The Dark Tower: The Man in Black #4

The Dark Tower The Gunslinger The Man in Black 04Opis

Ostateczna potyczka Rolanda i Jake’a z człowiekiem w czerni. Mroczna Wieża przybliża się, a Roland przygotowuje się do spotkania swojego przeznaczenia… Ale czy jest na to gotów? Czy Roland zrobi to co będzie potrzebne by odnaleźć Mroczną Wieżę? Nawet jeżeli oznacza to poświęcenie Jake’a?

Informacje

  • okładka: Alex Maleev, Richard Isanove
  • Ilustracje: Alex Maleev, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 32
  • data wydania: wrzesień 2012

Dodatki

  • „These Are Other Worlds Than These” – Robin Furth
  • Art evolution from script to color
  • Szkicowana okładka zeszytu #4

 

Plansze

Recenzja

Poprzedni zeszyt ostatniej pełnej serii komiksu ‚The Gunslinger’ skrytykowałem za dłużyzny, nudę i niepotrzebny cliffhanger. Jak się okazało wraz z rozpoczeciem lektury kolejnego rozdziału, był to ten najgorszy rodzaj cliffhangerów. Na ostatnim rysunku #3 Jake wpada do kingowej wersji tolkienowskich Martwych Bagien, z których zostaje wyciagnięty przez Rolanda na pierwszym kadrze z #4. Bez żadnych konsekwencji dla przyszłych wydarzeń. Zeszyt #4 jest jednak sporym krokiem w dobrym kierunku i po trzech monotonnych i często nudnych częściach, w których śledziliśmy podziemną wedrówkę bohaterów w najnowszej odsłonie akcja przyspiesza i szybkim krokiem zmierza ku finałowi.

Na wejsciu wita nas grafika będąca nową wersją znanej juz okładki z ‚The Way Station #2’. Oczywiście jest to zupełnie inaczej wykadrowany i całkowicie nowy rysunek, ale to nadal ta sama scena i bardzo podobna okładka co może być mylące dla kogoś kto śledzi ten produkt z boku. Choć jest to też ciekawy zabieg gdy początek i koniec komiksowej historii tego bohatera ozdobiony jest dwoma wersjami tego samego rysunku.

Cały zeszyt jest natomiast dość wierną adaptacją książkowego pierwowzoru. Zaczynamy od sceny, w której Jake postanawia zrezygnować z dalszej wedrówki. Wariację tej sceny mieliśmy już w pierwszym zeszycie serii i wtedy rozpisywałem się o zmianach na linii komiks-książka, sądząc, że jest to alternatywna wersja książkowych wydarzeń. Z obecnego punktu widzenia muszę przyznać, że ten zabieg nawet mi się podobał. Najpierw dostaliśmy odwrócenie oryginalnej sceny, kiedy to Roland opuścił chłopca, a na koniec, w ostatnim desperackim zrywie to Jake chciał odejść. Obie próby skończyły się niepowodzeniem, a przeznaczenie popchnęło naszych bohaterów na ostatnią póki co ścieżkę. Reszta komiksu, a jest to zdecydowanie jego większa część, rozgrywa się na moście. Niby też jest monotonnie ale jednak rysownik zadbał o to by poszczególne kadry były różnorodne a sam King i scenarzyści uraczyli nas świetną oprawą fabularną. Do tego dochodzi nowa, jasna, ładna sceneria będąca świeżą odskocznią od ciągłej ciemności. I wreszcie na deser mamy człowieka w czerni, koniec wędrówki Jake’a i gorzki, smutny finał, stanowiący otwarcie do wydarzeń, na które chyba wszyscy czekali najbardziej.

W części z dodatkami ponownie czeka na nas standardowy niegdyś tekst Robin o swiecie ‚Mrocznej Wieży’. Tym razem jako tytuł posłużył najsłynnieszy cytat z sagi – „There Are Other Worlds Than These” – zdanie, które pada oczywiście także w samym komiksie. Robin porusza w nim temat równoległych światów i drzwi, które do nich prowadzą, opisując zagadnienie na przykładzie kolejnych książkowych tomów. Dla stałych czytelników nie ma tu nic odkrywczego, dla tych, którzy ograniczają sie tylko do komiksowej wersji będzie to kilka ciekawostek i spoilerów z pierwowzoru.

Wstep do finału oceniam pozytywnie. W zeszytcie #4 wrszcie darowano sobie zbędne wypychacze, ograniczono do minimum idiotyczne „dowcipne” kwestie Jake’a. Zmienia się sceneria, zmienia sie klimat. Jest lepiej. Komiks świetnie wprowadza nas w nadchodzące wydarzenia i z niecierpliwością czekam na finał tej historii.

Autor: Mando
Data: 17.05.2014