Miasteczko Salem

Opis

W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Czyżby Salem było nawiedzone przez złe moce? Kilku śmiałków, którym przewodzi mały chłopiec, wydaje im pełną determinacji walkę.

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 1975
  • Tytuł oryginalny: Salem’s Lot
  • Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 528
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Choć „ten pierwszy raz” podobno powinno pamiętać się do końca życia ja właściwie nigdy nie mogłem sobie przypomnieć czy to ‚Cztery po północy’ czy ‚Miasteczko Salem’ było tą książką od której zacząłem wieloletnią przygodę z Królem. Jednak nawet gdyby pierwszym był ten zbiór czterech nowel (w co raczej wątpię) to mimo wszystko to właśnie książka o wampirach sprawiła, że zakochałem się w historiach, które przez kolejne wiosny mego życia opowiadał mi pan King.

Po raz pierwszy przeczytałem ją w okresie gdy byłem jeszcze nieokrzesanym, zbuntowanym młodzieńcem, który właśnie rozpoczął naukę w liceum ogólnokształcącym i zaczytywał się w kiczu z najniższej półki (Guy N. Smith) od czasu do czasu sięgając po ten z troszkę wyższej (Graham Masterton). Pamiętam, że książki Kinga znałem wtedy tylko z prymitywnych katalogów, które systematycznie przysyłała mi pewna księgarnia. Ceny były strasznie kuszące i aż się łza kręci w oku, że człowiek nie skorzystał wtedy z wszystkich propozycji (niestety wolałem czytać „Smithy” za 1,50 PLN).

To, że wreszcie sięgnąłem po tą pozycję, a w konsekwencji przeżyłem jak na razie dziesięć lat wspaniałej przygody, zawdzięczam dwóm czynnikom. Pierwszym był kolega z klasy, który wtedy sam zaczytywał się w tej książce (niestety ja nie przekonałem go do następnych „Kingów”:) a później zarówno książkę jak i film obdarzyliśmy swoistym kultem. Drugim była niezmiernie kusząca cena (1,80 PLN). Szkoda tylko, że książka rozpadała się po pierwszym przeczytaniu:(Jeżeli chodzi o treść powieści to zarzuty jakie kieruje się pod jej adresem są tak odmienne, że trudno je nawet jakoś posegregować. Część fanów horroru uważa, że King trochę przynudza (podobno szczególnie jeżeli chodzi o początek). Cóż jak czytałem gnioty Smitha też mi się wydawało, że tutaj akcja się troszkę wolniej rozwija. Nic w tym dziwnego. To literatura nieco wyższych lotów. Inni z kolei stając po przeciwnej stronie barykady zarzucają książce, że jest bardziej „prosta” niż typowe książki Króla (że niby widać młodzieńcze niedociągnięcia). Niestety z tym stwierdzeniem również nie mogę się zgodzić. Książkę czytałem jak dotąd trzy razy i nie uważam jej za prymitywną. Mogę wam również obiecać, że ani chwili się przy niej nie nudziłem. Gdyby było inaczej na pewno nie wracałbym do niej tak często. Czytanie za każdym razem sprawiało mi ogromną przyjemność.

Jedyny zarzut jaki można mieć to spore podobieństwo do innej wampirycznej powieści – ‚Draculi’ – jednak King nigdy nie zaprzeczał, że wzorował się właśnie na tej książce. Dla mnie jest to jedna z lepszych historii jakie Król nam do tej pory zaprezentował. Mamy tu sporo straszenia, kilka niespodziewanych zwrotów akcji i… postacie, które odegrają jeszcze bardzo ważne role w obronie Wieży:). Jedyne do czego miałem zawsze drobne zastrzeżenia to końcówka. Gdy czytałem to pierwszy raz odniosłem wrażenie, że King zapędził się w ślepy zaułek i sam nie wiedział jak zakończyć tą historię.

Mimo wszystko bardzo lubię tą książkę i jeżeli jest jeszcze ktoś kto jej nie czytał to gorąco mu polecam.

Autor: Mando

Inne wydania

1991
Amber
oprawa: miękka
 
1999
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
 
2003
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
 
2013
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka (pocket)