Christine

Opis

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć samochód – widmo.

 

Info wydawnicze:

  • Rok wydania: 1983
  • Tytuł oryginalny: Christine
  • Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
    (pierwsze cztery wydania)
    Agnieszka Lipska (wydania 5 i 6)

Ostatnie wydanie:

  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 528
  • Oprawa: miękka


Recenzja

„Jesteśmy przyjaciółmi, a to oznacza ograniczenie pieprzenia do niezbędnego minimum” – jest to powiedzenie Dennisa i Arnniego, bohaterów jednej z najlepszych powieści Stephena Kinga. Jeżeli Król stosuje tę zasadę w prawdziwym życiu, to naprawdę cieszę się, że do przyjaciół zwraca się bezpośrednio jedynie poprzez dedykacje, a nie całe książki. W innym przypadku King zmieściłby tę genialną historię w dwustu-, maksymalnie trzystustronicowej formie, co zwyczajnie by ją zabiło.

Niepodważalny jest fakt, że narracja to główny element, który decyduje o potędze tego dzieła. Są różne określenia tendencji, którą da się zauważyć na kartach ‚Christine’ – współczesna młodzież po pobieżnym rzuceniu okiem na strony nazwałaby ją „pieprzeniem” lub „wodolejstwem”, bajarze określiliby ją jako „gawędziarstwo”, natomiast Awangarda Krakowska wskazywałaby ją jako sztandarowy przykład „waty słownej”. Niezależnie od terminu, którym ochrzcimy to zjawisko, jest ono czymś niezwykłym, na swój sposób magicznym. Trzeba zauważyć, że nie stanowi to przykładu zwykłego pisania dla pisania, ale tą rozbudowaną formą King przekazuje ogromną ilość treści.

Fabularnie Christine to opowieść o demonicznym samochodzie, ale King uczynił z tego również historię o przyjaźni, miłości, a także – lub przede wszystkim – o bólu izolacji i potrzebie akceptacji przez środowisko, w którym się obracamy. O przemożnej chęci posiadania czegoś, dzięki czemu poczulibyśmy się lepiej, co by podniosło naszą samoocenę. O rodzinie, którą tak często odrzucamy, gdy ich opieka mniej nas chroni, a bardziej ogranicza. Jest to wielowarstwowe dzieło, gdzie każdy wątek koegzystuje z pozostałymi, tworząc idealnie wyważoną mieszankę, która zachwyci tak samo fanów dreszczyku emocji, jak i pasjonatów obyczajowych aspektów powieści.

‚Christine’ obok ‚Sklepiku z marzeniami’ oraz ‚Bezsenności’ można określić jako stuprocentowo „kingową” powieść. Mamy w nich gawędziarski styl, doskonale zbudowane i przedstawione profile psychologiczne postaci oraz największy klejnot w koronie autora – realizm, którego granica oddzielająca normalne życie od sennego koszmaru jest cienką, przerywaną linią. Przeczytawszy tę książkę będziemy częściej zwracali uwagę na stojące przed naszym domem samochody. Skwitujemy potem niepokój śmiechem, ale czyż nie będzie on próbą zamaskowania tego, co budzi w nas lęk? Nie będzie oczywiście to czerwony playmouth z historii Kinga, ale to, co sobą reprezentuje. Prawdę, która wielu osobom się nie spodoba…

Książkę można nazwać niedoszlifowanym diamentem. Jest w niej kilka błędów merytorycznych, które jednak wcale nie odbierają przyjemności z lektury. Ba, paradoksalnie niekiedy czynią ją lepszą, kiedy wymykając się niektórym ciągom przyczynowo-skutkowym wprowadzają historię na takie tory, po których jazda przyprawi każdego czytelnika o przyspieszone bicie serca i dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa. Poza tym, nie sądzę, by ktoś odczuł jakieś zgrzyty związane z paroma niejasnościami. Książka jest tak genialna, że za pierwszym razem (niniejsza recenzja powstała po drugim romansie z ‚Christine’) w ogóle nie dostrzegłem żadnych niedociągnięć.

Powieść polecam każdemu, przede wszystkim tym, którzy po raz pierwszy chcą wstąpić na dwór Króla. Jestem przekonany, że po lekturze tej książki osoby takie poczują nieodpartą chęć przeczytania innych dzieł, które wyszły spod pióra Mistrza. Nie ma nic lepszego, niż opowieść tak cudowna, jak Christine. Roland LeBay, od którego zaczął się koszmar bohaterów powieści, dodałby: „Może z wyjątkiem…”

Zresztą, niech sam Wam to powie.

Autor: Beaver

Inne wydania

1992
Amber
oprawa: miękka
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
wydanie dwutomowe
1998
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
2004
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka (pocket)
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
2008
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
2013
Prószyński i S-ka
oprawa: miękka (pocket)
tłumaczenie: Agnieszka Lipska