The Dark Tower: Battle of Jericho Hill #1

The Dark Tower Battle of Jericho Hill 01Opis

Początek śmiałego, nowego rozdziału przedstawiającego Rolanda Deschain i jego oblężone ka-tet w ucieczce, która jest następstwem całkowitego zniszczenia ich ukochanego miasta Gilead! A gdy takie miejsce jak Gilead upada, filary rzeczywistości – sześć promieni wspólnie utrzymujących wszelkie istnienie – zaczynają się kruszyć. Bliski jest szatański plan Karmazynowego Króla, aby wszelkie istnienie przywrócić do stanu pierwotnego.

Informacje

  • okładka: Jae Lee, Richard Isanove
  • Ilustracje: Jae Lee, Richard Isanove
  • scenariusz: Peter David, Robin Furth
  • liczba stron: 40
  • data wydania: listopad 2009

Dodatki

  • „The Road to Jericho Hill” – Robin Furth
  • Sketchbook
  • zwiastun szkicowy „Battle of Jericho Hill” #2

 

Plansze

Recenzja

Dokładniejszy opis bitwy pod Wzgórzem Jericho to chyba wydarzenie najbardziej oczekiwane przez fanów sagi. Gdy w 2005 r. pojawiła się pierwsza informacja o planowanej komiksowej adaptacji ‚Mrocznej Wieży’, która poruszać miała wątek młodych lat Rolanda, najczęściej powtarzanymi słowami na forach internetowych było właśnie „Wzgórze Jericho”. Pierwszy ochłap na temat tego wydarzenia King rzucił już nam w 2003 r. przy okazji powrotu do serii książką ‚Wilki z Calla’. O tej (jednej z najważniejszych dla losów Świata Pośredniego) bitwie wspomniał jeszcze w ostatnim tomie cyklu, ale nadal były to tylko poszarpane urywki większej całości. Komiksowa seria ‚The Dark Tower’ odpowiedziała nam już na wiele pytań związanych z sagą. Wiemy w jaki sposób chłopcy powrócili z Mejis, poznaliśmy okoliczności śmierci wielu książkowych postaci, aż wreszcie uczestniczyliśmy w ostatecznym upadku Gilead. Teraz przyszedł czas by odpowiedzieć na ostatnie pytanie. Pierwszy wielki rozdział ‚The Dark Tower’ nieubłaganie zmierza ku końcowi i trzeba zaznaczyć, że już od samego początku mocno zaskakuje.Po pierwsze bardzo cieszy powrót głównego rysownika serii. Jae Lee był wielokrotnie krytykowany, ale po 6-zeszytowej przerwie chłonąłem go jak gąbka. Nawet wielkie dwustronnicowe kadry, które kiedyś niezbyt chętnie odbierałem, teraz niesamowicie cieszą oko. Największe zaskoczenie czeka nas jednak od strony scenariusza. Otóż akcja przeskakuje aż o 9 lat w przód, choć w tym zeszycie tylko wstęp zapowiada nam tę zmianę, a większość komiksu stanowi retrospekcja z wydarzeń mających miejsce po ostatniej bitwie o Gilead. Na pierwszy rzut oka jest to najspokojniejszy jak do tej pory zeszyt. Prawie połowa komiksu to wizualizacja ruin Świata Pośredniego, a druga część ogranicza się do rozmowy ocalałych. Mimo tej „sielanki”, pierwszy zeszyt ‚Battle of Jericho Hill’ to po prostu esencja ‚Mrocznej Wieży’. Z komiksu emanuje cała epickość tej sagi i choć teoretycznie nic się nie dzieje, zeszyt czyta się po prostu z zapartym tchem. Wreszcie mamy otwarcie powiedziane w jakim kierunku ruszą teraz rewolwerowcy. Są rozmowy zarówno o Promieniach (wizja Sheemiego jest po prostu niesamowita) jak i o samej Mrocznej Wieży. Nie potrafię tylko zdecydować się jak ocenić zakończenie zeszytu. Z jednej strony jest to kapitalny żart, który naprawdę rozkłada na łopatki, z drugiej jednak, jest on raczej nie na miejscu i chyba trochę psuje wrażenie po komiksie.Dodatki tradycyjnie zaczynamy od tekstu Robin, który niestety tak jak w poprzedniej serii nie jest opowiadaniem. Cieszy natomiast fakt, że mimo odciążenia Richarda Isanove, ten punkt programu nadal ilustruje Dennis Calero. Rysunki są dobre, a dodatkowo miło mi, że miałem okazję zobaczyć Generała Grissoma (postać, która staje się powoli moim komiksowym ulubieńcem) w interpretacji kolejnego rysownika. Dalej dostajemy szkicownik, a w nim: najpierw 2 strony po 4 miniaturki, potem 2 strony w całości, 2 strony z jednym wielkim kadrem oraz szkic okładki. Na koniec bonus w postaci genialnych szkiców z kolejnego zeszytu. Strony otwierające robią piorunujące wrażenie nawet w takiej postaci, a zatem w kolorze i ostatecznej wersji to będzie musiało zwalać z nóg!’Battle of Jericho Hill #1′ przypomniał mi za co kocham ‚Mroczną Wieżę’ i za co kocham ten komiks. Otwarcie nowej serii przerosło moje oczekiwania i choć strasznie smutno mi, że pewien rozdział zbliża się ku końcowi, to zagryzam palce wypatrując kolejnych części tej historii. Zeszyty z tej serii stały się jednymi z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie wydarzeń. Powtarzam to po raz n-ty: „Uważasz się za fana ‚Mrocznej Wieży’? Nie czytasz komiksów dlatego, że cię nie stać lub twój angielski ci na to nie pozwala? To rozumiem. Nie czytasz z innych powodów? To znaczy, że nie jesteś fanem!”. Droga do Mrocznej Wieży zaczyna się tu i teraz! No może jeszcze nie teraz tylko zaraz po tym jak… a zresztą sami przeczytajcie. Naprawdę warto.

Autor: Mando
Data: 19.01.2010

Inne okładki

wariant limitowany 1:25
Brandon Peterson