, Jake, Ej oraz ojciec Callahan robią wszystko aby odczarować drzwi, którymi ostatni członek ich ka-tet – Susannah – wymknął się do innego świata kradnąc jednocześnie ostatnią kulę z Tęczy Czarnoksiężnika – Czarną Trzynastkę. To tyle jeżeli chodzi o wstęp. Przez następne sto stron Susannah toczy zacięty bój w swojej głowie z kobietą o imieniu Mia. Od czasu do czasu do walki włączają się Odetta i Detta – wcześniejsze osobowości Susannah. Wszystko to powoli męczy czytelnika doprowadzając go ostatecznie do – niestety muszę to powiedzieć – znudzenia. Cała sytuacja Susannah ukrywającej się w Dogan – jedynym bezpiecznym miejscu, w ciele opanowanym przez tajemniczego intruza – wydaje się być idealną kopią motywu z wcześniejszej książki Kinga – napisanego podczas rehabilitacji po ciężkim wypadku i całkowicie zmieszanego z błotem przez czytelników ‚Łowcy snów’. Walka Susannah z Mią jest nową wersją potyczki Jonseya z Szarym, a Dogan to po prostu inne oblicze „magazynu pamięci” przedstawionego w ‚Łowcy snów’. Dzięki Bogu cały ten spektakl nie trwa bez końca. W połowie książki powracamy do innych członków drużyny Rolanda i od tej chwili zaczyna się ‚Mroczna Wieża’ do jakiej zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Rozpoczyna się zabawa, która choć do tej pory była już pogmatwana do granic możliwości, teraz gmatwa się jeszcze bardziej. Nie wiadomo, który świat jest prawdziwy, a który wymyślony, który bohater żyje naprawdę, a który jest postacią fikcyjną, Czas zapętla się wskutek czego bohaterowie, którzy wcześniej umarli znów pojawiają się młodzi i zdrowi jak nigdy dotąd. Niewiadomo, kto jest martwy kto żywy, kto stary kto młody, a nawet kto czarny a kto biały. Panuje jeden wielki chaos, a liczby 19 i 1999 (które stały się już symbolem Kinga i Wieży) powoli zaczynają przyprawiać o ból głowy.

W tej chwili jeszcze raz powinienem zadać sobie pytanie czy zawiodłem się na szóstym tomie opowieści o Rolandzie. Zapewniam was, że po tym wszystkim odpowiedź nadal brzmi: nie! Dla przeciętnego czytelnika moje wcześniejsze wywody mogą brzmieć jak majaczenie szaleńca, ale tak się składa, że ‚Mroczna Wieża’ nie jest książką dla przeciętnego czytelnika. Sam King twierdzi, że połowa jego fanów nigdy nie czytała ani jednego tomu wchodzącego w skład cyklu. Żeby pokochać ‚Pieśń Susannah’ trzeba być nie tylko fanatykiem Kinga, ale również fanatykiem Wieży. Ja nim jestem i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że książka, którą właśnie skończyłem czytać jest czymś więcej niż zwykłą opowiastką o złych bandytach i dobrych kowbojach. Jest to powieść, która podsumowuje całą dotychczasową karierę Kinga, a ta jak wiadomo do najuboższych nie należy. Jeżeli podobały się wam wcześniejsze tomy to zapewniam, że ‚Pieśń Susannah’ również was nie rozczaruje, jeżeli nie czytaliście jeszcze ‚Mrocznej Wieży’ to nie macie czego szukać w tej książce, a jeżeli do tej pory nie mieliście przyjemności czytać książek Kinga to odsyłam najpierw do kilkudziesięciu wcześniejszych pozycji. ‚Mroczna Wieża’ nie jest książką dla laików. Żeby dostrzec każdy szczegół ukryty w tej powieści trzeba wcześniej poznać twórczość Kinga od podszewki. Wszystkim chętnym radziłbym się jednak pośpieszyć. Zakończenie cyklu zbliża się wielkimi krokami, a zapowiada się naprawdę wyśmienita zabawa.

Autor: Mando

Inne wydania

2005
Albatros
oprawa: miękka
2005
Świat książki
oprawa: twarda
2008
Albatros
oprawa: miękka
2012
Albatros
oprawa: miękka