Popsy

PopsyOpis

Sheridan był dobrym człowiekiem. Miał tylko jeden problem… karty. Długi karciane doprowadziły go do Pana Czarodzieja, który zaproponował mu nietypową, ale bardzo opłacalną pracę. Sheridan rozpoczął praktykę porywacza, dostarczając co jakiś czas do Pana Czarodzieja chłopców, których ten zabierał na „piękne wycieczki łodzią”. Pieniędzy było aż nadto by spłacić długi, które tym samym coraz bardziej się powiększały. Sheridan coraz częściej stawał przyparty do muru. Tym razem jednak porwał chłopca innego od wszystkich pozostałych. Dziecko zdaje się skrywać jakąś tajemnice, a tytułowy Popsy okaże się czymś więcej niż tylko niegroźnym dziadkiem.

Informacje

  • Tytuł: J.N. Williamson’s Masques vol. 1 no. 2
  • Ilustracje: Mark Valadez
  • scenariusz: Stephen King
  • liczba stron: 48
  • data wydania: sierpień 1992

Spis treści

Album składa się z trzech historii:

  • Better Then One (Paul Dale Anderson, Pimentel)
  • If You Take My Hand, My Son (Mort Castle, Mark Evans)
  • Popsy (Mark Valadez, Matt Thompson)

 

Plansze

Recenzja

Nie tak dawno temu pisałem podobny tekst o komiksie ‚Stephen King’s Lawnmower Man’. Rozpocząłem go od krótkiego wstępu na temat drobnego wkładu jaki King wniósł w tę gałąź sztuki. O ‚Creepshow’ czy ‚The Dark Tower’ słyszał chyba każdy fan horroru i Kinga. Wspomniany wyżej ‚Lawnmower Man’ to już znacznie mniej znany komiks. Zapewne sporo czytelników Króla słyszało też o tym, że ich pupil napisał kiedyś kilka wstępów do zeszytów wchodzących w skład znanych komiksowych serii. Sądzę jednak, że niewielu jest takich, którym znany jest komiks, umieszczony w drugiej część serii ‚J.N. Williamson’s Masques’. Jest to krótka historyjka stworzona na podstawie opowiadania ‚Popsy’ i przyznam się, że sam jeszcze do niedawna sądziłem, iż jest to jakieś amatorskie, nieoficjalne wydanie. Jako, że zbyt wiele informacji na temat tego zeszytu w internecie nie uświadczymy, wypadałoby w kilku zdaniach nakreślić z czym mamy tutaj do czynienia.

Pierwsze na co trzeba zwrócić uwagę to jakość wydania. Do momentu gdy komiks fizycznie trafił w moje ręce, udało mi się zobaczyć tylko jeden skan tytułowej strony umieszczony w internecie. Widoczne na niej kadry sprawiały wrażenie amatorki i tego samego spodziewałem się po całym zeszycie. Pod tym względem zostałem bardzo miło zaskoczony. Jakość wydania jest naprawdę świetna. Mamy tutaj zwykły komiksowy format, utwardzaną okładkę, a zawartość zeszytu na dobrym jakościowo, kredowym papierze. Zeszyt jest klejony dzięki czemu tytuł zmieścił się na grzbiecie. Całość kolorowa, błyszcząca i bardzo ładna.

Kolejnym plusem jest bardzo dokładne przeniesienie tekstu Kinga na kartki komiksu. Jakimś wielkim fanem tego opowiadania nie jestem, ale też nie mam mu nic konkretnego do zarzucenia. Jest to dość krótki tekst, który czyta się całkiem przyjemnie i dokładnie to samo można powiedzieć o jego komiksowym odpowiedniku. Nie znam się na tworzeniu komiksów, bo i niezbyt często z tą dziedziną rozrywki obcuję, jednak swoim laickim okiem dałem radę dostrzec, że rozkład kadrów jest poprawnie i całkiem fajnie rozplanowany.

Niestety siłą komiksu są ilustracje, a na tym polu ‚Popsy’ leży i kwiczy. Zdarzają się pojedyncze ciekawe rozwiązania, ale całość jest jednak strasznie słaba. Rysunki zbyt często sprawiają wrażenie wykonanych przez uzdolnione dziecko. Postacie są bardzo nienaturalne i widać, że twórca kompletnie nie radzi sobie z uchwyceniem ruchu. Poza tym całość jest strasznie nierówna. Początek historii jest ciemny i jakby bardziej obrobiony komputerowo, a później wszystko staje się strasznie surowe. Sceny w samochodzie (choć to one powinny być najciemniejsze) wyglądają jak naszkicowane kredkami. Niestety dwie pozostałe historie umieszczone w tym tomie są znacznie lepiej wykonane i przerastają ‚Popsy’ o kilka klas, co czyni kingową historię najsłabszą częścią ‚J.N. Williamson’s Masques’.

W podsumowaniu mogę jedynie powtórzyć to co pisałem już w recenzji ‚Stephen King’s Lawnmower Man’. ‚Popsy’ czyta się całkiem dobrze, ale ogląda już bardzo nieprzyjemnie. Pamiętać jednak należy, że ten komiks to już historia, która dawno zniknęła z księgarskich półek. Gdyby ukazało się to w tej chwili, moja ocena byłaby znacznie bardziej krytyczna. Obecnie jednak traktuje to tylko i wyłącznie jako fajną, niedostępną już ciekawostkę, która więcej nie ujrzy światła dziennego i mimo wszystko cieszę się, że co jakiś czas coś takiego powstaje. Naprawdę bardzo wzbogaca to kingową kolekcję.

Autor: Mando
Data: 24.07.2010