Rok 2012 – podsumowanie

nocny: Panowie, kończy się kolejny rok naszej wspólnej przygody ze Stephenem Kingiem. Czas na kolejne podsumowanie. Tym razem jednak, obawiam się, będzie ono dość krótkie i niezbyt emocjonujące. Rok 2012 niestety nie obfitował w premiery czy jakieś wyjątkowe wydarzenia.

Mando: Nasze podsumowania zawsze zaczynaliśmy od tego co najważniejsze, czyli omówienia książek. Rok 2012 był niestety wyjątkowo ubogi na tym polu. Pierwszy raz od czasu jak robimy te podsumowania jest to tylko jedna książka. Zarówno na świecie jak i w Polsce ukazała się tylko powieść z uniwersum Mrocznej Wieży – „Wiatr przez dziurkę od klucza”. I nawet jeśli ja oceniam ją dość wysoko, to jest to raczej książeczka, mocno napakowana przez wydawcę w celu zwiększenia objętości, a jej lekturę zamkniemy w 1-2 dni. Trochę mało jak na Kinga.

nocny: Ja w przeciwieństwie do Was, wielkim entuzjastą cyklu ‚Mroczna Wieża’ nigdy nie byłem, zarówno saga jak i każdy pojedyńczy tom w moim rankingu książek Kinga okupują dalsze miejsca. Informacja o powrocie Kinga do tego uniwersum nie wywołała u mnie euforii i nie czekałem na tę książkę z większą ekscytacją. Gdy już dostałem ją w swoje ręce rozczarowanie było niespodziewanie duże. Nie podoba mi się ta książka zupełnie i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze uważam, że pomysł dopisywania wątków pobocznych i wklejania ich na siłę w środek sagii jest chybiony. Dużo ciekawszym moim zdaniem byłby pomysł na cykl opowiadań nie powiązanych z sagą ale rozgrywanych w tym świecie. Coś na zasadzie ‚Siostrzyczek z Elurii’. W zasadzie można powiedzieć, że ‚Wiatr’ czymś takim właśnie jest ale King postanowił podłączyć to do sagi i zupełnie od czapy wepchnął to między tomy IV i V. Tak naprawdę mógł to zrobić gdziekolwiek indziej. No widać aż za bardzo, że te kilka stron z początku i końca książki napisane jest na siłę by tylko wpasować ją w cykl. Druga sprawa to sama treść. Tutaj też niestety bardzo się zawiodłem. Książka w ogóle mnie nie zaciekawiła, pierwsza opowieść Rolanda zbytnio przypominała tom IV, była to uboga krewna pierwszej historii z młodości Rolanda. Druga opowieść męczyła mnie strasznie, taka baja dla odważnych sześciolatków. Nie mogłem doczekać się końca. Szkoda, jedyna książka Kinga w tym roku i zupełnie mi się nie spodobała. Kiepski to dla mnie czas 🙂

 

ingo: Niestety muszę się zgodzić z nocnym, a dodam, że w odróżnieniu od niego, „Mroczną Wieżę” bardzo lubię. „Wiatr przez dziurkę od klucza” okazał się dla mnie jedną ze słabszych książek Kinga. A szczerze powiedziawszy moje oczekiwania i tak nie były wygórowane po tym jak się dowiedziałem w jaki sposób książka została skonstruowana. Dla mnie jedynym plusem jest ponowna możliwość spotkania ka-tet Rolanda. Ale to niestety jedynie zasługa sentymentu… A biorąc pod uwagę, że ta książeczka to, nie licząc opowiadań, jedyna wydana przez Kinga pozycja w 2012 roku to nie przyjdzie mi pozytywnie podsumować minionego roku. Nawet komiksy ze świata ‚Mrocznej Wieży” mocno obniżyły loty i dwie serie opublikowane w 2012 roku bardziej mnie męczyły i denerwowały niż dostarczały przyjemności. Niestety źle rozplanowano opowiadaną historię i całość pozostawiła negatywne wrażenia…

Mando: Trzy osoby, trzy różne podejścia… ale tylko dwie opinie. Dla mnie wiadomość o kolejnych książkach z uniwersum Mrocznej Wieży była jedną z lepszych wiadomości i już dawno na żadną książkę Kinga nie czekałem tak mocno, z tak wielkimi oczekiwaniami. „Wiatr przez dziurkę od klucza” spełnił je i uważam, że ta książka bardzo dobrze dodaje kilka cegiełek do całości, choć jednocześnie niestety kłóci się dość mocno z wydarzeniami opisanymi w komiksach. Zgadzam się też, że nie powinno się tego wstawiać w środek sagi jako jej pełnoprawna część, ale też King tego nie robi. Książka chronologicznie rozgrywa się w tym konkretnym miejscu, przy czym faktycznie równie dobrze mogłaby rozgrywać się w zupełnie innym, ale wyraźnie w jej tytule nie użyto nazwy cyklu. Jest to samodzielny twór pt. „Wiatr przez dziurkę od klucza” z dopiskiem „Powieść ze świata Mrocznej Wieży”, który teoretycznie ma być przystępny dla każdego, choć moim zdaniem jest to książka skierowana tylko do fanów Wieży. Jej najważniejszy punkt dotyczy relacji między Rolandem a jego matką, stawia je w nowym świetle, co dla osoby „z zewnątrz” będzie nieistotnym dodatkiem do reszty opowieści. Zgadzam się, że zamiast powieści-szkatułki zapewne lepiej by się sprawdził zbiór opowiadań, ale ja akurat liczę również na takie w niedalekiej przyszłości. Mam ogromną nadzieję, że skoro King zaczął bawić się już w rozbudowywanie uniwersum, to nie skończy na tej jednej książce.

nocny: No to skoro jesteśmy przy ‚Mrocznej Wieży’ to możemy pomówić o komiksach: ‚The Dark Tower: The Way Station’ i ‚The Dark Tower: The Man in Black’. Ostatnie dwie serie projektu, które w zasadzie przestały budzić emocje w każdym z nas. Ty Mando przestałeś recenzować, ja za ostatnią serię wziąłem się dokładnie dzisiaj 😀 Ingo także wspominał, że jest rozczarowany.

Mando: Wolałbym publicznie nie przyznawać się do tego jak duże zaległości mam z tym komiksem 🙂 Zapewniam, że są dość spore. Jestem rozczarowany głównie tym jak mocno rozciągnięto tę historię. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że z pierwszego tomu sagi można zrobić kilkanaście zeszytów komiksowych to bym się w głowę postukał. Okazało się, że można. Ok, ja rozumiem, że każdy rozdział tej książki był w pierwotnej formie osobnym opowiadaniem, ale to jest materiał najwyżej na krótkie jedno-dwuzeszytowe historie komiksowe… w dodatku umiarkowanie ciekawe. Jestem bardzo zadowolony, że w planach na kolejny rok mamy komiks rozbudowujący uniwersum, a nie adaptujący pojedyncze akapity z książki, bo to co serwują nam twórcy od dłuższego czasu jest po prostu złym kierunkiem. Choć jeszcze raz podkreślam, że mam bardzo duże zaległości z tym komiksem, ale obiecuję też, że w 2013 powrócę z recenzjami 🙂

 

ingo: Ale też inne wrażenia mogą towarzyszyć lekturze sześciu zeszytów rozłożonych na sześć miesięcy, a inne podczas lektury jednego albumu zawierającego całość… Tak więc jak najbardziej czekamy na polskie wydania, które gdzieś tam w odleglejszych planach Albatrosa się pojawiają.

Chyba wszyscy mieliśmy nadzieję, że po zakończeniu komiksowego „Bastionu” MARVEL uraczy nas kolejną dłuższą serią adaptującą kolejną powieść Kinga. Tak się niestety nie stało i w chwili obecnej nie zanosi się by sytuacja miała ulec zmianie. Na szczęścia od czasu do czasu pojawiają się inne komiksowe projekty urozmaicające życie fana. W tym roku otrzymaliśmy komiksowe spojrzenie na opowiadanie „Gaz do dechy” i „Little Green God of Agony”.

nocny: ‚Gaz do dechy’ to całkiem fajna historyjka, chociaż na początku nie widziałem sensu przenoszenia jej na komiks. Okazało się jednak, że wyszło dobrze, krótka, dwu zeszytowa adaptacja z niezłymi rysunkami, niesztampowym kadrowaniem. Taki drobny, udany projekt, ja jednak chciałbym czegoś większego.

Mando: „Gaz do dechy” to po pierwsze bardzo fajny komiks, a po drugie coś co twórcy komiksowej „Mrocznej Wiezy” powinni zrobić już dawno temu, a robić zamierzają dopiero w 2013 roku. Mianowicie jest to krótka historia, która w wydaniu albumowym znajduje się z drugą opowieścią. Zgadzam się, że wydania albumowe Wieży będzie się pewnie lepiej czytać niż historię rozłożoną na 5 miesięcy, ale jeszcze lepiej by się to czytało gdyby zrobić one-shoty i 2-3 zeszytówki umieszczając je po 2-3 w każdym tomie. Serio większość tych komiksów można streścić w zdaniu „Roland idzie”. Do tego zwykle po pustyni. To nie jest materiał na pełne serie. „Gaz do dechy” też nie jest i tutaj wyszło doskonale. Świetnie rozpisana historia, świetnie narysowana przez artystę, którego znamy choćby z „The Cape 1969” Joe Hilla.

ingo: Czyli przy komiksach jesteśmy raczej zgodni. Też uważam cały projekt o nazwie „Road Rage” za bardzo udany. Dwie powiązane historie i każda z nich rozłożona na dwa zeszyty. Do tego zatrudniono twórców, którzy sobie poradzili z zadaniem ‚na piątkę’ i otrzymaliśmy naprawdę fajną rzecz, którą dobrze się czyta i która dobrze wygląda Natomiast nagle ogłoszony projekt przeniesienia „Little Green God of Agony” na ‚kartki’ komiksu zawiódł na pewno pod względem ‚technicznym’. Publikowanie zwykłego zeszytu w trybie ‚jedna strona co parę dni’ był bardzo chybiony. Na tyle, że nie miałem ochoty zapoznawać się w ten sposób z treścią i do dnia dzisiejszego jeszcze tego nie zrobiłem O treści i wykonaniu nie mogę się więc wypowiedzieć. Cieszę się, że to powstało, mam nadzieję, że ukaże się kiedyś drukiem, ale całość pozostawia niedosyt.

 

nocny: No zdecydowanie chybiona dla mnie forma przedstawienia tego komiksu. Ciekawy jestem czy wyjdzie to kiedyś w formie papierowej. Jeśli tak to kupię to tylko i wyłącznie z obowiązku fana / kolekcjonera. Zawiedziony bowiem jestem strasznie tym komiksem. Wizualnie jest to najgorsza, najbrzydsza i najnudniejsza rzecz z jaką miałem do czynienia w życiu. Tragedia.

Mando: Niestety „Little Green God of Agony” dostaje hattricka. Ja też uważam pomysł za chybiony. Zwykle jestem wielkim fanem dawkowania przyjemności, ale są jakieś granice. Przykładowo kilka lat temu mieliśmy podobną sytuację z opowiadaniem „N.”. Zanim tekst wyszedł drukiem zaserwowano nam 25-odcinkowy serial internetowy i było to nieporównywalnie lepsze. Teraz sytuacja podobna jest pod tym względem, że większość czytelników Kinga nie miała jeszcze okazji poznać tego opowiadania i po raz pierwszy spotyka się z nim w animowanej wersji. Niestety 24 strony rozłożone na 8 tygodni to jest przesada i ja nie czytałem tego na bieżąco, a nawet teraz jeszcze nie skończyłem. Co się tyczy warstwy graficznej to ja zawsze bardzo chwaliłem tego rysownika. Dennis Calero robi ilustracje do opowiadań Robin Furth w zeszytowych wydaniach komiksów „Mroczna Wieża” i są to naprawdę świetne prace. Jedną z nich wykorzystałem nawet na swoich zaproszeniach i etykietach ślubnych. W przypadku nowego webkomiksu niby same rysunku są ok, ale cały komiks jest tak strasznie nudnie rozplanowany, że tego się autentycznie odechciewa czytać. Niestety kingowe komiksy często mają tę wadę, która tutaj jest już przesadnie wyeksponowana. O komiksie mogę powiedzieć tyle, że… ma kolor zielony, który czasem przechodzi w granat i ma rozplanowanie kadrów nudne i proste jak w komiksach sprzed kilku dekad. Każda strona to 3 do 6 prostokątów ułożonych obok siebie a niemal każdy prostokąt to wielka mówiąca głowa. Nudy… choć i tak czekam na wydanie papierowe, które kupię z przyjemnością 🙂

nocny: Ciekawy jestem dlaczego zdecydowano się na to akurat opowiadanie, przecież jest skrajnie nienadające się do przełożenia na formę komiksu. Jest tyle opowiadań, także nowych, można było wybierać, przebierać a postawiono na tekst, w którym 100% treści to kilku rozmawiających ludzi.

ingo: Krytykowaliśmy książkę, przynajmniej ja z nocnym, krytykowaliśmy większość komiksów i chyba musimy skrytykować ten rok również za brak ekranizacji jakiejkolwiek opowieści Kinga. Nie było nawet jakiejś marnej produkcji, która przynajmniej by przyniosła emocje związane z wyczekiwaniem na nią… Mamy oczywiście kolejny, całkiem udany, sezon serialu „Haven”, ale bardzo trudno mi to traktować jako adaptację „Colorado Kida”. W trzecim sezonie nawet nawiązania do twórczości Kinga nie są już tak ważne dla scenarzystów. Pamiętam, że rok temu były materiały ukazujące w jaki sposób próbowano przemycić jakieś kingowe ciekawostki do fabuły. Nawet jeżeli były one niesamowicie naciągane to sprawiały, że mieliśmy do czynienia z ‚kingowym wydarzeniem’. Teraz serial jakby od tego odszedł.

nocny: Dla mnie te kingowe nawiązania aż tak ważne nie były. W sumie to nawet nie wiedziałem, że teraz jest ich mniej bo przestałem to sprawdzać na stronie serialu. Samo ‚Haven’ bardzo chwaliłem po 2 sezonie i identycznie jest przy sezonie 3. Naprawdę fajnie mi się to ogląda, przywiązałem się do bohaterów i bardzo cieszę się, że będzie kolejny sezon w przyszłym roku. Oczywiście, tak jak mówisz ingo, to nie jest adaptacja ‚Colorado Kida’, to głębokie rozwinięcie tamtej historii. Fajna odskocznia od standardowych ekranizacji.

Mando: I znów 3 do 0, choć tym razem na korzyść omawianego tytułu. Ja byłem zawsze tym z nas, który chyba najbardziej negatywnie wypowiadał się o tym serialu. Nie tak dawno nadrobiłem 2. sezon, który okazał się być znacznie lepszy, a 3. idzie jeszcze wyżej. Przed premierą obawiałem się przeniesienia go do ramówki jesiennej ale „Haven” sprostał wysokiej konkurencji i ja od jakiegoś czasu oglądam ten serial ze sporą przyjemnością. Twórcy zrezygnowali z licznych nawiązań, ale w tym sezonie bardzo mocny nacisk położyli na mitologię i na pierwszy plan wysunęła się sprawa Colorado Kida. Ok, ta sprawa nie ma już nic wspólnego z książką Kinga, ale nadal jest to najsilniejszy wątek łączący serial z pierwowzorem i dla mnie to zastępuje z nawiązką kingowe nawiązania i robi z serialu właśnie jakąś tam namiastkę kingowego wydarzenia. Choć faktycznie brak jakiejkolwiek prawdziwej ekranizacji jest sporym zawodem. W 2012 roku zostaliśmy zalani falą planów i zapowiedzi, ale nie dostaliśmy nic konkretnego do obejrzenia. Rok 2012 przyniósł nam za to bardzo ciekawą premierę filmu dokumentalnego „Pokój 237”, będącego analizą „Lśnienia” Stanleya Kubricka i to mogłoby być wydarzeniem roku, ale póki co ten film obejrzała garstka widzów na kilku festiwalach filmowych i mam wrażenie, że poza osobami interesującymi się filmem ogólnie, w kingowym światku to nie odbiło się żadnym echem.

ingo: No właśnie. Pewnie niewielu fanów pisarza wie, że w tym roku powstał niesamowicie udany film dokumentalny o jednej z najważniejszych ekranizacji twórczości Kinga. Pojawiał się on na najważniejszych festiwalach na całym świecie, również w Polsce. Wszędzie zbierał bardzo pozytywne opinie. Bardzo się cieszę, że praktycznie w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się o jego polskiej premierze na festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Dla mnie to było chyba najfajniejsze kingowe wydarzenie roku, które będę bardzo miło wspominał. Właśnie takie drobne spotkania tworzą całą tę fantastyczną otoczkę naszego towarzystwa. Można tylko żałować, że więcej osób nie zdecydowało się na ten wypad.

 

Mando: Bez względu na to czy lubię czy nie lubię „Lśnienie” Stanleya Kubricka, bez chwili zastanowienia, podejmując decyzję w zasadzie z dnia na dzień, pojechałem do Wrocławia. Szkoda, że to był wyjazd robiony „na wariata”, bez noclegu i afterparty, bo to jest taki dokument, o którym potem można jeszcze godzinami rozmawiać, analizować, wyśmiewać i po prostu dobrze się bawić nie tylko podczas seansu. Mam nadzieję, że to jakoś niebawem wejdzie do szerszej dystrybucji i zrobi się do tego łatwiejszy dostęp. Kończąc natomiast temat zagranicy pozostają nam pomniejsze ciekawostki, którymi przeciętny polski fan może nie zawracać sobie nawet głowy. W 2012 roku King wydał 4 opowiadania, ale żadnego z nich nie czytałem, otrzymał po raz kolejny nagrodę Brama Stokera, tym razem za opowiadanie „Herman Wouk Is Still Alive”, wyróżniono też powieść „Dallas ’63”, za którą autor zdobył statuetkę International Thriller Writers.

ingo: Ja przeczytałem zarówno opowiadanie napisane wraz z Joe Hillem jak i do spółki ze Stewartem O’Nanem. To pierwsze, „In the Tall Grass”, pamiętam całkiem dobrze, ale nie dlatego, że było to wyróżniające się jakościowo opowiadanie, a dlatego że było to pewnego rodzaju połączenie „Dzieci Kukurydzy” z „N.” Nic szczególnego. „A Face in the Crowd” z kolei można wpisać w nurt obyczajowych opowieści Kinga z nadnaturalnymi elementami. Wypada lepiej, ale też nie wywołuje większych emocji. Z „Batman and Robin have an Altercation” i „Afterlife” jeszcze się nie zapoznałem. W przyszłym roku nie ma co liczyć na nowy zbiór opowiadań, ale w 2014 powinien się już moim zdaniem ukazać, skoro mamy tyle nowych tekstów od czasu „Po zachodzie słońca”.

Mando: Z ważnych wydarzeń 2012 roku mamy jeszcze zakończenie działalności zespołu „Rock Bottom Reminders”, w którym King nie grał już od dłuższego czasu, ale co jakiś czas występował na koncertach okolicznościowych. Dla niewtajemniczonych, był to zespół, w którego skład wchodzili sami pisarze i został stworzony po prostu dla zabawy. Ostatni występ Kinga wraz z zespołem miał miejsce 5 lat temu i już wtedy był występem wyjątkowym, z okazji 15-lecia zespołu, a King pojawił się na scenie gościnnie. W tym roku mieliśmy analogiczną sytuację, z tą różnicą, że po pierwsze świętowano 20-lecie istnienia, a po drugie było to oficjalne pożegnanie z zespołem. Kawał historii, ale raczej traktowanej jako ciekawostkę, z którą King miał i tak od wielu lat do czynienia raczej sporadycznie.

Ostatnim wydarzeniem godnym odnotowania jest premiera musicalu „Ghost Brothers Of Darkland County”, na który czekaliśmy bardzo długo, a który dość szybko zszedł ze sceny. Ja przyznam, że nie byłem zachwycony, gdy wreszcie dostaliśmy konkrety na temat tego musicalu, gdyż z tego powodu King przełożył zaplanowaną wizytę w Europie na czas nieokreślony i sądziłem, że jest to równoznaczne z anulowaniem tych planów. Na szczęście pod koniec roku dowiedzieliśmy się, że wizyta jest aktualna i czeka nas w niedalekiej przyszłości.

nocny: Cieszę się, że po naprawdę wielu latach czytania pomniejszych informacji o ‚Ghost Brothers Of Darkland County’ w końcu doszło do zakończenia prac i do premiery. Nie to, żebym na to szczególnie czekał bo musicali nie lubię, ale tyle się już to ciągnęło, że właściwie bardzo byłem ciekaw efektu końcowego. Zawsze to jakaś ciekawostka, coś innego związanego z Kingiem. Szkoda, że nie będzie można tego obejrzeć na dvd. W 2013 roku ‚Ghost Brothers’ będzie miało premierę płytową i niestety będą to tylko krążki CD. Nie rozumiem skąd taka decyzja, tyle lat pracy nad projektem w końcu scenicznym, a obejrzeć go mogła naprawdę nieliczna grupka zainteresowanych.

ingo: Sądzę, że przyczyną tego jest po prostu brak sukcesu. Opinie co prawda były chyba przychylne, ale musical oczekiwaniom raczej nie sprostał. A w związku z tym na Broadway, a co za tym idzie większy rozgłos, nie ma już chyba co liczyć. Ale z pełnym przekonaniem tego nie piszę, gdyż pomimo tego, że ja akurat bardzo lubię musicale, to na funkcjonowaniu tej gałęzi rozrywki za bardzo się nie znam.

 

W tym roku sporo miejsca poświęciliśmy jeszcze nowej wersji musicalu „Carrie”. Tu należy się wyjaśnienie dlaczego było to głośnym wydarzeniem w branży, pomimo tego, że spektakl był wystawiany na off-broadwayu. Otóż pierwsza produkcja z 1988 uznawana jest za jedną z największych klap w całej historii musicali. Nowa wersja była chyba ciepło przyjęta. Plusem ponownego wystawienia jest fakt, że od teraz prawa do wystawiania są ogólnodostępne i teoretycznie możemy się kiedyś doczekać musicalowej „Carrie” po polsku.

Mando: A skoro już jesteśmy przy naszym podwórku to przyjrzyjmy się chwilę jak prezentował się 2012 rok w Polsce. A tutaj prawie wszystko kręciło się wokół jednego wydawcy – Albatrosa. Po pierwsze wspomniana już na początku nowa powieść z uniwersum Mrocznej Wieży – „Wiatr przez dziurkę od klucza”. Książka ukazała się u nas z półrocznym opóźnieniem w stosunku do oryginalnego wydania i nie obyło się bez wielu kontrowersji związanych z okładką i co rusz zmieniającą się serią wydawniczą, ale jak uczy historia, to był i tak niewielki poślizg i obawiam się, że gdyby nie zapowiedziany rok wcześniej drugi pakiet „Mrocznej Wieży”, który Albatros znów sprytnie wypuścił w okresie przedświątecznym, to moglibyśmy na tę książkę czekać nawet kolejne 6, 12 czy 18 miesięcy, a wtedy 2012 byłby na prawdę złym rokiem, bez żadnej książki Kinga.

nocny: Z oceną okładki mam problem. Z jednej strony Albatros użył ilustracji z wydania amerykańskiego, która jest naprawdę bardzo ładna, ale z drugiej, nie pasuje ona do polskiego wydania całego cyklu z okładkami pana Kopalskiego. Szczególnie nie klei się to w wydaniu pakietowym. A przecież Kopalski zrobił kilka fajnych projektów. Wykorzystanie jednego z nich stworzyło by piękną, spójną całość.

 

ingo: Mnie od początku grafika ‚z tygrysem’ nie przekonywała, więc moja ocena odnośnie polskiej okładki nie może być pozytywna. Ale warto dodać, że z wielu projektów, mam na myśli kadrowanie i typografię, w ostateczności ukazała się chyba najlepsza opcja. Było sporo potworków, a ukazała się książka sama w sobie wydana estetycznie. Ale z uwagami nocnego w pełni się zgadzam. Jeżeli by natomiast spojrzeć do środka, to niestety parę negatywnych słów należy się osobie odpowiedzialnej za skład (albo decydującej o ilości stron). Niestety czcionka jest zdecydowanie zbyt duża. Ta książka powinna być zdecydowanie chudsza. No ale w pełni rozumiem też konsekwencje finansowe, gdyby doszło do innych decyzji.

Jeżeli by przejść do innych nowości z Albatrosa to otrzymaliśmy pod koniec roku kolejny, czwarty tom komiksowej Mrocznej Wieży. W początkowych planach na ten rok były zapowiedziane dwa tomy, więc w tym temacie niestety można mieć żal do wydawnictwa. Przesuwanie czwartego tomu o kolejne miesiące było dosyć denerwujące.

nocny: O tak, premiera zdaje się w sumie została przesunięta o jakiś rok! Bardzo szkoda, że jest to tak rozwlekane, kolejny tom wstępnie zapowiedziany jest na wrzesień, więc znów mnóstwo czekania. Psuje to życie historią, pewnie wiele ludzi traci przez to zainteresowanie serią, może nawet nie pamięta, że zaczęło czytać ten komiks 😀

Mando: Przesunięcia daty premiery nie ominęły też innego komiksu, w którym King już aktywnie nie uczestniczy, ale który kontynuuje pomysły zapoczątkowane m.in. przez Kinga, mianowicie „Amerykańskiego Wampira”. Jego drugi tom ukazał się w Polsce 1,5 roku po premierze pierwszego i to jest strasznie długa przerwa. Sam komiks jednak był zdecydowanie najlepszym wydarzeniem na tym polu, szkoda tylko, że jest to wydarzenie, które trochę na siłę przyszywamy do podsumowania roku związanego z Kingiem.

nocny: ‚Amerykański Wampir’ to zdecydowanie najlepsza tegoroczna rzecz związana z Kingiem, chociaż, tak jak mówisz, trochę już na siłę z nim łączona. Szalenie żałuję, że Stephen nie związał się z tym projektem na dłużej, pierwszy tom był fantastyczny ale mimo, że w drugim tomie już nie uczestniczył to nadal bardzo na niego czekałem. To kapitalna rozrywka, zakochany jestem w tym komiksie. Znów wielkie żale do polskiego wydawcy, tym razem Egmontu, że zrobił kilkunasto-miesięczną przerwę między 1 i 2 tomem. Nie ogarniam tego swoim małym rozumkiem, wiem jednak, że bardzo źle to wpływa na przywiązanie do serii i na czerpanie przyjemności z obcowania z historią. W każdym razie, ‚Wampira’ polecam każdemu, pyszności!

ingo: Również zachęcam do kupowania „Amerykańskiego Wampira”, bo bardzo chciałbym zobaczyć w 2013 roku po polsku tom 3. Czytałem w oryginale, bardzo udany jest.

 

Co jeszcze można było zobaczyć na księgarskich pólkach? Chyba reszta to już jedynie dodruki i wznowienia, a i tych było mniej niż początkowo zapowiadano. Wartym wspomnienia wydaje się być nowe wydanie „Mrocznej połowy”. Otrzymaliśmy nowy przekład i dwa wydania książki. W twardej i w miękkiej oprawie. Tak samo miał być potraktowany „Worek kości”, ale po wielu miesiącach przesuwania w planie wydawniczym został ostatecznie, miejmy nadzieję, zaplanowany na luty 2013. Duża strata biorąc pod uwagę to, że Albatros zdążył w międzyczasie zrezygnować z jednej z najładniejszych kingowych serii wydawniczych w historii polskich publikacji…

Mando: O zmianach w seriach wydawniczych można by w tym roku pisać długo. Odkąd Albatros zaczął prowadzić fanpage na facebooku, jesteśmy raczeni wieloma pomysłami i projektami, co wywołuje lawinę komentarzy i często bardzo ostrą wymianę zdań. Dobrze, że znów wznowiono „To” i „Bastion”, szkoda, że znów zmieniono wygląd serii wydawniczej, szczególnie, że wcześniejsza była niemal idealna. Szkoda, że te książki za kilka miesięcy znów znikną z półek i zaczną osiągać niesmaczne ceny na rynku wtornym. Takie tytuły jak „To”, „Bastion” i „Mroczna Wieże” powinny być nieustannie wznawiane, bo cały czas jest na nie zapotrzebowanie, a tymczasem otrzymaliśmy drugi pakiet cyklu, przy czym pierwszy jest niedostępny i podobno nie ma na niego zapotrzebowania… Lepiej wznowić „Pokochała Toma Gordona”… Wiem, że Allegro nie jest wyznacznikiem, tłumaczą nam to wydawcy na każdym spotkaniu, ale jeśli takie „Jak pisać” schodzi obecnie po 200 zł, a każdy tom „Mrocznej Wieży” dobija do setki i ludzie wszędzie pytają o co chodzi i czemu tego nigdzie nie ma… to chyba coś jest na rzeczy.

nocny: Warto jeszcze nadmienić, że na polskich półkach księgarskich pojawiły się dwie książki zawierające krótkie teksty Stephena. ‚W cieniu mistrza’ to zbiór opowiadań Edgara Allana Poe a każde z nich poprzedza esej jakiegoś pisarza. Jednym z nich jest właśnie King. Jeśli jacyś fani Kinga nie zapoznali się jeszcze z twórczością Poego to jest to idealna pozycja na start. Drugą książką jest ‚Władca much’ Williama Goldinga. Jest to nowe wydanie opatrzone wstępem Kinga, który od wielu lat przy naprawdę wielu okazjach wspominał, że jest to jego ulubiona bądź jedna z najbardziej ulubionych książek jakie przeczytał w życiu. Na kilku stronach tego wstępu Stephen opowiada o swojej przygodzie z tą pozycją. Ja osobiście bardzo tą książką się rozczarowałem nie mniej jednak zachęcałbym do zapoznania się, moja opinia jest raczej marginesem a zawsze wato samemu poznać i ocenić dzieło. Szczególnie tak znane.

 

Mando: I w zasadzie na tym możemy zakończyć omawianie 2012 roku. Tak szczerze to nawet ciężko jest mi zrobić jakieś standardowe podsumowanie w pigułce i wybrać najlepsze i najgorsze wydarzenie roku, jak to mieliśmy w zwyczaju robić co roku, dlatego raczej pominę ten punkt. Czego natomiast możemy oczekiwać od nadchodzących 12 miesięcy? W 2013 roku zostaną wydane dwie książki i wyprodukowany cały stos filmów… przynajmniej jeśli wierzyć w zapowiedzi. Jeśli mówimy o książkach, to ja chyba bardziej oczekuję „Doctor Sleep”. W przeciwieństwie do większości marudzących Polaków, wierzę że jeśli King wraca po latach do jakiegoś tematu to wie co robi. W temacie filmów mam 2-3 pozycje, na które czekam najbardziej. Po pierwsze nowa wersja „Carrie”. Ostatnią ekranizację Kinga mogliśmy oglądać w kinie w 2007 roku. Już samo to jest dużym wydarzeniem, szczególnie że o tym filmie będzie głośno. Mam na prawdę spore oczekiwania w stosunku do tej produkcji. Druga rzecz, na którą czekam to serial „Pod kopułą”, który już latem wyemituje telewizja CBS. Od pierwszych stron książki widziałem to w głowie właśnie w postaci serialu i tylko taką ekranizację książki sobie wyobrażam. I tutaj też mam bardzo duże oczekiwania. Ostatnia rzecz, na która czekam bardzo mocno to „Reaper’s Image”. Jestem wielkim fanem horrorowych antologii filmowych dlatego jest to tytuł bardzo przeze mnie wyczekiwany.

nocny: No w filmach się widzę zgadzamy. Ja przede wszystkim czekam na serial ‚Pod kopułą’ bo to moja książka numer 3 od Kinga. Idealnie nadaje się na serial, może być z tego dobra rzecz. Na ‚Carrie’ również czekam, chociaż nie od początku tak było. Bardzo przemawia do mnie fakt, że ta ekranizacja będzie bardzo wierna książce, ale też ogromne wrażenie zrobił na mnie pierwszy teaser. No i fajnie będzie móc pójść do kina, a podwójnie cieszy fakt, że pójdziemy na to wszyscy razem, bo tak się szczęśliwie składa, że premiera odbędzie się kilka dni przed Pyrkonem, na którym będziemy się wspólnie bawić. Zobaczymy co wyjdzie z filmowych planów i zapowiedzi, które co chwila pojawiały się w tym roku ale w 2013 możemy być zasypani i premierami ale też już poważnymi zapowiedziami premier, zdjęciami, trailerami, plakatami filmów, które pojawią się może dopiero w 2014. Będzie dużo się działo i na ten szum bardzo czekam. Co do książek, to ja bardziej wyczekuję ‚Joyland’. Bardzo podoba mi się opis tej powieści, aczkolwiek już żałuję, że będzie to krótka książka. Do ‚Doctora Sleep’ jakoś tak nie mam większych emocji, to pewnie bardzo błędne odczucie ale na razie troszkę kojarzy mi się on z mocno średnio ocenianą przeze mnie ‚Bezsennością’. Fajnie, że wydaje to Prós, bo będzie to duże wydarzenie tak jak przy poprzednich kingowych premierach w tym wydawnictwie.

Mando: W przypadku „Joyland” też mam bardzo duże oczekiwania i jeśli chodzi o opis i zapowiedzi to może to być nawet książka lepsza, ale jednak będzie to krótka ciekawostka, a to stawia ją na drugim miejscu na liście moich oczekiwań. Opis „Doctor Sleep” póki co mnie dość mocno rozczarował, ale i tak zapewne książka ostatecznie okaże się czymś zupełnie innym i wierzę, że będzie to coś o czym będziemy długo dyskutować. Zresztą co ja się będę okłamywał, na wszystko czekam bardzo mocno. W 2013/2014 mają szansę ukazać się takie filmy jak „Mercy” (na podstawie opowiadania „Babcia”), „Dobrane małżeństwo” i „Ludzie godziny dziesiątej”. Każdy z nich oparty na krótkim tekście więc każdy zapewne ostatecznie będzie rozbudowany, stąd i ciężko przypuszczać czego można po nich oczekiwać. Obawiam się, że pierwszy i trzeci będą typowymi straszakami, a z „Dobranego małżeństwa” zrobi się szablonowy thriller, ale to tylko moje przypuszczenia. Tak naprawdę ja nawet czekam na mini-serial „Oczy smoka” zapowiedziany przez SyFy. Może to być tak pociesznie kiczowate widowisko, że jego zakrapiana projekcja stanie się stałym punktem na naszych zjazdach fanów.

nocny: Ale i tak najważniejszym wydarzeniem nowego roku będzie przyjazd Stephena Kinga do Europy i ponowne z nim spotkanie 🙂 Ingo, jak tam, na listopad masz już zaplanowany jakiś wypad na narty w Alpy albo jakiś ślub w rodzinie? 😉

Mando: Ja nie wyobrażam sobie by mogło mnie tam zabraknąć. Zawsze mówiłem, że jeśli jeszcze kiedyś pojawi się taka możliwość by zobaczyć Kinga to nie ważne co akurat będzie się działo w moim życiu, nie ważne czy praca czy inne obowiązki… są rzeczy ważne i ważniejsze. Teraz dochodzą jeszcze bliźniaki, które za 5 miesięcy pojawią się na świecie i zapewne staną się one najważniejszym elementem mojego życia, ale wyjazd na Kinga to jest coś tak ważnego, że jeśli będzie trzeba to wezmę kredyt, opłacę kilka opiekunek, które pomogą mojej żonie, ale w listopadzie koczuję z wami pod niemieckimi i francuskimi księgarniami choćby niebo miało nam spaść na głowę. I w moim przypadku to nie są tylko słowa. Jeśli mówię, że tak będzie, to tak będzie i wszystko w tym temacie.

ingo: Wiecie, z jednej strony bardzo bym chciał odbyć z Wami w przyszłym roku taką Euro King Trip, ale z drugiej pewna satysfakcja by była jakbyście akurat nie mogli się na nią wybrać 😉 A rok 2013 powinien być wymarzonym okresem dla fanów Kinga. Mnóstwo zapowiedzi, zarówno książkowych jak i filmowych, a wiele z nich na pewno będzie miała miejsce. Zaczyna się wspaniały okres, w którym nie zabraknie nawet rzeczy dotychczas niespotykanych na naszych półkach. Mam tu na myśli chociażby figurki z ekranizacji ‚Carrie. Mam nadzieję na przypływ nowej pozytywnej energii do naszego serwisu 🙂

nocny: A propos serwisu StephenKing.pl to trzeba wspomnieć, że w roku 2012 obchodziliśmy dziesięciolecie istnienia. To już naprawdę spory kawałek czasu spędzony razem, za co Wam, przyjaciele, serdecznie dziękuję. To szalenie ważna część mojego życia i mam nadzieję, że będziemy to ciągnęli jeszcze kolejnych wiele lat. A tymczasem KINGOWEGO NOWEGO ROKU!

 

Redakcja serwisu
StephenKing.pl