The Stand: Captain Trips #1

The Stand - Captain Trips - 01Opis

Tak to się zaczyna: apokaliptyczna, epicka bitwa pomiędzy dobrem a złem oparta na klasycznym bestsellerze mistrza horroru Stephena Kinga! W tajnej bazie wojskowej na pustyni w Kalifornii coś poszło strasznie, szalenie źle. Coś, co sprawi, że Charlie Campion wraz z żoną i córką uciekną w środku nocy. Niestety dla rodziny Campionów – i reszty Ameryki – nie są oni świadomi śmiertelnego ładunku jaki ze sobą wiozą: wirusa, który rozprzestrzenia się z jednej osoby do drugiej w niesamowitym tempie, wywołując potężną falę chorób i śmierci, będącą początkiem ostatniego bastionu ludzi! Swoje siły w tym pierwszym rozdziale kolejnego, wspaniałego wydarzenia związanego ze Stephenem Kngiem łączą scenarzysta Roberto Aguirre-Sacasa („Secret Invasion: Fantastic Four”), oraz artysta Mike Perkins („Kapitan Ameryka”).

Informacje

  • okładka: Lee Bermejo
  • Ilustracje: Mike Perkins, Laura Martin
  • scenariusz: Roberto Aguirre-Sacasa
  • liczba stron: 32
  • data wydania: wrzesień 2008

Dodatki

  • Sketchbook (Stu, Frannie, Larry)
  • Captain Trips #2 – okładka

 

Plansze

Recenzja

Komiksowa ‚Mroczna Wieża’ otworzyła nowy rozdział w fabryce Stephena Kinga. To ogromna nowa przestrzeń do zagospodarowania. Piewsza współpraca Kinga z Marvelem okazała się wielkim sukcesem, kontynuacja nie powinna więc szczególnie zaskakiwać. Osobiście, mimo, że moja pierwsza reakcja na komiksową ‚Mroczną Wieżę’ nie była szczególnie pozytywna, bardzo liczyłem na przeniesienie kolejnych tekstów Stephena na komiksowe obrazki. Nie dość, że szybko to życzenie się spełniło, to jeszcze King wybrał do tego celu ‚Bastion’, w mojej ocenie swoją najlepszą książkę.Najdłuższa w dorobku naszego drogiego pisarza powieść to temat idealny do zobrazowania. To współczesna Ameryka, w której umiera 99% mieszkańców a ci, którzy przeżyli podróżują przez kraj pełen trupów i pustki by stworzyć dwie przeciwstawne sobie grupy, na których czele stają tajemnicze postacie o wyraźnie nadludzkich mocach. Między innymi za to tak lubię mini-serial Kinga i Garrisa, te budynki pełne trupów, opustoszałe miaseczka, czy zatarasowane skrzyżowania w wielkich miastach. Z drugiej strony fascynuje liczba głównych bohaterów, każdy jest pełnokrwisty, ze swoją przeszłością, z wyraźnymi cechami charakteru. Ilość postaci tworzy wątki poboczne, jest więc dużo, ciekawie i rozmaicie. Nic tylko rysować 🙂

A za rysowanie wziął się pan Mike Perkins, którego szkice pokolorowała pani Laura Martin. Duet ten wykreował coś całkowicie innego niż panowie Lee i Isanove w ‚The Dark Tower’. Akcja ‚Bastionu’ rozgrywa się tu i teraz, trudno więc by Perkins mógł sobie pozwolić na puszczenie wodzy fantazji, musiał po prostu narysować rzeczywistość amerykańskich miast i wsi. Akcja ma miejsce w roku 1990 i genialnie to artyści uchwycili. Komiks absolutnie nie wygląda na produkcję z roku 2008. Ilustracje bardzo przypominają mi stare komiksy, widzę nawet jakieś powiązanie z ‚Opowieściami makabrycznymi. Prostota ale i dokładność plus stonowana kolorystyka stworzyły szczególny klimat, autorom znakomicie udało się wychwycić atmosferę. Osobiście właśnie takie komiksy lubię najbardziej, także ten projekt wstrzelił się w moje gusta idealnie. Do tego dochodzą jeszcze wiernie oddane „rekwizyty”, samochody, meble, radiomagnetofon… po prostu przenosimy się w czasie o 18 lat.

‚The Stand’ jest bardziej urozmaicony pod względem plansz niż jego poprzednik, ‚The Dark Tower’. Uniwersum wieżowe przedstawiono za pomocą praktycznie wyłącznie kadrów panoramicznych. Było to dość nietypowe zagranie, przygniatająca większość komiksów robiona jest w sposób tradycyjny. Może ta „innowacja” była atrakcyjna ale też narzucała wiele ograniczeń. ‚Bastion’ kontynuuje pomysł z kadrami panoramicznymi jednak na szczęście są one tylko częścią składową całości. Znajdziemy tu bowiem także kadry podzielone na pół, na kilka małych obrazków oraz całe strony z nachodzącymi się na siebie ilustracjami. By jednak być dokładnym trzeba powiedzieć wyraźnie, że dominuje mimo wszystko panorama. Nie razi mnie to jednak tak jak raziło w ‚Wieży’, tutaj bowiem na rysunkach dzieje się o wiele więcej, są bardziej szczegółowe i przez to atrakcyjniejsze.

Drugą najważniejszą kwestią do omówienia jest treść. Scenarzysta Roberto Aguirre-Sacasa w zasadzie nie miał trudnego zadania. Celem twórców było jak najwierniejsze przetransportowanie powieści do komiksu. Roberto po prostu wybrał wszystkie ważne fragmenty akcji, z dbałością dobrał dialogi i gotowe. ‚Bastion’ jest tak ogromnym kufrem wydarzeń i postacii, że nie sposób jest wziąć z niego wszystkiego i przedstawić tak dokładnie jak zrobił to King w książce. Jednak w #1 zeszycie mamy świetnie wybrane i streszczone momenty, które popychają akcję do przodu. Dodatkowo akcja przenosi nas z miejsca na miejsce co kilka stron co nadaje opowieści dynamizmu. Spotykamy Stu Redmana na stacji benzynowej, na której rozbija się zarażony Campion. Już po chwili przyglądamy się Frannie, która nad morzem wyznaje chłopakowi, że jest w ciąży. Szybko wracamy na stację by 4 strony później poznać Larrego w Nowym Jorku. Tutaj zostajemy chwilę dłużej a następnie trafiamy do Norma, jednego z obecnych przy wypadku uciekiniera zarażonego Tripsem. Wirus zaczyna właśnie działać. Na koniec znów obserwujemy wydarzenia na stacji a stację obserwuje czarny kruk…

Na koniec zrecenzować trzeba dodatki. To był jeden z dużych plusów ‚The Dark Tower’ – były opowiadania zgłębiające Świat Pośredni, charakterystyki postaci, historia miast, rodów, były szkice, niewykorzystane rysunki, pokazano proces tworzenia konkretnych stron, zupełnie nowe ilustracje, mapy, wypowiedzi twórców. Było bogato. W ‚The Stand’ duże rozczarowanie. W pierwszym zeszycie mamy 4 strony, i to zawierające fragment wydanego wcześniej Sketchbooka. Nic nowego czyli nic ciekawego. Ale przede wszystkim – 4 strony? Nie marudziłbym ani chwili gdyby odebrano strony dodatkom na rzecz właściwego komiksu, jednak tutaj poprostu odchudzono zeszyt o 16 stron! Duże rozczarowanie. Właściwie nie spodziewam się w tej serii dodatków bo co miałoby nimi być? To jednak zupełnie coś innego niż całkowicie wymyślony świat ‚Mrocznej Wieży’, poza techniczymi aspektami powstawania komiksu sam nie wiem co chciałbym tu zastać. Dlatego uważam, że poprostu komiks powinień trwać dłużej, mieć więcej stron w ramach rekompensaty za brak dodatków.

Jednak nie dodatki są tu najważniejsze a własciwa część czyli historia i sposób jej przedstawienia. Tutaj śmiało mogę wystawić ocenę maksymalną, nie mam żadnych zastrzeżeń, podoba mi się wszystko. Polecam komiks każdemu, i tym którzy powieści nie znają, dostaną poprostu znakomitą historyjkę komiksową, ale i tym, którzy treść książki poznali, warto bowiem przenieść się w ten rysunkowy świat i się nim cieszyć. Jest czym.

Autor: nocny
Data: 10.09.2008

Inne okładki

wariant limitowany 1:25
Mike Perkins
wariant limitowany 1:75
Lee Bermejo
wariant limitowany
Mike Perkins