The Dark Tower: The Man in Black #2

The Dark Tower The Gunslinger The Man in Black 02Opis

Życie młodego Jake’a zostaje zagrożone w tunelach. Czy Roland będzie w stanie go ocalić? Podczas gdy zdradzieckie czyny człowieka w czerni przybierają na sile, Roland musi dokonać największego poświęcenia w swoim życiu. Trwa odurzająca podróż Rolanda ku Mrocznej Wieży.

Informacje

  • okładka: Alex Maleev, Richard Isanove
  • Ilustracje: Alex Maleev, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 32
  • data wydania: lipiec 2012

Dodatki

  • „Between the Pages” – Robin Furth
  • Art Evolution from Script to Color
  • Szkicowana okładka zeszytu #2

 

Plansze

Recenzja

Kilkumiesięczna przerwa w czytaniu komiksów ‚Mroczna Wieża’ spowodowała, że zapomniałem jak strasznie lubiłem ten proces dawkowania sobie przyjemności, śledzenia historii w małych fragmentach, porównywania z książkami, kartkowania, przeczesywania cyklu w poszukiwaniu skrawków informacji przemyconych do komiksów i spisywania moich przemyśleń po każdym kolejnym zeszycie. Ledwie zdążyłem zanotować swoje mądrości na temat pierwszego rozdziału serii ‚Man in Black’, gdy chwilę później drugi zeszyt przetasował całkowicie moje prognozy na temat dalszego jej rozwoju.

Cała moja analiza selekcji wydarzeń z rozdziału ‚Powolne mutanty’ szybko okazała się błędną. Autorzy komiksów przenoszą wszystkie wydarzenia z książki, zaburzając jedynie ich kolejność. W drugim zeszycie bohaterowie razem wracają na szlak, a Robin Furth przedstawia Rolanda takiego jakim w książkach staje się dopiero na etapie trzeciego tomu, po ponownym uratowaniu chłopca. Rolanda czułego i martwiącego się o Jake’a, co jest ciekawym zagraniem jeśli potraktujemy ten komiks jako którąś z kolei linię czasową, ale w takim wypadku nie bardzo rysuje mi się przyszłość, w której chłopiec zostanie poświęcony na moście i obawiam się czy Robin nie za bardzo weźmie sobie do serca rolę nowego twórcy Wieży, który przedstawia nam wydarzenia równoległe. Roland opowiada Jeke’owi o Promieniach i Mrocznej Wieży, kreśląc na ziemi identyczny rysunek, który w ‚Ziemiach jałowych’ wykona dla Eddiego i Susannah. Następnie opowiada mu historię ze swojej młodości. W poprzedniej recenzji napisałem o tym, że wszystkie opowieści Rolanda doczekały się już komiksowej adaptacji, ale oczywiście został jeszcze bal, Kotylion Nocy Zasiewów. I tutaj pojawia się duży zgrzyt, bo Robin postanowiła przenieść te wydarzenia nieco bardziej w przeszłość. Zapewne chcąc zacisnąć więzi między Rolandem, a Jake’m, cofamy się do dzieciństwa rewolwerowca, gdy ten wraz z przyjaciółmi podgląda uczestników balu i widzi taniec matki z Martenem, odgadując wszystkie podteksty jakie się za nim kryją. W książce nie ma wyraźnie podanych ram czasowych, ale zarówno w ‚Czarnoksiężniku i krysztale’ jak i w drugim zeszycie ‚Narodzin rewolwerowca’, ojciec Rolanda szepcze do syna „Wiem o tym od dwóch lat”, co kłóci się trochę z tak mocno oddaloną w czasie retrospekcją. Zresztą nawet jesli założyć, że to rozgrywa się 2 lata wcześniej, podczas których Roland nadzywczaj szybko rozwinął się fizycznie, to co z porywczością młodzieńca, który kilka lat później da się złapać w pułapkę zastawioną przez Martena, i gdy tylko dowie się o zdradzie matki, rzuci wyzwanie Cortowi. Trochę to dziwne w przypadku gdy chłopiec wie o zdradzie od lat… no chyba, że znów wygodnie wytłumaczymy wszystko nową linią czasową. Tylko jaki jest cel tych zmian?

W końcówce zeszytu bohaterowie odnajdują drezynę i zostają zaatakowani przez powolne mutanty, czyli przełożono jednak wszystkie wydarzenia, które w poprzedniej recenzji spisałem już na straty. Ciekawym zabiegiem jest natomiast pokazanie ataku mutantów od zaplecza. Okazuje się, że zanim ośmielili się oni podnieść rękę na wędrowców, zapytali o zgodę człowieka w czerni, a ten dał aprobatę tylko na zabicie chłopca. Niestety sama postać Jake’a staje się strasznie denerwująca, na co zwróciłem już uwagę w poprzedniej recenzji, ale teraz zaczyna to powoli przekraczać akceptowalne granice. Niemal każda kwestia jaką wypowiada komiksowy Jake Chambers jest irytująca i głupia. Mam nadzieję, że kreacja tego bohatera nie zacznie psuć bardzo dobrze zapowiadającej się serii.

W poprzedniej recenzji nie byłem jeszcze do końca przekonany w kwestii nowego rysownika. Drugi zeszyt utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to najlepsza wizualnie seria od czasu odejścia Jae Lee. Komiks ten jest dodatkowo urozmaicony retrospekcją, której Maleev i Isanove nadają zupełnie inny, niespotykany dotąd styl. To jest zagranie, do którego ten rysownik przyzwyczaił nas już w komiksie ‚N.’, gdzie historia prezentowana z różnych punktów widzenia, zmieniała się wizualnie, przy jednoczesnym zachowaniu charakterystycznego stylu autora. W drugim zeszycie nadal przeważa bardzo ciemna kolorystyka, ale jest zdecydowanie mniej niechlujnych rysunków i całość dostarcza przyjemnych wrażeń dla oka.

Część z dodatkami tym razem nie przynosi żadnych rewelacji. Robin Furth, w artykule pt. ‚Between the Pages’, kontynuuje swoją relację na temat tego co postanowiła zmienić w stosunku z oryginałem książkowym. I tak jak jej poprzednia publicystyka bardzo mi się podobała, bo autorka odważnie powiedziała, że tworzy w komiksie nową linię czasową, tak tym razem mam wrażenie, że Robin zaczyna galopować i za bardzo bawić się w twórcę, wprowadzając zmiany bez potrzeby i bez uzasadnienia, na zasadzie „zmieniam, bo mogę”. Plusem tych tekstów jest fakt, że ilustrująca je Stephanie Hans może pozwolić sobie na zobrazowanie wydarzeń i bohaterów znanych z książek, a odgadywanie jaką scenę przedstawia dany rysunek, jest czasem nie lada zagadką nawet dla fanatyka.

Po dwóch zeszytach mogę nadal z czystym sumieniem napisać, że jestem zadowolony z tej serii. Moje oczekiwania odnośnie komiksu i podejście do niego, mocno zmieniło się na przełomie tych 6 lat i możliwe, że kiedyś dużo bardziej krytykowałbym te wszystkie zmiany, ale na chwilę obecną kupuję je i póki co seria ‚Man in Black’ dostarcza mi nadal sporo przyjemności.

Autor: Mando
Data: 21.01.2013