Pyrkon 2009

 

Na poznański Pyrkon każdy z nas wybrał się z innych powodów. Jedni głównie dla ‚Star Wars’, inni dla klimatów postapokaliptycznych, jeszcze inni dla zombiaków, czy też polskiej fantastyki. Głównym powodem było jednak ponowne spotkanie z przyjaciółmi, gdyż ostatnio krucho robi się z długimi zjazdami. Do Poznania przyjeżdżaliśmy o różnych porach i w różnych dniach, ale ostatecznie stawiliśmy się w dziewięcioosobowym składzie:

  • Mando
  • nocny
  • Kasia
  • ingo
  • gage
  • szalonaaga
  • CrusheD
  • Linteath
  • Hejzel

Dwoje ostatnich z listy zaoferowało się nas ugościć w podpoznańskiej Mosinie. W piątek przyjechali tylko CrusheD, szalonaaga i gage, a jako że byli na miejscu wieczorem, pominęli konwent i udali się na koncert w Mosińskim Ośrodku Kultury. Niestety pierwszego dnia odbyło się sporo tych najciekawszych prelekcji, które niektórych z nas bardzo interesowały, jednak praca nie pozwoliła nam się stawić już w piątek.

Dnia drugiego jako pierwszy, z samego rana, stawił się Mando. W pojedynkę obejrzał dwie prelekcje gwiezdnowojenne („Erotyka w Star Wars” i „Zbuduj sobie świetlny miecz”), obie ciekawe choć nie powalające. W tym czasie reszta była na spotkaniu autorskim z Jakubem Ćwiekiem. Mando dołączył do niech w kolejce po autograf (z Ćwiekiem nie widzieliśmy się od wyjazdu do Londynu na spotkanie ze Stephenem Kingiem), a potem wrócił na konkurs muzyczny ‚Star Wars’. W międzyczasie do kolejki na Ćwieka dołączyła reszta grupy – Kasia, nocny i ingo.

 

Potem emocje mocno opadły. Przez kilka godzin nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnej prelekcji gdyż jakoś nic nie ocierało się nawet o nasze gusta. Po południu zahaczyliśmy o casting przeprowadzany przez Jakuba Ćwieka do jego przyszłego musicalu, ale początek nie był zachęcający więc ulotniliśmy się dość szybko (choć Kuba potem mówił, że skompletował obsadę). O 16:00 udaliśmy się na „Futurystyczne i fantastyczne wizje przyszłości”, ale prelekcja też nie powalała. Nocny niestety zasnął choć bardziej ze zmęczenia niż nudów. Początek był nawet ciekawy, ale potem dyskusja zeszła na wyjątkowo męczące tory więc opuściliśmy salę. Mando udał się na „Postacie kobiece w Gwiezdnych Wojnach”. Prelekcja była ciekawa, ale pięciogodzinna przerwa w bloku Star Wars nie wpłynęła dobrze na fanów, którzy pewnie już się trochę w międzyczasie „wyluzowali” 🙂 Wystarczy powiedzieć, że publiczność wyjątkowo skutecznie utrudniała prowadzącej. Kasia, nocny i ingo udali się na prelekcję Ćwieka „Gliniarze czyli o golemach słów kilka”. O kingowej godzinie 19:00 wszyscy razem udaliśmy się natomiast na wykład naszych chłopaków – gage’a i Linteatha – „Żywe trupy to my” – i okazało się to najlepszym punktem programu w jakim uczestniczyliśmy podczas tego konwentu. Temat przedstawiony ciekawie i z ogromnym humorem. Trudno powiedzieć jak potraktowali to uczestnicy konwentu (horror jest tam raczej ciekawostką niż normą), ale publiczność reagowała bardzo żywiołowo. Dało się słyszeć same pozytywne opinie, jak również zaobserwować zniesmaczone i obrzydzone miny niewiast… plan został zatem wykonany 🙂 Chłopaki bardzo dobrze rozłożyli materiał na 2 godziny, serwując mocny początek i dobrze stopniując humor. Krótko mówiąc, ubaw po pachy.

 

Na tym zakończyliśmy drugi dzień imprezy i wspólnie udaliśmy się do Mosiny. I choć „Nocny maraton horrorów tandetnych” mocno kusił niektórych z nas, wspólne biesiadowanie przeważyło szale. Na miejscu dołączyli do nas znajomi gospodarzy, Agata i Krzysiek. Wieczór jak zawsze obfitował w niekończące się toasty i głośne dyskusje do rana. Przeczytaliśmy wstępy z książki ‚Stephen King na wielkim ekranie’, której „szczotkę” przywiózł Mando, tradycyjnie nawrzucaliśmy ingowi, że nie był w Londynie (doprowadzając go tym niemal do łez). Ostatnie niedobitki opuściły stół biesiadny o 6:00 nad ranem (plany pokrzyżowała nam trochę zmiana czasu skracając noc o godzinę).

 

Trzeciego dnia wyrwano nas z łóżek o zabójczej godzinie 8:00 rano. Ostatecznie tylko redakcyjna trójka była na tyle silna by dojechać na konkurs z wiedzy o Stephenie Kingu. Był to jedyny „nasz” punkt programu i nie chcieliśmy tego opuścić. Niestety frekwencja była strasznie mała, co początkowo bardzo nas zasmuciło, gdyż dobitnie świadczyło, że w Polsce nie ma fandomu Kinga. Oczywiście na ilość uczestników wpłynęła znacząco wczesna pora, ale 5 osób (szósta wycofała się przy trzecim pytaniu) to żałośnie mało. Dzień wcześniej trochę obawialiśmy się tego konkursu i dlatego planowaliśmy wystąpić w drużynie (Mando jest słaby z opowiadań, nocny ma słabą pamięć, ale w kupie siła:-)). Zresztą każdy z nas wie czego gdzie szukać, ale z mówieniem z pamięci mógł być problem. Niestety ze względu na frekwencję, trzeba było grać osobno co okazało się ostatecznie dość zabawne. Nocny o konkursie chciałby jak najszybciej zapomnieć, a walka o pierwsze miejsce rozegrała się między Mando, a ingo. Ostatecznie wygrał ten drugi, ale o zwycięstwie zadecydowało ostatnie pytanie. Trzecie miejsce zajął Pigus, który jak się potem okazało, był już zarejestrowany na naszym forum.

 

W niedziele odbyło się jeszcze kilka ciekawych prelekcji, ale zmęczeni całym weekendem opuściliśmy poznańską szkołę i udaliśmy się do swoich domów (druga część naszych uczestniczyła jeszcze w wykładzie Łukasza Orbitowskiego). Wyjazd pod kątem spotkania był bardzo udany (choć krótki). Sam konwent natomiast lekko nas rozczarował, choć zaznaczyć wypada, że z przyczyn niezależnych musieliśmy opuścić wiele ciekawych prelekcji. Tak czy inaczej, za rok być może znów się tam pojawimy.