Sztorm stulecia

Opis

Zarygluj drzwi, sprawdź światła, zrób zapasy. Nadchodzi Sztorm stulecia. Zapowiada się prawdziwy horror.

Stephen King ponownie zabiera swoich fanów na granicę grozy, przekraczając ją w makabrycznej historii o niewielkiej społeczności małej wyspy Maine, uwięzionej przez gwałtowny sztorm i przerażające, wszechwiedzące zło. „Dajcie mi to czego chcę, a odejdę”, mówi istota, która każe nazywać się Lingoe.
Imię to kryje w sobie tajemnicę. Podobnie jak żądanie, z którym przychodzi. Mieszkańcy miasteczka są pewni jednego: o ile grube mury miejskiego ratusza są w stanie pomóc im przetrwać nawałnicę, przed wszechogarniającym, potężnym złem, które trwa od zarania dziejów, nic nie jest w stanie ich ochronić.

Twórcy:

  • Reżyseria – Craig R. Baxley
  • Scenariusz – Stephen King

Występują:

  • Mike – Timothy Daly
  • Molly – Debrah Farentino
  • Linoge – Colm Feore
  • Alton ‚Hatch’ Hatcher – Casey Siemaszko
  • Robbie Beals – Jeffrey DeMunn
  • Cat Withers – Julianne Nicholson
  • Ralph Anderson – Dyllan Christopher
  • Ursula Godsoe – Becky Ann Baker
  • Donny Beals – Spencer Breslin
  • Jack Carver – Steve Rankin
  • Pippa Hatcher – Skye McCole Bartusiak

Info:

  • Tytuł oryginalny: Storm of the Century
  • Rok produkcji: 1999
  • Czas: 254 minuty
  • Sposób dystrybucji: telewizyjny

Ciekawostki:

  • Zawartość DVD

 

Galeria zdjęć:

Recenzja

‚Sztorm stulecia’ początkowo miał być powieścią, jednak historia ta nieustannie układała się w głowie Kinga w postaci obrazów z filmu. Tak oto powstał scenariusz genialnego mini-serialu, w którym tkwi dodatkowa siła właśnie dlatego, że nie ma powieści do której można by go porównać. Podobnie jak ‚Lunatycy’ czy ‚Czerwona róża’ jest to historia, którą Król umieścił tylko na taśmie filmowej, a z tej trójki ‚Sztorm stulecia’ jest zdecydowanie najlepszą pozycją. Sam scenariusz ostatecznie trafił na półki księgarni. Wzbogacony o długi wstęp, ukazał się wydany w postaci książki, jednak nadal był to tekst nie różniący się w zasadzie niczym od tego co obserwujemy na ekranie. Niedawno na naszym rynku, dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka, pojawiła się owa książka wydana w przepięknej oprawie. Teraz nadszedł czas na jej filmowego odpowiednika.

Warner Bros Poland jako pierwszy w Europie wydał ten mini-serial na DVD. Dodatkowo (co się chwali) nie skopiował okładki z wydania amerykańskiego, ale zaprezentował polskim odbiorcom zupełnie nową grafikę. Już okładka zdobiąca polskie wydanie VHS była czymś niesamowitym. W przypadku DVD otrzymujemy całkiem inny, jednak równie wspaniały efekt.

Sam film nie jest w Polsce nowością. Kilkakrotnie można było zapoznać się z nim podczas emisji w Telewizji Polskiej. Mimo to, wydanie tego mini-serialu, dla polskich fanów powinno być nie lada wydarzeniem. Takie produkcje na DVD to raczej rzadkość w naszym kraju. W filmie nie ma w zasadzie ani jednego sławnego nazwiska, a na płycie brak dodatków specjalnych. W zamian za to otrzymujemy genialna historię. Czy warto poświęcić na nią te kilkadziesiąt złotych? Moim zdaniem na pewno tak. Dla mnie ‚Sztorm stulecia’ jest jednym z najlepszych filmów reklamowanych nazwiskiem Stephena Kinga.

Nie wiem co takiego ma w sobie ten oraz, ale już od pierwszych minut po prostu przykuwa widza do ekranu. Początkowo obserwujemy zwykłą senna atmosferę małego miasteczka (w tym przypadku wyspy) tak charakterystyczną dla twórczości Kinga. Mieszkańcy Little Tall przygotowują się do odparcia nadciągającej burzy śnieżnej, a my dowiadujemy się, że sztorm będzie najmniejszym z ich zmartwień. Na wyspie pojawia się Andre Linoge, który do znudzenia zdaje się powtarzać jedno zdanie – „Dajcie mi to czego chcę, a odejdę stąd”. Większość filmu wypełnia gra, w którą niespodziewany przybysz bawi się z mieszkańcami wyspy. Ostatecznie doprowadza nas ona do jednego z najlepszych zakończeń jakie wyszły spod pióra Kinga.

Wielu ludzi zarzuca filmowi to, że jest strasznie przewidywalny. Zazwyczaj proponuję im powtórna projekcję. ‚Sztorm stulecia’ to nie jest film, który ma zaskakiwać. Czego chce Linoge można domyślić się już dużo wcześniej. W zasadzie finał końcowego losowania też nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem. W mini-serialu Craiga Baxleya nie chodzi jednak o to czego chce Linoge, tylko o to czy mieszkańcy będą w stanie mu to dać. Końcowe zebranie w sali ratusza to najlepsza rzecz jaką King napisał dla telewizji. Decyzje podjęte przez mieszkańców wzbudzają tak skrajne emocje wśród widzów, że nie raz byłem świadkiem jak dochodziło do ogromnych kłótni. Nawet najwierniejsi fani twórczości Kinga są w stanie wyciągnąć największą artylerię przeciwko sobie, aby tylko przeforsować swoje zdanie. Zakończenie filmu było przyczyną najbardziej zagorzałej i agresywnej dyskusji, jaka miała miejsce na naszym forum, i to jest chyba najlepsza rekomendacja dla tego obrazu. ‚Sztorm stulecia’ oglądałem w najróżniejszym towarzystwie i nawet jeżeli w trakcie widziałem u niektórych objawy znudzenia, to ostatecznie każdy kogo znam był bardzo zadowolony.

Mini-serial obsypany został nagrodami telewizyjnymi jak i samymi nominacjami do wszelkich nagród. Pomijając genialną historie opowiedziana w filmie, uważam, że żadna nominacja nie była przesadzona. Zarówno muzyka, jak i zdjęcia czy aktorstwo są po prostu kapitalne. W zasadzie jedyne do czego można by się przyczepić to efekty specjalne, które raczej nie powalają na ziemię. Poza tym jednym minusem wszystko co związane jest z filmem stoi na najwyższym poziomie.

Wielu ludzi nie lubi kingowych mini-seriali telewizyjnych uważając je za zbyt nudne. Ja sądzę, że tylko w ten sposób można oddać na ekranie choć część klimatu Kinga. Kiedyś miałem okres, w którym przestałem interesować się książkami Króla i to właśnie ‚Sztorm stulecia’ ponownie przekonał mnie do tego pisarza. Gdy pierwszy raz oglądałem film w telewizji czułem się jakbym czytał najlepszą z powieści Kinga. Właśnie za ten klimat i za genialne zakończenie, które niezależnie od tego kim są widzowie, potrafi każdego zmusić do rozmyślań i poważnej dyskusji, kocham ten mini-serial. Bardzo się cieszę, że film wreszcie ukaże się na DVD, gdyż teraz będzie można wracać do niego kiedy tylko najdzie człowieka ochota. Mimo jego długości, ja mogę oglądać go nawet kilka razy pod rząd, co już nie raz czyniłem i teraz pewnie jeszcze nie raz uczynię.

Autor: Mando