The Stand: Captain Trips #4

The Stand - Captain Trips - 04Opis

Pierwszy tom marvelowskiej adaptacji epickiego horroru Stephena Kinga zmierza ku końcowi! Dla Larry’ego Underwooda, Nicka Androsa i Frannie Goldsmith śmiertelna super grypa przyniosła natychmiastowe i druzgoczące konsekwencje uderzając w ludzi im najbardziej bliskich. W międzyczasie wyjęty spod prawa Lloyd Henreid dostaje ponure wieści od swojego adwokata, gdy General Starkey zostaje zwolniony ze swoich obowiązków – w jak najbardziej ostateczny sposób. A gdzieś tam daleko, lecz coraz bliżej, swoją obecność zaznacza Wędrujący Gość.

Informacje

  • okładka: Lee Bermejo
  • Ilustracje: Mike Perkins, Laura Martin
  • scenariusz: Roberto Aguirre-Sacasa
  • liczba stron: 32
  • data wydania: styczeń 2009

Dodatki

  • The Stand: Real World Superflus
  • The Stand: Script to Final
  • The Stand: Cover Process
  • The Stand #5 Preview
  • Captain Trips #5 – okładka

 

Plansze

Recenzja

Czwarte spotkanie z ‚Bastionem’ zaczynamy od świetnej okładki. Przy okazji omawiania wcześniejszych zeszytów nie wspominałem o ilustracjach firmujących kolejne numery, nie dlatego, że mi się nie podobały, przeciwnie, uważam, że są bardzo dobre ale dopiero numer 4 zrobił na mnie wielkie wrażenie. Larry stojący na ulicy Nowego Jorku pełnej trupów i zamarłych samochodów. Znakomity kadr, fantastycznie narysowana postać i miasto, nie dość, że bardzo ładna ilustracja sama w sobie to stwarzająca niesamowity klimat.

A klimat w tym zeszycie jest bardzo ponury. Zaczynamy od króciutkiej wizyty w więzieniu w Shoyo, gdzie Nick Gołębie Serce Andros pomimo gróźb i obelg ze strony osadzonych wybiera się po jedzenie i lekarza, których się domagają. Szybko przenosimy się do Frannie by przysłuchać się smutnym rozmowom telefonicznym, z jej chłopakiem i następnie ojcem. Kilka stron dalej jesteśmy świadkami jeszcze jednej rozmowy telefonicznej, tym razem Larry dzwoniący z deszczowego Nowego Jorku do Los Angeles. Kapitan Trips dotarł już także na wschodnie wybrzeże… Następnie znajdujemy się w areszcie w Phoenix, gdzie trafił Lloyd. Dość szybko i ostro zostaje on sprowadzony do parteru przez prawnika przyznanego mu z urzędu. W mig przemienia się z chojraka w przestraszonego i podporządkowanego chłopca. Wracamy do Shoyo, gdzie Nick odbywa rozmowę z doktorem na temat sytuacji w miasteczku. Osadzeni więźniowie natomiast chyba już nie będą mu sprawiali problemów… Kolejne spotkanie u Larrego nie należy do przyjemnych. Muzyk bezradnie usiłuje ratować umierającą matkę. I walczyć z własnymi myślami, których nienawidzi. I kolejna dołująca scena, tym razem rozmowa o umierającej mamie Frannie z ojcem. I na koniec wizytujemy bazę Projektu Blue. Zdymisjonowany przez prezydenta generał Starkey przekazuje dowództwo Creightonowi, idzie do kafeterii, wyjmuje broń i wkłada sobie lufę do ust…
W tym samym czasie w innym miejscu godzinę przed świtem drogą U.S. 51. podąża Randall Flagg, mroczny mężczyzna. Roześmiany, zadowolony z udanej nocy…

Po odrobinę słabszym od poprzedników numerze #3, mamy znów bardzo dobry zeszyt. Może nie jest tak intensywny jak dwa pierwsze ale tutaj wygrywa atmosfera i klimat. Wrażenie robią naprawdę przygnębiające i wzruszające sceny, poważne i smutne rozmowy. Dodatkowo część wydarzeń ma miejsce nocą w okowach deszczu. Od strony technicznej zeszyt prezentuje się bardzo ciekawie, kadry są bardzo zróżnicowane, rysunki bardzo dobre. Szczególnie podobały mi się ilustracje z deszczem, strony przedstawiające rozmowę telefoniczną Larrego z Arlene poprzez odpowiednio dobraną kolorystykę (na przemian zimny, wietrzny i mokry Nowy Jork i ciepłe wnętrze klubu w Los Angeles) budują znakomitą oprawę. Podobnie jest ze sceną przed domem Frannie, zmoknięte i zrozpaczone postacie mogą przybić czytelnika. Moją uwagę zwróciły też teksty opisujące bieżące wydarzenia, budują one dodatkowo ten specyficzny klimat komiksu.

Wysoki poziom dodatków pozostał w tym projekcie już chyba na stałe. Tym razem mamy coś zupełnie nowego. Opis kilku potężnych plag i chorób, które na przestrzeni wieków zbierały swoje żniwo na świecie. Od Czarnej Śmierci z lat 1330 – 1350 po Ptasią Grypę z czasów obecnych. Następnie możemy poznownie przyjrzeć się bardzo dokładnie powstawaniu konkretnych stron komiksu, od scenariusza do efektu finalnego. Obejrzeć możemy też kolejne etapy powstawania jednej z limitowanych okładek oraz zapowiedź zeszytu #5, ponownie za pośrednictwem szkiców a nie ostatecznych ilustracji. Ponownie muszę powiedzieć, że to genialny pomysł twórców.

Czwarty zeszyt uważam za bardzo udany z najlepszym jak dotąd kimatem. Rysunki i kolorystyka cały czas trzymają bardzo dobry poziom, kadrowanie poprawiło się już maksymalnie, więcej nie ma co zmieniać. Niecierpliwie oczekuję kolejnego numeru, w którym wreszcie przyjrzymy się z bliska Randallowi Flaggowi.

Autor: nocny
Data: 05.11.2008

Inne okładki

wariant limitowany 1:25
Mike Perkins
wariant limitowany 1:75
Lee Bermejo