Dallas ’63

Opis

Jake Epping to trzydziestopięcioletni nauczyciel angielskiego w Lisbon Falls w stanie Maine, który dorabia, prowadząc kursy przygotowawcze do matury zaocznej dla dorosłych. Od jednego ze swoich uczniów, Harry’ego Dunninga, dostaje wypracowanie – makabryczną, wstrząsającą opowieść w pierwszej osobie o tym, jak pewnej nocy przed pięćdziesięciu laty ojciec Harry’ego zatłukł na śmierć jego matkę i braci, a siostrę pobił tak bardzo, że nigdy nie odzyskała przytomności. Od tego wszystko się zaczyna…
Wkrótce potem przyjaciel Jake’a, Al, właściciel lokalnego baru, zdradza mu tajemnicę: jego spiżarnia jest portalem do roku 1958. Powierza Jake’owi szaloną – i, co jeszcze bardziej szalone, wykonalną – misję ocalenia Kennedy’ego. Tak oto Jake zaczyna swoje nowe życie jako George Amberson, życie w świecie Elvisa i JFK, amerykańskich krążowników szos i wczesnego rock and rolla, gniewnego samotnika nazwiskiem Lee Harvey Oswalda i Sadie Dunhill, pięknej szkolnej bibliotekarki, która zostaje miłością życia Jake’a – życia wbrew wszelkim normalnym regułom czasu.

„Dallas ’63” to hołd złożony prostszym czasom i poruszająca opowieść pełna gwałtownie narastającego suspensu, to Stephen King w swoim najlepszym epickim wydaniu.

 

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 2011
  • Tytuł oryginalny: 11/22/63
  • Tłumaczenie: Tomasz Wilusz

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 857
  • Oprawa: miękka


Recenzja

Od kiedy byłem nastolatkiem fascynowały mnie lata ’50 i ’60 w Ameryce. Woodstock, hippisi, Wietnam, rewolucja obyczajowa, Presley, podbój kosmosu, zawierucha polityczna, wielkie krążowniki szos… Zapowiedź kolejnej powieści Stephena Kinga, której akcja rozgrywać się będzie w tym okresie uradowała mnie podwójnie, nie dość, że nowy King, to jeszcze mój ulubiony okres w historii. Czekałem więc na tę powieść szczególnie mocno, by wraz z głównym bohaterem znaleźć się w tym fascynującym świecie i poczuć jego klimat.

Nasz protagonista przenosi się do roku 1958 z misją powstrzymania Lee Harveya Oswalda przed zabójstwem prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Zamach na ulubieńca Amerykanów miał jednak miejsce w roku 1963, skąd więc ta rozbieżność w datach? Cóż, taki to nieszczególnie wyrafinowany sposób obrał King na zbudowanie postaci i całej konstrukcji fabularnej i rzucił Jake’a Eppinga nieco za bardzo wstecz. A przynajmniej tak sobie myślałem w połowie lektury. Odkładając książkę po przeczytaniu ostatniej strony i otarciu łez spod oczu stwierdzam, że to potrzebny i bardzo udany zabieg. Bo to wcale nie jest książka o Kennedym, o zamachu, o zmienianiu biegu historii. To przede wszystkim historia miłości ludzi z dwóch różnych światów.

Biorąc pod uwagę długość książki jak i fakt, że pisarz lubuje się w wodolejstwie, zaskoczyło mnie jak szybko Jake Epping, a czytelnik wraz z nim, przenosi się do przeszłości. Uważam, że King trochę zaniedbał zawiązanie akcji, zbyt szybko chciał przenieść nas w przeszłość, przez co postępowanie bohatera nie jest zbyt wiarygodne. Ot zgłasza się do niego niemal obcy facet, który wyznaje mu, że ma dostęp do portalu czasowego i prosi by przeniósł się na 5 lat o pół wieku wstecz. I nagle ów mężczyzna nazywany jest już przyjacielem a Jake kilkanaście godzin później wyrusza w podróż. Sam fakt możliwości podróży w czasie oczywiście robi na nim wrażenie, ale po jego zachowaniu możnaby pomyśleć, że nie było to jednym z większych zaskoczeń w jego dotychczasowym życiu. Jednocześnie oddać jednak muszę Kingowi, że pierwsze sto, sto pięćdziesiąt stron czyta się niezwykle szybko i to pomimo faktu, że naprawdę niewiele się jeszcze dzieje.

Pisarz wysyłając Eppinga o pięć lat za wcześnie w stosunku do daty wykonania misji jaką mu powierza nie tylko daje sobie czas na ukazanie epoki i na zbudowanie więzi między czytelnikiem a głównym bohaterem. Powoli i drobiazgowo przygotowuje sobie grunt pod jakby się mogło wydawać główne wydarzenia tej historii. Znakomicie to się wszystko zazębi gdy dzień 22 listopada ’63 w końcu nadejdzie, jednak ten niezwykle ciekawy i mistrzowsko napisany fragment książki to tak naprawdę nie jest sedno. ‚Dallas ’63’ to w istocie powieść, pomijając fakt przeniesienia się w czasie, mocno obyczajowa ze szczyptą thrillera. No, może kilkoma szczyptami.

Stephen King zasługuje na duży pokłon za tło. Jak napisał w posłowiu, przeczytał on cały stos książek o wydarzeniach z 1963 roku i to widać. Co więcej, miał osobę, która pojechała do Dallas by odwiedzić wszystkie miejsca, o których King chciał napisać. Ta część książki opowiadająca o Lee Oswaldzie i o przygotowaniach do zamachu robi wrażenie szczegółami, czy to tłem politycznym i historycznym czy po prostu wyglądem konkretnych domów i ubiorem postaci. Świetnie też King wplótł w swą opowieść ducha tamtych czasów, tę zupełnie inną obyczajowość, ludzką mentalność. Pod tym względem wielkie brawa.

Nie ustrzegł się jednak autor, poraz kolejny zresztą, nadmiernej rozwlekłości. Są w tej książce niesamowicie wydłużone fragmenty, jak rozmowa dwóch osób na kilkadziesiąt stron, czy opis walki bokserskiej na prawie sześć stron. Ale jako, że robi to w fascynujący sposób, czyta się je bardzo szybko i z wielkim zaciekawieniem. Czasami jednak King zbyt obszernie skupia się na naprawdę błahych i nieistotnych kwestiach. Niejednokrotnie również pokazywał nam rzeczy, które już doskonale poznaliśmy i naprawdę zbędne było ukazanie problemu poraz piąty od dziesiątej strony. Myślę, że spokojnie możnaby tę książkę troszeczkę odchudzić.

Wspomnieć muszę jeszcze o drobnej, ale równocześnie ważnej dla fanów kwestii nawiązań i powiązań między książkami z czego King słynie. W ‚Dallas ’63’ mruga do nas okiem kilkunastokrotnie, początek książki wręcz najeżony jest wtrąceniami, przy których fan musi uśmiechnąć się szeroko. Osobiście uwielbiam tę manierę Kinga i bawiłem się świetnie a przy jednym z powiązań wręcz wypowiedziałem głośne „łał” i przerwałem czytanie z potężną pokusą by wszystkim o tym opowiedzieć. Olbrzymi plus, to fantastyczne, jak pisarz potrafi bawić się ze swoimi najwierniejszymi czytelnikami.

Zmierzając ku końcowi napisać muszę o zakończeniu właśnie. Nie dość, że ostatnie 150 stron czyta się na jednym wdechu, zapominając o tym, że dookoła nas istnieje realny świat, to samo zakończenie tej historii jest zaskakujące, oryginalne, piękne, smutne i cholernie wzruszające. Zdecydowanie jeden z najlepszych finałów w pisarskim dorobku Stephena Kinga!

Cóż mogę napisać podsumowując? To ciekawe jak zmieniały mi się oceny tej książki w trakcie lektury, zafundował mi King małą sinusojdę, bo i ogromne zaciekawienie, nieco uśmiechu, wkradło się też trochę nudy i rozczarowania by w finale zakpić ze mnie i pokazać, że trzeba mi więcej cierpliwości bo czasem to się bardzo opłaca. Końcówka bowiem to bardzo szybka podróż autostradą, na końcu której dostałem piękny pokaz fajerwerków.

Autor: nocny

Inne wydania

2013
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
seria Duże Litery
wydanie dwutomowe