Koniec warty

Opis

W sali nr 217 Kliniki Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu przebudziło się coś złego.

Czy leżący w niej pacjent, Brady Hartsfield, słynny Zabójca z Mercedesa, jest rzeczywiście tylko niezdolnym do kontaktu ze światem „warzywkiem” i – jak twierdzą lekarze – nie ma szans na poprawę?

Detektyw Bill Hodges jakoś w to nie wierzy, a jego podejrzenia nasilają się, gdy dochodzi do samobójstw ludzi, którzy przed sześcioma laty ucierpieli podczas Masakry Mercedesem. I nie myli się. Hartsfield nie tylko odzyskał pełnię władz umysłowych, ale i odkrył w sobie nowe zdolności: telekinezy oraz wnikania w umysły innych ludzi. A to w przypadku psychopaty może się okazać tragiczne w skutkach.

Policja jak to policja, chce mieć święty spokój. Znowu więc wygląda na to, że powstrzymanie szaleńca – który jest tym bardziej niebezpieczny, że internet pozwala mu nieskończenie rozszerzać pole działania – spadnie na Billa Hodgesa i dwoje jego przyjaciół, Holly Gibney i Jerome’a Robinsona.

W „Końcu warty” Stephen King wprowadza do powieści detektywistycznej to, co jest jego znakiem firmowym – elementy paranormalne. Ku radości fanów obu gatunków!

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2016
  • Tytuł oryginalny: End of Watch
  • Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Albatros
  • Liczba stron: 480
  • Oprawa: twarda


Recenzja

 

„Koniec warty” to trzeci i ostatni tom trylogii o detektywie Billu Hodgesie. Trylogii bardzo różnie ocenianej i dość specyficznej, która w mojej ocenie trylogią w ogóle nie powinna być. Ale o tym później. Najpierw powinienem się chyba określić po której stronie barykady w ocenie tych książek stoję, bo wydaje mi się, że ocena pierwszego i drugiego tomu definiuje nastawienie do tomu trzeciego i lektura nie zmieni opinii o książce. Sprawdziło się to przynajmniej na przykładzie trzech osób z serwisu StephenKing.pl. „Pana Mercedesa” uważam za książkę dobrą, czytało mi się ją bardzo przyjemnie. Przy „Znalezione nie kradzione” także miło spędziłem czas chociaż powieść miała swoje wady. I nie inaczej jest z tomem „Koniec warty”, ten także oceniam pozytywnie. Ale mam wrażenie, że wyrażenie „czytało mi się przyjemnie” jest tutaj kluczowe. Stephen King napisał te książki w taki sposób, że przeczytałem je wszystkie bardzo szybko (jak na moje możliwości), często nie mogłem oderwać się od lektury, ale jednocześnie nie są to pozycje wyjątkowe w bibliografii pisarza i nie mają szans trafić do grona ulubionych, najlepszych czy godnych polecenia początkującym czytelnikom Kinga.

Ostatnia książka z serii, po przerwie w drugim tomie znów skupia się na Bradym Hartsfieldzie, psychopacie, którego poznaliśmy w „Panu Mercedesie”. Jak wiadomo udało mu się cudem przeżyć, aczkolwiek skończył w stanie wegetatywnym w szpitalu. King postanowił go jednak przywołać z powrotem do życia ale nie byłby sobą gdyby nie zrobił tego na swój specyficzny sposób. I to jest wydaje mi się najważniejszy moment książki, bo albo czytelnik zaakceptuje taki pomysł i będzie cieszył się opowiadaną historią albo go odrzuci a przez to cała książka będzie dla niego stracona. King miał ciekawy pomysł na postać Pana Mercedesa, na jego nowe zdolności a przez to na całą fabułę ale trochę jednak przekombinował. Niestety autor ma czasem tendencję do zbytniego popłynięcia w fantazyjnych pomysłach co go gubi i właśnie tutaj popłynął o kawałek za daleko. Gdyby pomysł był mniej absurdalny, bardziej prosty i choć odrobinę osadzony w prawdopodobieństwie całość wyszła by dużo lepiej. Szczęśliwie mimo tego dużego mankamentu potrafiłem przymknąć oko, nie zagłębiać się mocno w abstrakcyjność pomysłu wyjściowego i skupiłem się na akcji powieści. A tu już King poradził sobie świetnie, książka wciągnęła mnie niesamowicie. Nie ma tutaj absolutnie żadnych przestojów, strona po stronie to akcja, akcja, akcja. To nie ten King z długimi opisami, z analizą psychologiczną postaci trzecioplanowych, z powrotem do dzieciństwa co drugi rozdział. Tutaj mamy emocjonującą, szybką podróż pustą drogą gdzie nic i nikt nam nie przeszkadza i rozpędzeni gnamy do celu.

Trzeci tom najbardziej ze wszystkich skupiony jest na głównym bohaterze, detektywie Billu Hodgesie. Dość dobrze przedstawiony w „Mercedesie”, w „Znalezione” zepchnięty na drugi plan tutaj znów wrócił na zasłużone miejsce protagonisty. King pomimo wartkiej akcji poświęcił mu sporo czasu tworząc pełnokrwistą postać. Na pierwszy plan wysuwa się też Holly Gibney a ostatni z trójki przyjaciół, Jerome, nadal pozostaje w cieniu chociaż miło go znów spotkać. Muszę przyznać, że pomimo, że nie są to osoby w jakikolwiek sposób wybijające się w uniwersum Kinga to fajnie było znów spędzić trochę czasu w ich towarzystwie i z niejakim żalem się z nimi rozstawałem.

„Koniec warty” znakomicie łączy się w jedną całość z „Panem Mercedesem”. Właściwie można powiedzieć, że jest to jedna historia podzielona na dwie książki. I tutaj wracam do zdania ze wstępu, gdzie napisałem, że tak zwana „trylogia Billa Hodgesa” absolutnie nie powinna nią być. Po lekturze ostatniego tomu drastycznie widać jak bardzo „Znalezione nie kradzione” nie pasuje do pozostałych tomów. Fabularnie to zupełnie odrębna historia, główni bohaterowie są w niej postaciami drugoplanowymi. Równie dobrze można by tam wtrącić bohaterów zupełnie nowych czy znanych z innych książek, nie miałoby to znaczenia. Wydaje mi się, że pomysł na trylogię był niespecjalnie przemyślany, że King po „Panu Mercedesie” nie chciał rozstawać się z bohaterami i postanowił ich jeszcze wykorzystać i wrzucił ich do kompletnie oderwanej fabularnie historyjki. Gdyby środkowy tom był odrębną powieścią (a jeszcze lepiej mini-powieścią) bez Hodgesa i spółki zyskałaby na tym zarówno ta książka jak i cała historia o pojedynku mordercy i detektywa.

Myśląc o „Końcu warty” jakiś czas po lekturze naprawdę dobrze ją wspominam. Bardziej zwracam uwagę, że dobrze spędziłem przy niej kilka dni niż to, że King naprawdę palnął w niej kilka głupot. Ale to chyba kwestia podejścia, ktoś inny powie, że nie można dobrze się bawić gdy fabularnie zgrzyta. No mi nie zazgrzytało na tyle by skreślić tę książkę. Myślę, że kiedyś jeszcze powrócę do tych bohaterów i przeczytam pod rząd „Pana Mercedesa” i „Koniec warty” bo w sumie to była niezła przygoda.

Autor: nocny
data: 07.06.2016

Inne wydania

 
2016
Albatros
oprawa: miękka