The Stand: Captain Trips #2

The Stand - Captain Trips - 02Opis

Kontynuacja epickiego horroru Stephena Kinga, w którym niewidzialny morderca, supergrypa Kapitan Trips, rozprzestrzeniając się na cały kraj zbiera żniwa śmierci. W międzyczasie, w Atlancie, w Centrum Chorób Zakaźnych, rząd USA szczególnie zainteresował się przypadkiem Stuarta Redmana, który wydaje się być jedyną osobą odporną na infekcję Kapitana Tripsa. Są zdeterminowani by odkryć dlaczego tak jest – z lub bez współpracy Stu. I co znaczą powtarzające się jego sny o mrocznym człowieku stojącym na polu kukurydzy? Dodatkowo: Frannie Goldsmith i jej ojciec! Larry Underwood w Nowym Jorku! I Nick Andros obierający złą drogę w Shoyo, Arkansas!

Informacje

  • okładka: Lee Bermejo
  • Ilustracje: Mike Perkins, Laura Martin
  • scenariusz: Roberto Aguirre-Sacasa
  • liczba stron: 32
  • data wydania: październik 2008

Dodatki

  • San Diego Comic-Con 2008 (wywiad z Roberto Aguirre-Sacasa)
  • Sketchbook (Nick, Making of a Cover)
  • Captain Trips #3 – okładka

 

Plansze

Recenzja

Zachwycony pierwszą odsłoną tego projektu czekałem strasznie ciągnący się miesiąc na zeszyt #2. Wreszcie jest, znów mogę cieszyć się opowieścią, w której Kapitan Trips kontynuuje podróż po Stanach Zjednoczonych. Znakomita ilustracja okładkowa tylko wzmogła moje podekscytowanie natychmiast wręcz zasiadłem do lektury.

Zeszyt drugi zaczynamy od wizyty w nowym dla nas miejscu, w kwaterze głównej Prejktu Blue. Tam generał Bill Starkey obserwuje tragiczne skutki jakie wywołał wirus na pracownikach militarnego obiektu umieszczonego gdzieś na pustyni. Zaraz potem autorzy komiksu przedstawili swoją wersję moim zdaniem najlepszego fragmentu jaki napisał w swoim życiu Stephen King. Gdy czytałem powieść ‚Bastion’ poraz pierwszy, opis rozprzestrzeniania się wirusa z człowieka na człowieka zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, byłem nim tak urzeczony, że po skończeniu przeczytałem go ponownie. Właśnie ten fragment zapamiętałem z tej książki (która ma ponad 1300 stron) najbardziej, ale raczej nie samą treść a właśnie wrażenie jakie na mnie wywarł. Co ciekawe, czekając na komiks nie pomyślałem o tym fragmencie, nie spodziewałem się go. Twórcy mnie jednak miło zaskoczyli i o to dwie kolejne strony omawianego zeszytu przedstawiają wędrówkę Tripsa poczynając od Joe Brentwooda, kuzyna Billa Hapscomba. Scenarzysta świetnie to opisał, używając czasem czarnego humoru a świetny końcowy efekt dopełniły rysunki i ciekawy efekt kropli krwi na obu stronach.
Następnie przenosimy się do Stu Redmana, który jest już zamknięty w ośrdoku chorób i wyraża swe nieposłuszeństwo wobec lekarzy. Mamy też scenę rozmowy z Frannie Goldsmith i jej ojcem w domowym ogrodzie aż wreszcie poznajemy nową postać, Nicka Androsa. Ten głuchoniemy chłopak wpada w tarapaty i kończy poważnie pobity w celi aresztu. Nie mogło zabraknąć jeszcze wizyty u Larrego Underwooda, tutaj mamy zabawną scenę z jego kolejną przygodnie spotkaną i szybko porzuconą dziewczyną. Kolejne strony komiksu to powrót do rozpoczętych wcześniej wątków, czyli Nick w areszcie i Stu w ośrodku. Zeszyt #2 kończy się sceną snu Redmana, w którym pojawia się Randall Flagg, czyli osoba, na którą chyba wszyscy czekaliśmy najbardziej. Muszę przyznać, że postać Człowieka bez twarzy zrobiła na mnie wrażenie, świetny kadr.

O stronie „technicznej” tego projektu napisałem dużo przy okazji recenzowania zeszytu #1. Wiele dodać już się nie da, poziom rysunków pozostał równie wysoki. Tym razem jednak mniej mamy kadrów panoramicznych, jest większa różnorodność, także kolejny plus. Dodatkowo dostajemy kilka „fajnych” efektów, jak ten z kroplami krwi, czy utratą przytomności przez Nicka (rysunek robi się rozmazany). Powtórzę więc, wizualnie ‚The Stand’ wygląda znakomicie.

Skarżyłem się przy poprzedniej recenzji na dodatki. Tym razem w pełni świadom, że w tym projekcie stanowią one absolutne minimum, nie czekałem na nie praktycznie wcale. Odnotować jednak należy co dostajemy: 2 strony wywiadu z Roberto Aguirre-Sacasą (znany ze strony Marvel.com) i 2 strony sketchbooka (znane ze Sketchbooka).

Postanowiłem więc wystawiać oceny temu projektowi tylko i wyłącznie za część główną jako, że to 98% całości komiksu. A ta zasługuje u mnie na oceną maksymalną. Nie widzę, żadnych minusów, niedoróbek, braków czy zaniedbań. Jest tak jak być powinno. Czekam na kolejne zaszyty, tym razem spodziewam się poznać Matkę Abigail.

Autor: nocny
Data: 05.10.2008

Inne okładki

wariant limitowany 1:25
Mike Perkins
wariant limitowany 1:75
Lee Bermejo