Rok 2015 – podsumowanie

nocny: Panowie, minął kolejny rok, jaki spędziliśmy razem ze Stephenem Kingiem. Nadszedł moment by znów zebrać się w zimowy wieczór i podyskutować o wszystkich ważnych wydarzeniach z nim związanych. Wokół tego pisarza zawsze działo się bardzo dużo i było o czym mówić, rok 2015 jednak chyba można zaliczyć do najmniej ciekawego od kiedy wspólnie tworzymy serwis StephenKing.pl. Oczywiście jak zawsze dostaliśmy nowe książki, są też komiksy ale to jest minimum z minimum, to jest taka ilość przy której będziemy kończyli dyskusję gdy w poprzednich latach dopiero się rozkręcaliśmy.

ingo: Chciałoby się rzec, że nie ilość, a jakość się liczy, ale obawiam się, że i pod tym względem rok 2015 może wypaść dosyć blado… W mijającym roku otrzymaliśmy dwie książki Kinga, z czego jedna to kontynuacja różnie przyjętego „Pana Mercedesa” z 2014 roku, a druga to kolejny zbiór opowiadań, czyli teksty, które mogą już być znane fanom pisarza. Biorąc pod uwagę, że już rok temu narzekałem na serię książek o detektywie Hodgesie nie będzie niespodzianką jeżeli stwierdzę, że „Znalezione nie kradzione” to w moim rankingu chyba najsłabsza powieść w dorobku Kinga…

Mando: Według mnie niestety „Znalezione nie kradzione” jest zdecydowanie najsłabszą książką w dorobku Kinga. Narzekałem na „Pana Mercedesa” ale czytało mi się go ogólnie bezboleśnie i raczej szybko. Do tej pory to był aksjomat, że jeśli nawet King wypada słabo fabularnie to zawsze czyta się go mimo wszystko doskonale. Nie ważnie o czym King pisze, ważne jak pisze. W przypadku „Znalezione nie kradzione” po raz pierwszy książkę Kinga czytało mi się źle. Ciągłe zmiany narracji sprawiają, że obcowanie z tą książką jest męczące a nie przyjemne. Dodatkowo ja czytam sporo książek z tego gatunku i niestety King jest w nim co najwyżej przeciętny. Na deser mamy absurdalne zakończenie, które zwiastuje jeszcze większą katastrofę w przyszłym roku. Plusem tej serii jest fakt, że dobrze się ona sprzedaje i jest chyba dobrze przyjmowana przez czytelników, którzy nie pochłaniają Kinga nałogowo. Nie rozumiem tego ale takie wnioski wyciągnąłem po rozmowach z „normalnymi” znajomymi i cieszy mnie to bo nie lubię narzekać na Kinga a tutaj przynajmniej jestem w mniejszości.

nocny: W redakcji jednak to ja jestem w mniejszości bo mam zupełnie inne zdanie o tej książce. Właśnie przez narrację czytało mi się ją świetnie, fabularnie bardzo mnie wciągnęła. Ja ogólnie niestety jestem wolnym czytelnikiem ale w przypadku tej książki poszło jak woda z kranu. Podoba mi się też zakończenie i właśnie przez nie bardzo czekam na ostatni tom. Aczkolwiek mam mocne „ale” do „Znalezione nie kradzione” patrząc już z perspektywy trylogii. Ta książka po prostu nie pasuje do serii, pierwsza jest o Bradym Hartsfieldzie, trzecia będzie o Bradym Hartsfieldzie, a druga to historia kompletnie o czymś innym. To powinna być albo osobna powieść albo mini-powieść w zbiorze.

Mando: Rzeczywiście to jest też lekki minus tej książki. Ona ciekawie łączy się z wydarzeniami z „Pana Mercedesa” (nie tylko postaciami głównej trójki) ale patrząc na całą historię jako spójną całość (tak wiem, na razie to tylko domysły) wydaje się być kompletnie zbędna. Rozwijając moją opinię o książce – pierwsza część jest bardzo dobra. Kingowa, ciekawa, czyta się świetnie, choć jednocześnie te 170 stron tekstu streszcza jeden akapit opisu, który jednak radzę sobie darować bo niepotrzebnie spojleruje „Pana Mercedesa”. W drugiej części na scenę wkraczają znani bohaterowie, narracja książki niczym sinusoida zaczyna zmieniać się z każdym kolejnym rozdziałem. Jeśli komuś to nie przeszkadza (a wiem, że wiele osób nie zwróciło nawet na to uwagi) to czyta się to dobrze bo i akcja galopuje do przodu a całość jest napisana według prostej formuły – kilka wydarzeń dziejących się jednocześnie opisanych naprzemiennie z mnóstwem cliffhangerów. W moim odczuciu King przegrywa również fabularnie bo stworzył historię, która jest ciągiem zbiegów okoliczności, często niestworzonych przypadków, a główni bohaterowie są tam niepotrzebni bo mają w zasadzie zerowy wpływ na rozwój wydarzeń. Są zawsze krok za nimi i podążają tylko po kolejnych tropach. Fabularnie jest to niestety prosta wydmuszka, którą czyta się szybko o ile przymkniemy oko na formę w jakiej jest podana. Po Kingu oczekuję jednak nieco więcej.

ingo: Zgadzam się z większością zarzutów, które przytoczyłeś, więc nie będę już ich powtarzać. Dla mnie jest to po prostu  słaba fabularnie powieść, z nieciekawymi bohaterami i wydająca się niepotrzebnym epizodem większej historii. Do tej oceny należy odjąć  ogólne oczekiwania po twórczości Kinga, których ta książka nie spełnia i otrzymujemy najsłabszy produkt w twórczości autora…

Mando: Kończąc temat „Znalezione nie kradzione” (bo chyba przegadaliśmy nocnego :-)) mam jeden pozytyw. Często porównuję te książki do innych tytułów z tego worka gatunkowego podkreślając, że są one gorsze ale w przeciwieństwie do wielu innych powieści, książki Kinga zostają w pamięci. Przykładem niech będzie taki Harlan Coben, który zapewnia doskonałą rozrywkę ale po miesiącu nic nie zostaje w pamięci, szczególnie gdy przeczyta się jego kolejne tytuły. Od jakichś 7 lat prowadzę archiwum statystyk czytelniczych i większość książek pamiętam choć w zarysie a przedstawiciele tego gatunku to biała karta w mojej pamięci. Wielokrotnie mógłbym się założyć, że danej książki nigdy nie czytałem i przegrałbym zakład. Mam na dysku listę książek Cobena z odhaczonymi tytułami, które już przeczytałem i jak mi ona zginie to będę ugotowany bo nawet po opisie fabuły nie rozpoznaję niektórych pozycji. W przypadku książek Kinga jest zupełnie inaczej. „Pana Mercedesa” czytałem 1,5 roku temu i pamiętam go doskonale, wraz ze wszystkimi szczegółami. Identyczna sytuacja zachodzi przy „Znalezionym nie kradzionym”. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest ale może jednak jest coś na tyle kingowego w tych książkach, że wyróżniają się one na tle innych.

ingo: Albo w zbyt wielu miejscach wypowiadasz się o tych książkach, a o Cobenach nigdzie, przez co utrwalasz sobie te kingowe wypociny.

 

ingo: No dobrze. Druga książkowa nowość to „Bazar złych snów” będący kolejnym zbiorem opowiadań Kinga. W moim odczuciu jest… jedynie dobrze. Opowiadania czyta się z zainteresowaniem, część z nich czytałem już kolejny raz, ale nie ma wśród nich tekstów, które wybijałyby się ponad ten poziom i wyróżniały ‚tym czymś’.

nocny: No i tu znów muszę się nie zgodzić, mam inne zdanie. Fakt, że przez pierwszą 1/3 – 1/4 książki byłem nią dość zawiedziony ale potem było coraz lepiej i absolutnie mogę powiedzieć, że są tam teksty bardzo dobre a o „Letnim gromie” mogę powiedzieć, że to jedno z najlepszych w dorobku Kinga.

Mando: Już tyle razy wypowiadałem się na ten temat, że aż mi głupio ciągle się powtarzać. Nie jestem fanem kingowych opowiadań, nie czekam na kolejne zbiory ale jak już wychodzą czytam je z przyjemnością. Wolę powieści dlatego taki zbiór już na starcie stoi na nieco gorszej pozycji. W moim odczuciu King z XXI wieku wydaje zbiory bardzo bezpieczne. W pierwszym etapie swojej pisarskiej kariery King jechał po bandzie i tworzył opowiadania często dziwaczne, często złe ale zwykle nieprzewidywalne. To sprawiało, że taki zbiór był zestawem kompletnie różnych gatunkowo i jakościowo tekstów. Trafiały się opowiadanie koszmarnie złe i genialne. Czasami mieliśmy przewagę tych drugich („Nocna zmiana”) a czasami tych pierwszych („Szkieletowa załoga”). Ostatnie 3 zbiory Kinga to zupełne przeciwieństwo. Opowiadania równe, bezpieczne, bez większych odchyleń, przeciętne. Taki też był „Bazar złych snów”. To po prostu dobry zbiór. Bardzo monotematyczny, nastawiony bardziej na nostalgię, starość, kruchość, śmierć i śmiertelność, przemijanie. Niczym mnie nie powalił na kolana ale też niczym nie odrzucił. Zdecydowanie mocniejszy punkt na polu literackim ale do emocji na poziomie „To” czy „Dallas ’63” bardzo daleko.

nocny: No emocji towarzyszących zbiorom opowiadań nie można porównywać do tych z powieści a tym bardziej tych najdłuższych i najlepszych bo to zupełnie inny poziom odbioru. „Bazar” możemy jedynie zestawiać z pozostałymi zbiorami, w moim odczuciu właściwie wszystkie oceniam bardzo podobnie. Mówisz, że w tym przypadku teksty są mniej więcej równe, może tak, ale nadal są te ciekawsze i mniej ciekawe, lepsze i gorsze, tak jak było przed laty. Bardzo ciężko byłoby mi ustawić zbiory Kinga od najlepszego do najgorszego i tym samym „Bazar” wymyka się rankingom.

Mando: Zgadzam się ale też nie umiem jednoznacznie ocenić zbioru na gorąco. Szczególnie przy tak równej jakościowo książce. Po lekturze mogę powiedzieć tylko, że zestaw jest dobry. Kilka tekstów wybija się na plus, kilka na minus ale żaden ani nie powalił mnie na kolana ani nie był jakoś przesadnie zły.  Na chwilę obecną nie potrafię nic więcej powiedzieć na jego temat. Moglibyśmy wejść w tę dyskusję  bardziej szczegółowo ale to nie czas i miejsce by rozdrabniać się na pojedyncze teksty. Na ostateczną ocenę przyjdzie czas za kilka lat kiedy zobaczę ile z tych opowiadań zostanie w mojej głowie na dłużej i jak ten zbiór przetrwa próbę czasu. Wiem, że jest to trochę niesprawiedliwe bo o „Znalezionym niekradzionym” miałem dużo do powiedzenia ale taka jest specyfika zbiorów, szczególnie tak obszernych i równych, jedynie dobrych zbiorów.

 

nocny: No dobrze, to przejdźmy do komiksów. Ten rok to jedynie „Mroczna Wieża”, w Stanach wyszły 3 nowe serie: „The Prisoner”, „House of Cards” i rozpoczęła się „The Lady of Shadows”. Jak zapatrujecie się na kolejne przedłużenie komiksowej sagi?

ingo: Mój entuzjazm związany z komiksami zdecydowanie osłabł w porównaniu z tym co było parę lat temu. Najlepiej  świadczy o tym sytuacja z „The Lady of Shadows”. Spokojnie sobie czekam aż całość się ukaże i dopiero wtedy odbiorę swoje zeszyty i je przeczytam. Nadal bardzo cieszy mnie fakt powstawania kolejnych serii tego projektu, ale wywołują one niestety znacznie mniejsze emocje. Pomysł na przedstawienie „Powołania trójki” uważam za udany. Gorzej jest niestety z jego wykonaniem. Momentami dosyć mocno kuleje narracja. Niestety rysunki Piotra Kowalskiego również mnie nie przekonały. „The Lady of Shadows” pod tym kątem zapowiada się ciekawiej.

nocny: No nie mogło być inaczej, znów mamy odmienne zdanie 🙂 Dla mnie Kowalski jest ciekawym artystą, ja lubię kreskę realistyczną i taką dostałem, chociaż też muszę przyznać, że preferuję mniejsze kadry, te z serii „The Prisoner” i „House Of Cards” są troszeczkę jak na mój gust dziecinne. Jednak obie serie czytało mi się zaskakująco dobrze i oceniam je na plus. Całkowicie inaczej sprawa ma się z serią „Lady Of Shadows” gdzie rysunki przejęli Jonathan Marks i Lee Loughridge. No to już kompletnie nie mój świat, ilustracje nie podobają mi się i jest to najdelikatniejsze co mogę powiedzieć. Tak się złożyło, że wraz z zakończeniem „House Of Cards” postanowiłem przestać kupować zeszytówki i pozostać przy wydaniach zbiorczych i cieszę się z tej decyzji podwójnie, bo serce by krwawiło gdybym musiał z obowiązku fana kupować kolejne zeszyty tak brzydkiego komiksu 🙂

Mando: Mnie cieszy wydawanie kolejnych zeszytów tego komiksu ale ja z kolei jestem fanem rozszerzania uniwersum a nie adaptowania go w różnych mediach. Po tysiąckroć wolę historie takie jak w „Last Shots” nawet gdy były słabe niż czytać drugi raz to samo w wersji obrazkowej. Na szczęście twórcy starają się niektóre wydarzenia przedstawiać inaczej choć nie zawsze wychodzi to z korzyścią dla komiksu. Wizualnie „Lady of Shadows” podoba mi się znacznie bardziej ale fabularnie to dla mnie chyba najgorszy fragment książkowego cyklu dlatego kompletnie mnie do niego nie ciągnie. Tak czy inaczej podoba mi się różnorodność w przedstawianiu tego świata i zawsze przyjemnie jest zobaczyć jego nową interpretację.

 

nocny: Skoro przy komiksach jesteśmy to trzeba powiedzieć, że w Polsce w minionym roku dostaliśmy dwa komiksy, „Mroczna Wieża: Siostrzyczki z Elurii” i „Mroczna Wieża: Bitwa o Tull”, wydane przez Albatrosa. Jak zawsze świetnie wydane, w zasadzie identycznie jak oryginały. Brawo dla wydawcy. Co ciekawe ja znów miałem to co przy poprzednich albumach, dużo bardziej spodobał mi się ten komiks, raz, że czytany po polsku a dwa, że na raz a nie w zeszytach w miesięcznych odstępach. Serio ja kompletnie nie rozumiem amerykańskich zeszytówek. Z tego co pamiętam to pierwsza lektura „Siostrzyczek z Elurii” bardzo mi się podobała jednak „Bitwę o Tull” po polsku odkryłem jakby na nowo. Byłem zaskoczony jak dobry jest to album. Zarówno wizualnie, to jest właśnie to co lubię w komiksie ale i fabularnie jest naprawdę dobrze.

Mando: Też się cieszę, że nadal wydają to w Polsce. Mam nadzieje, że będą wydawać nadal i  uda się zamknąć przynajmniej pierwszy 11-tomowy projekt. I choć ja akurat bardzo lubię dawkować sobie przyjemność w małych fragmentach (o ile jest to coś nowego a nie historia, którą już znam z innych źródeł) to zgadzam się, że dużo lepiej odbiera się to czytając na raz. Wiele drobiazgów, których czepiałem się przy pierwszej lekturze wydaje się wtedy zupełnie nieistotna. Komiks odbiera się lepiej zarówno na płaszczyźnie wizualnej jak i fabularnej. No i powtórzę jeszcze raz – mam nadzieję, że Albatros na tym nie poprzestanie choć gdyby teraz się to urwało to czytelnicy nie pozostaną w zawieszeniu. Ostatnie 3 tomy to w zasadzie zamknięte historie, które można czytać bez znajomości wcześniejszych i bez konieczności sięgania po późniejsze.

ingo: Brawa dla Albatrosa na pewno się w tym momencie należą. W chwili obecnej polskich wydań jeszcze nie czytałem, ale fakt ich wydawania jak najbardziej mnie cieszy. Powątpiewam jednak w zyskowność tych działań. W ostatnich latach doszło do tak dużych zmian na rynku komiksowym w Polsce, tyle nowych serii jest wydawanych i z tak dużą regularnością, że chcąc być szczerym muszę stwierdzić, że „Mroczna Wieża” na ich tle wypada raczej blado… W moim odczuciu dla przeciętnego komiksiarza jest to pozycja słaba. Niestety jest to już rzecz przeznaczona jedynie dla największych fanów Kinga. Mocne ograniczenie grona odbiorców…

nocny: Ee, nie rozumiem skąd taki pomysł, że „Wieża” to komiks tylko dla fanów Kinga i to tych największych. Rok temu mocno wsiąkłem w komiksowy świat, co prawda w europejski ale ogólnie wiem co wychodzi, co się czyta i co jest lubiane i nie zgodzę się za nic z tezą, że to słaby komiks na tle innych. Co nie zmienia tego, że sprzedaż „Wieży” jest według wydawcy rozczarowująca. Aczkolwiek nie znam liczb i może być tak, że przy dziesiątkach tysięcy sprzedawanych książek nakład komiksu to dla wydawcy porażka bo nie wie, że w Polsce wydaje się nawet po 500 sztuk danego tytułu i to normalne dla komiksowych wydawców 🙂

 

ingo: W tym roku nasze opinie są chyba wyjątkowo rozbieżne. Ale teraz przyszedł czas na temat, w którym chyba wszyscy będziemy zgodni. Trzeci i ostatni sezon „Pod kopułą”. Obok drugiej, i również ostatniej, części piątego sezonu „Haven” jedyna ‚ekranizacja’ twórczości Kinga w 2015 roku. Projekt, który zapowiadał się na jedną z lepszych telewizyjnych rzeczy opatrzonych nazwiskiem Kinga już w pierwszym sezonie nie w pełni spełnił oczekiwania fanów, ale byliśmy zgodni, że jest to serial mimo wszystko udany. Niesamowite jest to w jakim tempie sięgnął totalnego dna.

nocny: No ja oddaję Wam tutaj pole do dyskusji gdyż po zakończeniu drugiego sezonu jakoś zupełnie nie chciało mi się zasiadać do trzeciego. Faktycznie bardzo to przykre co się stało z tym serialem, bo pierwszy sezon nie był zły.

Mando: Dla mnie filmowy Stephen King to jest w ogóle największe rozczarowanie tego roku. W 2014 dostaliśmy 3 premiery jednego miesiąca a w 2015 nic. Seriale nie mają żadnego związku z Kingiem i jeśli wydarzeniem roku jest zakończenie dwóch słabych serii to wystarczająco dużo mówi o minionych dwunastu miesiącach. „Pod kopułą” na starcie było serialem niezłym ale tylko niezłym. Drugi sezon był już strasznie słaby a trzeci to jest produkcja na poziomie studia Asylum. Lubię od czasu do czasu obejrzeć filmy z tego worka. Uwielbiam wyprodukowany przez nich i emitowany obecnie serial „Z-Nation” ale nawet produkcja z założenia kiczowata jest o kilka klas lepsza od 3. sezonu „Pod kopułą”. A przypominam tylko, że na starcie był to flagowy serial stacji CBS, który szczycił się całą listą rekordów otwarcia więc nie można tutaj mówić o celowym zabiegu i zamierzonej konwencji. Każdy odcinek tej serii można by analizować scena po scenie, dialog po dialogu i w każdym zdaniu i każdym pomyśle wytykać absurdy. Niestety nawet próbując podejść do tego na luzie i bez oczekiwań to nadal było zwyczajnie koszmarnie nudne. W trzecim sezonie Stephen King odciął się już od serialu, przestał być jego producentem (a przypominam, że na starcie drugiej serii był w ten projekt bardzo mocno zaangażowany i miał względem niego ogromne oczekiwania). Trzeci sezon „Pod kopuła” był chyba najgorszym serialem jaki oglądałem.

ingo: I dlatego nie warto poświęcać mu więcej czasu. I tak zbyt wiele godzin straciliśmy na jego oglądanie…
Jak co roku wypada napisać jeszcze parę zdań o reklamowanym nazwiskiem Kinga serialu „Haven”, które powstało w oparciu o książkę „Coloradao Kid”. Generalnie w tym temacie bez zmian. Poziom odcinków podobny, ale przyznam, że pewne zmęczenie tą produkcją  już odczuwałem. Były bardzo słabe wątki, ale serial na szczęście został zakończony porządnie. Twórcy pozamykali główne wątki całkiem sprawnie, więc nie ma powodów do narzekań. Warto jednak kolejny raz podkreślić, że z opowieścią Kinga nie ma to żadnego związku. Nawet biorąc pod uwagę dokładne ukazanie w tych odcinkach zabójstwa Colorado Kida 🙂

Mando: Widzę, że nie porozmawiamy sobie w tym roku dłużej na żaden temat ale to też pokazuje, że nie był to najlepszy rok. Na temat seriali mnie się zwyczajnie mówić nie chce i choć było to o tyle istotne wydarzenie, że zakończyły się dwa długie projekty, to ci z nas, którzy dobrnęli do końca, męczyli się przy tym niemiłosiernie. A spójrzmy prawdzie w oczy jeśli z nas trzech, a jesteśmy jednak grupą reprezentującą największych kingowych fanatyków, dwie osoby obejrzały do końca „Pod kopułą” a tylko jedna dała radę „Haven” to wystarczy by wystawić odpowiednią laurkę tym dwóm produkcjom. Osobiście, choć nigdy nie byłem jakoś specjalnie negatywnie nastawiony do „Haven” i od pewnego momentu czerpałem pewną przyjemność z oglądania tego serialu, cieszę się, że został on zdjęty bo bardzo podoba mi się kierunek, w którym aktualnie podąża stacja SyFy a nie ma w nim miejsca na takie produkcje. Fajnie, że serial dostał zamknięcie. Z tą wiedzą dużo łatwiej będzie mi przebrnąć przez ostatnie odcinki.

 

nocny: No dobrze, wróćmy jeszcze na chwilę do tematu książek. Poza premierami wydawnictwo Albatros znów sypnęło wznowieniami, że tak sobie zarymuję. Myślę, że oczywistym jest, że zaczniemy od nowego wydania „Mrocznej Wieży”. Jak Wam się ono podoba?

Mando: Chyba pierwszy raz mamy taką sytuację żeby wznowienie było dla mnie wydarzeniem roku. Starzy fani mogą pamiętać pierwszą zapowiedź „luksusowego limitowanego wydania w twardej oprawie wszystkich 7 tomów sagi”, która pojawiła się w pierwszym wydaniu „Wilków z Calla” a miała ukazać się w połowie 2005 roku. Był to rok 2004 więc wszystko wskazywało na to, że w ciągu roku ukaże się doskonała edycja i sporo fanów w tym momencie sprzedało swoje książki i rozpoczęło… jak się okazało bardzo dłuuuugie oczekiwanie. W 2005 roku ukazała się „Pieśń Susannah” z identyczną zapowiedzią, a w 2006 roku wyszła „Mroczna Wieża” informująca nas, że wydanie ukaże się „wkrótce”. Od tego czasu Albatros wznawiał cały cykl jeszcze dwukrotnie i dopiero w 2015 ukazała się edycja, którą rzeczywiście można śmiało nazwać luksusową. Doskonała szata graficzna całej serii, świetny pomysł z ramkami z kart tarota, przepiękne grafiki Vincenta Chonga. O ile dobrze pamiętam to ty nocny zasugerowałeś wydawcy w prywatnej rozmowie wypuszczenie tego w twardej oprawie i rozłożenie w czasie (teoretycznie jeden tom w miesiącu) i pozostaje mi tylko podziękować w imieniu własnym i tej garstki fanów, która czekała 10 lat na to wydanie 🙂

nocny: Twarda oprawa to pomysł wydawcy, ja tylko wpłynąłem na zmianę decyzji o terminach wydań, pierwotnie miało to pójść w dwóch rzutach po kilka tomów na raz. No ale skoro już przy tym jesteśmy, to dołączenie do tomu „Roland” opowiadania „Siostrzyczki z Elurii” to też mój pomysł ;) Fantastycznie, że wydawca to wielki fan Kinga i tak łatwo przepchnąć takie sugestie 😉 Dzięki temu mamy niemal unikatowe na skalę światową wydanie pierwszego tomu i wszystko co bezpośrednio związane z „Mroczną Wieżą” wydane razem. Wspomnieć jeszcze trzeba, że tłumaczenie opowiadania zostało poprawione i ujednolicone z resztą sagi, bo pierwotne tłumaczenie nazw własnych mocno różniło się od reszty.

Mando: „Siostrzyczki z Elurii” to pierwszy tekst w 100% z uniwersum Wieży jaki ukazał się w Polsce. To było kilka lat przed samym wydaniem cyklu więc Radosław Kot tłumaczący do „Legend” był prekursorem „wieżowego” nazewnictwa. W 2002 opowiadanie przełożyła Danuta Górska ale też stosowała to samo nazewnictwo. Dopiero potem ukazał się cały książkowy cykl i przyjęło się inne tłumaczenie. Kiedy „Wszystko jest względne” ukazało się z filmową okładką to byłem bardzo zły, że dopiero po czasie przypomniałem sobie o tym przekładzie. W tym roku wszystko było robione na wariata. Ty zasugerowałeś pomysł z opowiadaniem dołączonym do „Rolanda”, ja w ostatniej chwili przypomniałem sobie o innym przekładzie ale nie spodziewałem się, że wydawca zaakceptuje ten pomysł i szczerze trochę nie chciało mi się szukać rozbieżności. Bardzo cieszę się, że użytkownicy naszego forum stanęli na wysokości zadania i bardzo szybko zasugerowali mnóstwo zmian. Bardzo im z tego miejsca dziękuję.

ingo: Nie pozostaje mi nic innego jak tylko się z Wami zgodzić. Wznowienie „Mrocznej Wieży” to rzecz godna wszelkich pochwał. Jeden z nielicznych przypadków, gdzie autentycznie warto wymienić swoje stare wydania na ‚nówki sztuki’. No i nie warto z tym zwlekać. Sądzę, że za rok może już nie być tych wydań na rynku.

 

ingo: Z pozostałych wznowień warto wyróżnić jeszcze „Cztery po północy”. W ubiegłym roku ukazało się nowe tłumaczenie tej książki. Biorąc pod uwagę w jakich czasach powstał pierwszy przekład, to pewnie dobrze to zrobi temu tytułowi.

nocny: Patrząc na reakcje części czytelników ciężko im jest przezwyciężyć przyzwyczajenie do tytułu mimo, że było ono zwyczajnie błędne. Co prawda Albatros zmienił ten tytuł już przy poprzednim wydaniu ale tam wyraz zastąpiono cyfrą i większość ludzi nie zorientowała się, że 4 to „cztery” a nie „czwarta” 🙂 Brawa ponownie dla wydawcy za poprawianie tłumaczeń, szkoda, że nie przeszedł „Łapacz snów”, o którego prosiłem.

Mando: Ja bardzo się cieszę z nowego tytułu i od razu się do niego przyzwyczaiłem. Ale ja lata temu użyłem go jako slogan w swoim podcaście więc łatwiej było mi się do niego szybko przyzwyczaić. Tak czy inaczej już w latach dziewięćdziesiątych kiedy czytałem pierwszy raz ten zbiór (a była to moja druga książka Kinga) stary tytuł mi nie pasował i był zwyczajnie głupi. Nowy, poprawny tytuł jest dodatkowo fajnie dwuznaczny ale mam wrażenie, że mówiliśmy już o tym gdy ta książka została wznowiona z „4” w tytule.

Rok 2015 to prawdziwy festiwal wznowień od Albatrosa. Oprócz 8 tomów „Mrocznej Wieży” ukazało się 15 tytułów co daje średnio prawie dwie książki miesięcznie. Uściślając były to: „Blaze”, „Chudszy”, „Czarna bezgwiezdna noc”, „Cztery po północy”, „Cztery pory roku”, „Desperacja”, „Gra Geralda”, „Komórka”, „Nocna zmiana”, „Oczy smoka”, „Ostatni bastion Barta Dawesa”, „Podpalaczka”, „Rok wilkołaka”, „Uciekinier”, „Worek kości” oraz cała „Mroczna Wieża”. Kilka książek ukazało się z okładką filmową, większość z grafikami Darka Kocurka. Całość natomiast składa się na bardzo ładną serię.

nocny: No wznowienia Albatrosa to już zupełnie inna liga niż to do czego przez lata przyzwyczaiło to wydawnictwo czytelników. Świetnie, że okładki robi Darek Kocurek, większość z nich jest naprawdę dobra. Moim zdaniem wyróżnić należy „Cztery pory roku”, zbiór wreszcie nie ma okładki związanej ze „Skazanymi na Shawshank”, nie dość, że ilustracja piękna to jeszcze ogromny plus właśnie za brak Shawshank. Bardzo podobają mi się też „Nocna zmiana” i „Ostatni bastion Barta Dawesa”. Ogromny minus za to należy się okładce „Roku wilkołaka”, która po prostu zdradza zakończenie książki.

 

Mando: Miniony rok był tez bardzo owocny na polu audiobooków. Ukazało się aż 6 tytułów. Były to 2 książki wydane też na nośnikach fizycznych („Doktor Sen” od wydawnictwa Biblioteka Akustyczna  i „Znalezione nie kradzione” od wydawnictwa Albatros) i 4 wydane tylko w formie plików do ściągnięcia („Przebudzenie”, „Cmętarz zwieżąt”, „Christine” i  „Danse Macabre”). Ten ostatni tytuł był jak dla mnie najdziwniejszym wyborem ale cieszę się z tego wydania bo może w końcu zmierzę się z tą książką na raz. Ostatnie 4 tytuły  zostały wydane przez Prószyński Media i sklep Audioteka.pl. Ukazywały się bardzo szybko, jeden po drugim ale równie szybko znikały ze sklepu i cały miniony rok to jakaś tajemnicza przepychanka pomiędzy wydawcą a sklepem, o której żadna ze stron nie chciała się wypowiadać poza ogólnikami. Audiobooki wracały na chwilę do oferty sklepu w kosmicznych cenach po czym znów znikały. Aktualnie są one dostępne w katalogu Premium, w innej ofercie niż pozostałe książki dźwiękowe Kinga ale w normalnych cenach. Bardzo się cieszę gdy wydawane są kolejne audiobooki. Ten rok był naprawdę dobry pod tym kątem ale cała ta sytuacja mocno zahamowała tę gałąź i ciężko powiedzieć jak to dalej będzie wyglądać.

ingo: Mnie najbardziej cieszy w tej formie klasyka Kinga, czyli „Christine” i „Cmętarz zwieżąt”. Od dawna planowałem przypomnieć sobie te tytuły, ale ze względu na różne bieżące książki, które chciałoby się przeczytać, ciężko było znaleźć czas na powtórkę w tradycyjnym formacie. Forma audiobooka znacznie to przyspieszyła. Liczę, że wspomniane problemy z dystrybucją jakoś przeminą i powstaną kolejne nagrania.

 

nocny: No i cóż, to chyba zamyka temat zeszłorocznych podsumowań. Jak już kilka razy wspomnieliśmy, to był ubogi rok, niewiele się działo, pozostaje mieć nadzieję, że rok 2016 zaoferuje nam dużo więcej kingowych wydawnictw. Na pewno będzie lepiej na polu filmowym bo już wiemy, że zobaczymy przynajmniej jeden serial i jeden film. Pewnie standardowo dostaniemy dwie książki, mam olbrzymią nadzieję na jakiś zupełnie nowy komiks. Albatros już od stycznia wystartował ze wznowieniami także coś tam będzie się działo. Oby jak najciekawiej. Obyśmy za rok mieli o czym rozmawiać.

Redakcja serwisu
StephenKing.pl

2016 r.