Rok 2011 – podsumowanie

nocny: Jako fani Stephena Kinga mamy niezwykłe szczęście, bo w jego, a tym samym naszym świecie ciągle coś się dzieje, nieustannie pojawia się coś nowego, czy to premiera książki, czy ekranizacji, kolejnego komiksu i tak dalej. Rok 2011 standardowo obfitował w kingowe wydarzenia, zarówno w USA jak i na naszym rynku. Jest więc o czym porozmawiać, do czego moi drodzy przyjaciele Was zapraszam.
Zacząć chyba powinniśmy od premier książkowych, bo to najważniejsze punkty programu skoro mówimy o pisarzu. Dostaliśmy dwie książki, zbiór „Czarna bezgwiezdna noc” oraz powieść „Dallas ’63”. Zaznaczyć jednak należy, że ta pierwsza swoją światową premierę miała w roku 2010, to u nas pojawiła się dopiero w 2011.

ingo: Sam fakt, że na polskim rynku ukazały się dwie nowe pozycje Kinga sprawia, że miniony rok był okresem bardzo dobrym dla jego fanów. Na dodatek obie pozycje zbierały bardzo pozytywne recenzje, a ich sprzedaż powinna zadowolić wydawców. Co więcej, niektóre opinie dotyczące „Dallas ’63” głosiły, że ta powieść przywróciła im wiarę w talent Kinga, który gdzieś tam zanikał w poprzednich latach. Dla mnie również jest to jego najlepsza powieść od dawna, co więcej, jedna z najlepszych w jego karierze. Wielkie brawa dla niego za wywołanie tylu emocji podczas lektury, dla mnie właśnie to jest najważniejsze. Z kolei „Czarna bezgwiezdna noc” jest w moim rankingu pozycją zdecydowanie mniej ważną. Zawsze preferowałem dłuższe opowieści od krótszych i biorąc to pod uwagę, nie ma się co dziwić, że ta pozycja mniej mi do gustu przypadła. Jednak i w tym przypadku King nie zawodzi, ponieważ zawarte w niej cztery teksty są po prostu conajmniej dobre. Cieszę się, że przy obu pozycjach mogę napisać słowa pochwały w stronę polskich wydawców. Prószyński zasłużył się przede wszystkim tym, że polska premiera odbyła się w tym samym dniu co światowa, chociaż znalezione błędy w tłumaczeniu sprawiają, że z powrotem zacząłem wątpić w sens czytania w naszym języku… Na uwagę zasługuje też chyba najlepsza kampania reklamowa Kinga w Polsce. W przypadku Albatrosa mieliśmy natomiast do czynienia z równoczesnym wydaniem książki w twardej jak i w miękkiej okładce. W końcu fani Kinga doczekali się tego wyboru. A dodam, że wydanie w twardej prezentuje się świetnie na półce.

 

Mando: O „Dallas ’63” powiedziałem i napisałem już wiele w różnych miejscach. Jestem całkowicie zauroczony tą książką i dla mnie to jest ścisła czołówka w dorobku Kinga. „Czarną bezgwiezdną noc” oceniałem dobrze zaraz po premierze, bo to jest dobry zbiór, ale po tych kilku miesiącach niewiele już pozostało w mojej pamięci. Możliwe, że to wina świetnych ekranizacji w przypadku starych zbiorów i póki co braku filmowych wersji „Czarnej bezgwiezdnej nocy”, ale na razie nie można równać tych tekstów ze starszymi odpowiednikami Kinga. Mnie natomiast najbardziej cieszy to o czym wspomniał ingo – podejście wydawców. „CBN” zapoczątkowała nową świetną serię wydawniczą Albatrosa, jest też pierwszą nowością Kinga wydaną w ebooku i dostępną również w wersji na Kindle’a (co cały czas stanowi absolutną nowość na tym polu). „Dallas ’63” to natomiast światowa premiera z genialną machiną promocyjną. Pod kątem książek jest to najlepszy rok od dawna na polskim rynku.

nocny: Wychodzi na to, że ja dużo bardziej cenię „Czarną bezgwiezdną noc” od Was. Pierwszy tekst, ‚1922’ mi osobiście średnio przypadł do gustu ale pozostałe trzy, ‚Wielki kierowca’, ‚Dobry interes’ i ‚Dobrane małżeństwo’ to już znakomitości. Dzięki nim uwielbiam ten zbiorek i będę do niego niejednokrotnie wracał. Bardzo podoba mi się to, że King kontynuuje wydawanie antologii z czterema nowelami.
Z „Dallas ’63” także jestem bardzo zadowolony. Może troszkę przydługa jest to powieść, której przydałaby się malutka dieta, ale zakończenie wynagradza wszystko i zaciera niewielkie znużenie jakie gdzieś tam w trakcie lektury na chwilę się pojawiło.
Także pod tym względem rok 2011 uważam za bardzo udany, dwie znakomite książki, łącznie 5 opowieści. Czekam na więcej.
Ale w Polsce pojawiła się w minionym roku jeszcze jedna książka związana ze Stephenem Kingiem. „Jest Legendą. Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi” ze wspólnym opowiadaniem Kinga i Joe Hilla ‚Gaz do dechy’. Jak na razie ja przeczytałem tylko ów tekst a reszta książki jeszcze przede mną.

 

ingo: „Jest legendą” to zbiór, który warto kupić nie tylko dla tekstu Kinga i Hilla. Choć dla fanów tych dwóch pisarzy powinien to być wystarczający powód, gdyż nie dość, że to naprawdę bardzo ważne wydarzenia samo w sobie, ale dodatkowo sam tekst jest bardzo udany. No i nie wiadomo, czy to opowiadanie ukaże się kiedykolwiek w jakimś autorskim zbiorze, któregoś z tej dwójki. A sama antologia w świetny sposób przybliża nam autora, który w Polsce niestety nie jest popularny.
Warto też dodać, że kolejny zbiór opowiadań Kinga już się gdzieś na horyzoncie krystalizuje. Regularnie wypuszcza on swoje nowe krótkie teksty. Z tegorocznych na większą uwagę zasługuje „Mile 81” jako, że zostało ono opublikowane samodzielnie w formie ebooka. Czytałem i po paru miesiącach bardzo dobrze je wspominam. Klasyczny krótki horror Kinga przypominający o jego starszych dokonaniach. Świetnie się bawiłem.

nocny: Fakt, King cały czas jakieś krótkie opowiadanko napisze i tak to się pomału zbiera. W 2011 w różnych miejscach pojawiło się pięć tekstów, poza wspomnianą przez Ciebie ‚Mile 81’ były jeszcze ‚Herman Wouk is Still Alive’, ‚The Little Green God of Agony’, ‚The Dune’ i ‚Under the Weather’. Dość dziwna sprawa ma się z tym ostatnim tytułem, bo pojawił się on w Stanach w paperbacku ‚Czarnej bezgwiezdnej nocy’. Muszę powiedzieć, że bardzo nie podobało mi się to zagranie, nie dość, że było nie fair w stosunku do wszystkich, którzy zakupili wydanie w twardej oprawie kilka miesięcy wcześniej czyli fanów to jeszcze nie wiadomo, czy to opowiadanie pojawi się w kolejnej antologii opowiadań Kinga. Bo właściwie dlaczego miałoby skoro już jest.

Mando: No dla mnie to też bardzo dziwne zagranie, w którym z paperbacka robi się wydanie bardziej ekskluzywne niż twardookładkowe. Poza tym to nie fair dla fanów z krajów takich jak nasz, w których wydawca wypuścił książkę w przeciągu 6 miesięcy od światowej premiery, bo nie okłamujmy się, ale my na 99% nie dostaniemy nigdy tłumaczenia tego opowiadania.

nocny: A propos naszego rynku to wspomnieć trzeba o wznowieniach. Przede wszystkim dostaliśmy nowe wydanie „Mrocznej Wieży”. Nowe okładki, etui. Jak Wam się podoba szata graficzna? Bo ja muszę przyznać jestem zachwycony ilustracjami pana Kopalskiego w tym przypadku. Dla mnie to chyba najlepsze okładki tego cyklu na świecie.

 

Mando: Średnio mi się chce na ten temat rozmawiać 🙂 Ogólnie pod względem wznowień to był bardzo obfity rok. Nawet nie mam sił liczyć ile tego w tym roku się pojawiło. W przypadku „Mrocznej Wieży” to znów wielkie zapowiedzi, a potem ogromny zawód. Owszem to są świetne grafiki okładkowe, choć znów silnie wzorowane na zagranicznych tytułach (w tym przypadku na „Grze o tron”), ale jeśli zapowiada się złote góry, a potem daje zwykłe wydanie to z mojej strony jest wielki zawód. Sporym plusem była natomiast bardzo przystępna cena.

nocny: Fakt, zamiana obiecanej twardej oprawy na miękką była sporym rozczarowaniem, a wznowienia ‚To’ i ‚Bastionu’ właśnie w twardych okładkach pokazuje, że nowa Wieża mogła wyglądać naprawdę wspaniale.

Mando: No właśnie o to chodzi, że gdyby Albatros nie zapowiadał tak wypasionego wydania to wszyscy by ich po stopach całowali za to co dostali. „Mroczna Wieża” tak szybko znika z półek, że ceny na aukcjach szybko robią się zaporowe i sam fakt, że książki znów są dostępne już cieszy. Do tego jest to strasznie ładne wydanie i gdyby nie wcześniejsza zapowiedź, podniesiona poprzeczka i oczekiwania fanów, to ludzie byliby zachwyceni. Zresztą tak jak mówisz, ‚To’ i ‚Bastion’… wreszcie te dwie książki dostały takie wydania na jakie zasługują. 20 lat polskiej historii wydawniczej Kinga i nareszcie dostaliśmy porządne wydania. Mam nadzieję, że Albatros jeszcze coś w tym wypuści bo to jak dotąd najładniejsza „grzbietowo” polska seria Kinga!

ingo: Gdyby nie ogromna wpadka z wydaniem „Mrocznej Wieży”, to w tym roku Albatros zasługiwałby na same dobre słowa. „Czarna bezgwiezdna noc”, „To” i „Bastion” to faktycznie najładniejsza seria Kingów w Polsce. Przebija ją jedynie ilustrowane „Miasteczko Salem” oraz „Sztorm stulecia”, ale to była trochę inna sytuacja. Mam nadzieję, że w tym roku powiększy się liczba tytułów w tej serii. Fajnym zabiegiem było również równoczesne wypuszczenie wznowień „Regulatorów” i „Desperacji” z oryginalnymi okładkami.
Mamy więc sporo plusów, a do tego dochodzi jeszcze kolejny tom komiksowej „Mrocznej Wieży”! Najbardziej cieszy fakt, że projekt jest kontynuowany. I w dodatku w ten sam niezwykle satysfakcjonujący jakościowo sposób. Czekam na kolejny album, który już niebawem ma się ukazać.

 

nocny: Mnie cieszy fakt, że nie udało się Albatrosowi wydać dwóch komiksowych tomów „Mrocznej Wieży” naraz, tak jak to pierwotnie mieli w planach. Kilkumiesięczna przerwa między premierami to zdecydowanie lepsza sytuacja myślę dla wszystkich stron. Tom „Zdrada” faktycznie pięknie wydany, identycznie jak dwa poprzednie. Miejmy nadzieję, że sprzedaż będzie dla wydawcy satysfakcjonująca.

ingo: A oprócz „Zdrady” otrzymaliśmy jeszcze, tym razem dzięki wydawnictwu Egmont, niespodziankę w postaci pierwszego tomu „Amerykańskiego wampira”. A jest to komiks, który teoretycznie dla fanów Kinga” powinien być jeszcze ważniejszy od „Mrocznej Wieży”. W końcu jest to jedyna seria komiksowa, do której scenariusz napisał sam King. Co prawda jest to bardziej występ gościnny, gdyż za połowę tego tomu odpowiedzialny jest Scott Snyder, główny twórca projektu, ale moim zdaniem czuć w tej części Kinga. Bardzo fajna rozrywka, z którą warto się zaznajomić. Tym bardziej, że są plany wydania w Polsce kolejnego tomu. No a jeżeli ktoś jest fanem Kinga przez duże „F” to jest to pozycja obowiązkowa w każdej kolekcji.

nocny: Ja zakochałem się w tym komiksie. Od pierwszych zapowiedzi byłem bardzo podekscytowany ale po premierze jakoś entuzjazm troszkę mi opadł, kreska Albuquerque to nie jest to co najbardziej lubię w sztuce komiksowej. Jednak po lekturze znów zmieniłem zdanie, po prostu uwielbiam „Amerykańskiego Wampira”, fabularnie pyszności a i strona wizualna spodobała mi się. Dla mnie jest to jedna z najlepszych rzeczy związanych z Kingiem od lat. Bardzo żałuję, że nie bierze on już udziału w kolejnych seriach ale ja pozostanę już z tym komiksem do końca.

Mando: W tym temacie ciężko jest coś więcej powiedzieć. Wątpię czy znajdziemy choć jedną osobę, która jest niezadowolona z tego faktu, że komiksy są u nas wydawane i najwyraźniej sprzedają się choć w minimalnie zadowalającym stopniu. Rynek komiksowy w Polsce to jest naprawdę ciężki kawałek chleba i jeśli bierze się za to wydawnictwo na co dzień nie sprzedające komiksów (Albatros), serwuje nam produkt pierwszej klasy, w bardzo atrakcyjnej cenie, biorąc pod uwagę jakość wydania i planuje kontynuować ten projekt, to tylko można przyklasnąć z radości. Tak jak pisał ingo w recenzji, gdyby wydawca zdecydował się na cięcie kosztów to musielibyśmy się z tym pogodzić bez słowa krytyki, bo to zjawisko naturalne na rynku komiksów (zmiana formatu, nakładu, ceny, papieru itd. byleby tylko utrzymać serię). W przypadku ‚Mrocznej Wieży’ to wcale nie jest łatwe dla wydawców bo ten komiks od początku był skierowany głównie do ludzi nie obracających się w komiksowym świecie, a ci na pewno nie zostawią suchej nitki na wydawcy w przypadku jakiegokolwiek zaburzenia serii czy nie daj boże kasacji projektu, które u nas jest zjawiskiem dość powszednim. Ja jestem zachwycony, że to się w Polsce póki co sprzedaje. „Amerykański Wampir” to inna bajka. Wydawca stricte komiksowy, świetny produkt, wydany w świetnej serii, uwielbiam ten tytuł i czekam na więcej.
W tym miejscu może w kilku zdaniach przyjrzyjmy się komiksom wydanym w Stanach w 2011 r.

ingo: W tym roku komiksy w USA zdominowała „Mroczna Wieża”, serie przenoszące na kartki komiksu opowiadanie „Siostrzyczki z Elurii” i pierwszy tom sagi. Ich poziom był co najmniej zadowalający, więc powodów do narzekań nie ma. A w zeszłym roku takowe się już pojawiły… Oprócz „Mrocznej Wieży” mamy też już praktycznie końcówkę adaptacji „Bastionu”, bo ostatni zeszyt miał właśnie premierę. Fajnie było podążać przez te parę lat wraz z tą serią, raz w miesiącu dostawać kolejne przygody Stu, Larry’ego i reszty. Bardzo udana adaptacja, dobrej powieści. Czekamy na polską edycję.
Niestety zabrakło mi w tym roku jakiejś niespodzianki, która by nagle gdzieś wyskoczyła. Takową na pewno nie można nazwać marnej komiksowej biografii Kinga. W poprzednich latach mieliśmy „N.”, „Amerykańskiego Wampira”, w tym roku nic. Ale przynajmniej pojawiły się zapowiedzi adaptacji „Gazu do dechy”, która rusza w marcu i zapowiada się obiecująco.

 

Mando: Tegoroczna „Mroczna Wieża” to na pewno spora różnorodność, co ja zawsze chciałem otrzymać od tego projektu. Różne historie i różne wizje tego świata, a w tym roku każda kolejna seria była ciekawsze wizualnie od poprzedniej. I to jest plus. Minusem natomiast jest jak dla mnie brak pomysłów na dalszą rozbudowę i zbyt mocne rozdrabnianie się. W pierwszych siedmiu zeszytach całej serii zamknięto historię z najdłuższego tomu sagi, a teraz każdą serię stanowi jeden rozdział z tomu najkrótszego. Moim zdaniem to trochę zbytnie rozrzedzenie, a skoro i tak adaptowana jest jedna książka to można było to rozbić na dwie mini-serie wchodzące w skład każdego kolejnego tomu, jak to przykładowo będzie miało miejsce właśnie w przypadku świetnie zapowiadającego się „Road Rage”. Komiksowego „Bastionu” w tym roku nie czytałem, do czego przyznaję się ze spuszczoną głowa i czego bardzo żałuję, bo kończy się wielki, kilkuletni projekt, a ja uwielbiam takie długie i dawkowane przygody. Tymczasem czekam na jakąś zapowiedź czegoś dużego co miałoby zastąpić „Bastion”. Na razie się nie doczekałem i dla mnie chyba to jest na razie największym zawodem na komiksowym poletku.

nocny: „Bastion” recenzuję na bieżąco, wiadomo, moja ulubiona książka Kinga i komiks również bardzo lubię. Właściwie cóż więcej można powiedzieć, to kolejny rok z tym projektem i cały czas oceniam równie dobrze. Co do „Mrocznej Wieży” natomiast, to bardzo cieszą mnie nowe odsłony tej serii komiksowej. „Siostrzyczki Elurii” i „Bitwa o Tull” to nowi rysownicy i w pełni odpowiadają oni mojemu komiksowemu gustowi. Pierwsze tomy Jae’a Lee na początku mnie rozczarowały bo to zupełnie nie moja bajka ale muszę przyznać, że z czasem zauroczyłem się jego kreską. Jednak to właśnie takie rysunki jak w nowych tomach lubię najbardziej. Co do fabuły, to nie mam zbytnich zatrzeżeń chociaż myślę, że dużo lepiej czyta się te tytuły nie w zeszytach co miesiąc a w albumach zbiorczych.
Natomiast „Orbit” czyli komiksowa biografia Stephena Kinga… musimy o tym rozmawiać? Proszę, zmieńmy temat…

ingo: Sam tego chciałeś. Przechodzimy więc do jedynej filmowej adaptacji Kinga w 2011 roku. Niestety „Worek kości” w reżyserii Micka Garrisa rozczarowuje na zbyt wielu poziomach by mówić tu o udanej ekranizacji. Począwszy od fabuły, poprzez aktorów, a na wykonaniu skończywszy. Gdyby ten film powstał dekadę temu to… wyglądałby tak samo. Dla mnie Garris powrócił do chwytów i poziomu z przeciętnego telewizyjnego „Lśnienia”. Nudy, rozwlekłość, ograne horrorowe chwyty. Garris niestety nie był chyba w pełni świadomy jak bardzo nieświeża wychodzi mu ta adaptacja. Przeciętność goni przeciętność, a pomiędzy nimi mamy słabiznę. Nawet jeżeli pozytywnie ocenimy rolę Pierce’a Brosnana, to niestety jest to zdecydowanie za mało by całą produkcję uratować.

 

nocny: Widzę, że chcesz się mocno pokłócić, kolego. „Worek kości” obejrzałem w ciągu tygodnia dwukrotnie i właściwie jeszcze dzisiaj z wielką ochotą i przyjemnością mógłbym obejrzeć raz kolejny. Ale nie dogadamy się jeśli dla Ciebie „Lśnienie” jest przeciętne. Dla mnie to TOP 5 ekranizacji Kinga, a Garrisa fanem wielkim byłem, jestem i będę 🙂 „Worek kości” ma właśnie ten garrisowy klimat, który bardzo mi odpowiada i nie ma znaczenia dla mnie czy ten film wyglądałby tak samo dekadę temu. Klimat albo jest albo go nie ma, nieistotne kiedy dzieło powstało. Brosnan wręcz mnie zachwycił więc tu kolejny mocny punkt dodatni. A fabuła? Cóż, w książce też nie było rewelacji, w filmie nieco namieszano i wydaje mi się, że pod pewnymi względami poprawiono ją nawet. Chociaż nie będę zaprzeczał, że film ma swoje minusy, bo je ma, czy to w pewnych rozwiązaniach właśnie fabularnych, czy w przedstawieniu ich wizualnie, kończywszy na efektach specjalnych, które były marne. Niemniej jednak, dla mnie klimat jest ważny, nie efekty. I do mnie ten klimat trafił.

Mando: Niestety tak jak na polu książek i komiksów był to dobry rok, tak pod względem filmów to najgorszy rok od dawna. „Worek kości” na świeżo po emisji nie zachwycał, a z każdym kolejnym dniem mam o nim coraz gorsze zdanie. W zasadzie ingo już podsumował ten film i ja mogę tylko po nim powtarzać. Z przykrością krytykuję Garrisa, bo zawsze lubiłem jego ekranizacje, ale po pierwsze ten reżyser zatrzymał się w latach 90tych, po drugie kompletnie nie widzi różnicy między światem książkowym a filmowym (co czasem się sprawdza, ale nie tym razem), a po trzecie w filmie są tak durne zagrania, że człowiek przeciera oczy z niedowierzania. Niestety ten film w moim przypadku uwypuklił też wady książki, która dotąd znajdowała się w moim Top 10, a teraz z niego zwyczajnie wypadła. Ogromnym plusem jest natomiast cała oprawa filmu, największa akcja promocyjna, która sprawiła, że przez pewien czas żyło się tym filmem. Wielkie brawa.
Koledzy, ale ja pragnąłbym przypomnieć, że to nie jedyny film w tym roku… Wskrzeszono przecież serię „Dzieci kukurydzy” 🙂

nocny: Taaak, to ja wolę 10 razy obejrzeć „Worek kości” niż raz choćby trailer kolejnych „Dzieci”… Także tyle z mojej strony, dziękuję.

Mando: Akurat w tym przypadku trailer jest lepszy niż sam film. 2 minuty „Dzieci kukurydzy 8” jest jeszcze zabawne, 1,5 godziny to już konkretne tortury. Ja nie chcę stawiać tych filmów obok siebie, bo choć nie lubię obu to na dwa zupełnie inne sposoby, ale akurat w przypadku „Worka kości” też trailer był znacznie lepszy niż sam film i dlatego właśnie mówię, że to jeden ze słabszych filmowych roków, który mocno ratuje machina promocyjna „Worka kości”.

ingo: Pomimo tego, że generalnie lubię obejrzeć od czasu do czasu horrory z niższych półek, to akurat o ósmej części „Dzieci Kukurydzy” dobrego słowa napisać nie mogę. Nie dość, że bez sensu, to jeszcze niesamowicie nudne. Zdecydowanie najgorsza część tej serii. Chociaż w sumie mogę jednak ‚pochwalić’ tę produkcję za pierwszą scenę. O aż tak nieudolny montaż to naprawdę ciężko. Jest tak absurdalnie nierealny, że momentalnie wybuchnąłem śmiechem. Parę razy puszczałem ten fragment i praktycznie płakałem ze śmiechu. Na samo wspomnienie o tym, pojawia mi się szeroki uśmiech. Tak więc mimo wszystko pierwsze minuty warto obejrzeć.

nocny: Skoro mówimy o filmach to nie możemy zapomnieć o serialu „Haven”. Tutaj znów się nie zgodzimy w ocenie Mando, bo ja ponownie będę chwalił coś co Ty krytykujesz 🙂 Recenzowałem drugi sezon i poza jednym epizodem bardzo chwaliłem tę produkcję. Skok jakościowy między pierwszym i drugim sezonem jest naprawdę duży. Zarówno pod względem fabularnym jak i wykonaniem. Bardzo polubiłem ten serial, sprawy, nad którymi pracują bohaterowie są o wiele ciekawsze i ‚mądrzejsze’ niż te sprzed roku, wreszcie twórcom udało stworzyć się klimat, przestało wiać nudą. Muszę powiedzieć, że zżyłem się z postaciami i już za nimi tęsknię i wyczekuję trzeciego sezonu.

 

Mando: Nie poróżnimy się, bo ja nie widziałem całego sezonu. Obejrzałem 6-7 odcinków i choć faktycznie moja ocena mocno różni się od twojej, uważam że jest to serial z niższej półki i nie ukrywam, że oglądam tylko dlatego, że w czołówce jest nazwisko Kinga, to zgadzam się, że w porównaniu z pierwszą serią mamy ogromny skok jakościowy, a do tego nie krytykuję tego już aż tak mocno, bo tak naprawdę w tej chwili mógłbym mieć pretensje najwyżej do siebie, że nadal to oglądam. Nie jest to produkcja, która zapisze się jakoś wysoko w moich serialowych rankingach, nic by się nie stało gdyby ten serial nie powstał, ale też nie mogę powiedzieć bym się jakoś specjalnie męczył przy oglądaniu. Ot taka tam atrakcja na odmóżdżenie, którą będę śledził do końca, ale nie czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki, a zwyczajnie oglądam wtedy gdy mnie najdzie ochota.

ingo: Faktycznie „Haven” w okresie wakacyjnym, gdy te lepsze seriale mają przerwy, daje radę. Nie można tu mówić o adaptacji, nazwisko Kinga w czołówce to jakiś żart, ale liczne nawiązania do Kinga zawsze mnie cieszą. No i zgadzam się z tym, że drugi sezon był znacznie lepszy. I nie jest to spowodowane całkowitym obniżeniem oczekiwań. Twórcy zaczęli popełniać zdecydowanie mniej błędów i powstała raczej udana produkcja. Również z przyjemnością powrócę do niej latem.

nocny: Właściwie to jeszcze na moment możemy się zatrzymać przy tematach filmowych, bo w 2011 roku pojawiło się sporo zapowiedzi nowych ekranizacji. „Mroczna Wieża”, „Bastion”, „Cmętarz zwieżąt”, „Carrie”, „Pod kopułą”, „Rose Madder” i „Dallas ’63″… ciekawe w ilu przypadkach nie skończy się to na planowaniu. Zdecydowanie najwięcej mówiło się o „Wieży”, szkoda, że duży szum i zapał spotkał się z problemami finansowymi. Co sądzicie o zapowiedziach tej ekranizacji?

Mando: Do wstępnych zapowiedzi ja nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi. Ciągle kupuje się prawa do kingowych ekranizacji i w większości przypadków na tym się kończy. „Mroczną Wieżę” planowałem zostawić sobie na końcowe podsumowanie najlepszych i najgorszych wydarzeń 2011 roku, bo kasacja „Wieży” jest dla mnie nie tylko najgorszym wydarzeniem minionego roku, ale i XXI wieku czy ogólnie w całej mojej kingowej historii. Jak przeczytałem tego newsa podczas lipcowego poranka w nadmorskiej miejscowości, gdy sobie z leżakiem wyszedłem na słońce zjeść śniadanie, poczułem się jakby mi ktoś po pysku dał i już cały dzień miałem straszny dół. Już dawno na nic tak nie czekałem i już dawno podobna wiadomość mnie tak nie zasmuciła. I to potwierdza tylko, że to był zły rok na polu filmowym. Nie wchodzimy tu na podwórko Hilla, ale przypominam, że w tym roku skasowano też najbardziej oczekiwany przeze mnie serial „Locke & Key”, a to w połączeniu z „Wieżą”, słabym „Workiem” i niewartymi wzmianki „Dziećmi kukurydzy” daje najgorszy filmowy rok od bardzo dawna. A jeśli mówimy o zapowiedziach to zdecydowanie najbardziej czekam na ekranizację „Pod kopułą” i informacja, że znajdzie się to w stajni Showtime jest jedną z lepszych informacji minionego roku.

nocny: A to mnie zaskoczyłeś, przecież nie przepadasz za tą książką. Ja ją uwielbiam i też najbardziej czekam właśnie na tę produkcję.

Mando: Nie przepadam za niektórymi ważnymi rozwiązaniami z tej książki, ale od początku podkreślam, że jest to gotowy scenariusz na serial. Tutaj jednak bardziej mi chodzi o samą telewizję. „Kopuła” trafia do Showtime, a „Wieża”, jeśli znalazłyby się pieniądze, poszłaby do HBO, a to najlepsze co może spotkać potencjalny serial. Gdy w tym roku ogłoszono, że za serial ‚Locke & Key’ bierze się FOX to już wtedy z ingiem snuliśmy mocno pesymistyczne wizje. Gdyby „Locke & Key” trafił do kablówki to teraz byśmy cieszyli się tym serialem i w przypadku „Pod kopuła” ja jestem w zasadzie prawie spokojny, że będzie to świetny serial.

ingo: Na fali remaków, choć już nie tak silnej jak w ostatnich latach, duże szanse na kolejną adaptację ma „Carrie”. W końcu to jedyny młodzieżowy twór ‚Mistrza Horroru’, więc producenci muszą to wykorzystać. Sądzę też, że „Dallas ’63” dość szybko trafi na ekrany. Wziął się za to twórca ze znanym nazwiskiem, książka jest ogromnym sukcesem, a do tego w 2013 roku przypada 50ta rocznica zabójstwa Kennedy’ego. Bardzo pozytywnie może to wpłynąć na losy tego projektu. W każdym bądź razie wydaje mi się, że nadchodzą ciekawe lata na polu ekranizacji Kinga.

nocny: No dobra, to przenieśmy się z kina na deski teatru. Musical „Ghost Brothers Of Darkland County” po wielu latach planów i przygotowań wreszcie w zeszłym roku został zakończony. Premiera już niedługo. Czekacie?

 

Mando: Nie. Zresztą jakoś kompletnie mnie nie obchodził ten news… a nawet odebrałem go bardzo negatywnie. Przez ponad 10 lat mówiło się o tym musicalu i na rozmowach się kończyło, a gdy nagle pojawia się news roku mówiący o tym, że King zamierza odwiedzić Europę (a nie okłamujmy się to ostatnia szansa by zobaczyć go na starym kontynencie), krystalizują się konkretne informacje, pojawia się lista krajów które wejdą w skład europejskiej wizyty itd. nagle z nikąd wyskakuje news o musicalu i King na czas nieokreślony zawiesza wszystkie inne plany. Zresztą to tylko jeden powód. Zwykle lubię eksperymentującego z formą Kinga, ale w tym przypadku jest to kompletnie obojętny dla mnie projekt.

ingo: Biorąc pod uwagę to co Mando napisał o relacjach pomiędzy wizytą Kinga w Europie a premierą muscialu to wtedy faktycznie zamiast się cieszyć, to na język jedynie przekleństwa przychodzą. Ale jeżeli już oddzielę te dwa wydarzenia od siebie, to ja osobiście bardzo się cieszę, że King się za musical wziął. Niezwykle sobie cenię tę formę przedstawiania historii i wiem, że na tym polu potrafią powstać arcydzieła. A jeżeli „Ghost Brothers…” osiągnęliby sukces, to może to spowodować naprawdę wiele przyjemnych wydarzeń dla fanów Kinga na filmie kinowym kończąc. Bardzo bym chciał zobaczyć efekt końcowy tego projektu. Może kiedyś się to uda. Wszystko zależy od poziomu jaki będzie reprezentować. W każdym bądź razie trzymam kciuki.

nocny: Ja musicali nie lubię ale szczerze mówiąc czekam bo jestem ciekaw jak to będzie wyglądało. Zainteresowała mnie historia sama w sobie i chętnie ją poznam, chociaż wolałbym by był to pomysł Kinga na nowelę czy powieść a nie musical. Chociaż z drugiej strony kolejne nowe pole do zdobycia dla Kinga, to kolejna atrakcja dla fana więc w sumie czemu nie musical. A już zobaczyć na żywo to byłaby bajka.

ingo: Ok, to zmieńmy temat. Na początku minionego roku King zakończył pisywać Pop of King, swoją kolumnę publicystyczną w Entertainment Weekly, którą prowadził od 2003 roku. W sumie powstały 124 artykuły. Nie jest tajemnicą, że King nie raz wychwala rzeczy, które raczej są kiepskie, ale muszę powiedzieć, że dzięki tej kolumnie zapoznałem się z takimi wspaniałymi produkcjami jak np. seriale „Zagubieni”, czy „Breaking Bad”. Pewnie prędzej czy później i tak bym po nie sięgnął, ale to właśnie słowa Kinga były pierwszymi, które mnie do nich zachęciły. Tak więc raczej żałuję, że POK się skończył, ale na szczęście King od czasu do czasu gdzieś tam coś ciekawego dla EW wciąż napisze. Choć jeżeli się widzi w zestawieniu TOP 20 najlepszych rzeczy 2011 roku taki film jak „Oszukać przeznaczenie 5” to faktycznie czasami można w tego autora zwątpić…

nocny: No trochę szkoda, przez 7 lat comiesięczny felieton Kinga był czymś naturalnym i rok 2011 troszkę był bez tego pusty. Nie zawsze King tematem do mnie trafiał, zdarzało się, że teksty były zrozumiałe tylko dla Amerykanów ale bardzo lubię jego poczucie humoru a tego w artykułach nie brakowało. Ale tak jak King napisał, w końcu dochodzi się do takiego momentu, że istnieje obawa, że wszystko co się napisze będzie czymś co już było, a skoro tak, to może i lepiej, że POK przeszedł do historii.

Mando: Mówiąc o tego typu ciekawostkach, w których King poleca inne produkty (co czasem także robił w ‚Pop of King’), nie można nie wspomnieć o występie autora w dokumentalnym filmie „A Night At The Movies: The Horrors Of Stephen King” emitowanym przez stację TCM. Niestety możemy ograniczyć się tylko do wzmianki, bo żaden z nas nie miał przyjemności oglądać. W Internecie pojawiły się chyba tylko dwie recenzje i obie maksymalnie skrajne. Ja bardzo cieszę się, że coś takiego powstało i z przyjemnością przywitałbym kolejne tego typu produkcje. Nie sugeruje się gustem Kinga i bardzo często się z nim nie zgadzam, ale lubię słuchać co ma do powiedzenia, szczególnie jeśli mówi o starych horrorach, na których sam się w końcu wychował. Niestety King bardzo rzadko pojawia się w takich produkcjach. Do tej pory była to tylko seria „This is Horror”, w której był jednym z wypowiadających się i wiele nie mówił. Dawno temu były też plany na podobny dokumentalny serial z udziałem Kinga, ale było to tak dawno, że niewiele na ten temat pamiętam, a poza tym nic takiego nigdy nie powstało więc pozostaje cieszyć się tegorocznym dokumentem, o ile oczywiście uda się go obejrzeć.

 

nocny: Żeby w pełni podsumować miniony rok wspomnieć należy o sukcesach jakie King odniósł. Po raz ósmy zdobył statuetkę Bram Stoker Award, tym razem doceniono jego zbiór „Czarna bezgwiezdna noc”. Dodatkowo za tę książkę odebrał British Fantasy Award, tę nagrodę po raz siódmy. Za „Amerykańskiego Wampira” zdobył Eisner Award, najważniejszą nagrodę w branży komiksowej. No i bardzo miłym faktem było też uhonorowanie go nagrodą Masona za szczególny wkład w propagowanie czytelnictwa. Wielkie gratulacje.
No dobra, wspomnieliśmy chyba o wszystkim co istotne w świecie Kinga, czas na krótkie podsumowanie, powiedzcie o najlepszym i najgorszym wydarzeniu w 2011.

Mando: Z mojego punktu widzenia tradycyjnie najważniejszym wydarzeniem była premiera książki, a dokładniej ‚Dallas ’63’. Jedna z najlepszych książek Stephena Kinga i to by w zasadzie wystarczyło, ale do tego było to najważniejsze wydarzenie w Polsce połączone ze światową premierą. Możliwe, że jakbym prześledził wszystkie newsy z 2011 roku, to znalazłbym całą listę tych, które swego czasu określiłem wydarzeniem roku, ale ostatecznie „Dallas ’63” pobiło wszystko i więcej na ten temat nie mam do powiedzenia. Najgorszym wydarzeniem było anulowanie filmowej „Mrocznej Wieży” o czym już pisałem i mówiłem wielokrotnie, a że chcę jak najszybciej zapomnieć ten dzień to tyle ode mnie.
Po nowym roku oczekuję sporo. Już za kilka miesięcy premiera nowej książki z uniwersum ‚Mrocznej Wieży’ i na dzień dzisiejszy jest to dla mnie najbardziej oczekiwane wydarzenie. Poza tym liczę na konkrety w sprawie ‚Dr. Sleep’ i osobiście bardzo liczę, że coś ruszy w sprawie trzeciego ‚Talizmanu’, o którym się mówi, ale wszystko stoi w miejscu. Mam też ogromną nadzieję, że King sprecyzuje swoje plany odwiedzenia Europy, a my zaczniemy szykować się do zapewne ostatniej możliwości zobaczenia pisarza na żywo.

ingo: Muszę się zgodzić, że lektura „Dallas ’63” i emocje jakie towarzyszyły podczas czytania to pewnie najlepszy moment 2011 roku związany z Kingiem. Wspomnę jeszcze o jednej rzeczy, która mi jako fanowi Kinga się niesamowicie podoba i spokojnie mogę to napisać w miejscu, w którym jest mowa o najlepszych wydarzeniach minionego roku. Mam na myśli Radio SK, które uruchomił Mando i już przez prawie rok regularnie udaje mu się je póki co nadawać. Świetna, interesująca inicjatywa i fajny moment każdego tygodnia. Kto nie słucha ten traci.
Jeżeli chodzi o te gorsze wiadomości to faktycznie „Mroczna Wieża” rządzi zarówno za oceanem jak i w naszym kraju. Trudności jakie napotkała ekranizacja i brak tyle razy obiecanego porządnego wydania sagi przez Albatrosa to największe minusy minionego roku.
W 2012 roku mam nadzieję na jakieś niespodzianki. Póki co na nic nie czekam z niecierpliwością. Nawet na nową książkę ze świata Mrocznej Wieży, gdyż na chwilę obecną wydaje mi się ona być jedynie dodatkową opowiastką, która niewiele ma do zaoferowania. Obym się mylił. Mogłoby coś ciekawego na polu filmowym wyskoczyć. Może już w tym roku ukaże się niedawno zapowiedziana filmowa antologia oparta na opowiadaniach Kinga? Jeżeli tak się nie stanie, to może fajną propozycją dla fanatyków będzie amatorskie „You Can’t Kill Stephen King”, które zapewne będzie miało więcej wspólnego z książkami Kinga, niż całe „Haven”…

nocny: No będziemy zgodni i chyba nie jest to nic zaskakującego. Najważniejszym i najlepszym wydarzeniem była premiera „Dallas ’63”. Premiera zrobiła dużo szumu i na świecie i w Polsce a sama książka okazała się naprawdę bardzo dobrą powieścią. Z minusem będzie gorzej, bo tak naprawdę nie potrafię nic wskazać. Osobiście nie ekscytowałem się zbytnio planami ekranizacji ‚Wieży’ i nie przeżyłem rozczarowania po anulowaniu tych planów.
Co do roku 2012. Największą nadzieję mam na to, że pojawią się informacje o autorskim komiksie Kinga, o którym jakiś czas temu wspominał, może po cichu nad nim pracował i wyskoczy z nim niespodziewanie.

Mando: Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że obecny rok będzie jeszcze ciekawszy i spełni się przynajmniej część naszych życzeń, a jeśli nie, to może zostaniemy zaskoczeni w inny sposób. Sobie i Wam panowie życzę byśmy za rok mieli jeszcze więcej roboty przy podsumowaniu minionych 12 miesięcy i aby ten rok był dobry zarówno pod względem wydarzeń i newsów na świecie jak i na naszym małym fandomowym podwórku. Rok 2012 to w końcu zamknięcie pierwszej dekady serwisu StephenKing.pl, które już za niecałe 4 miesiące. Miejmy nadzieję, że to tylko jeden z wielu momentów, które będziemy mogli celebrować również poza Internetem. My tymczasem wracajmy do codziennej pracy – do klawiatury panowie! Recenzje same się nie napiszą 🙂

Redakcja serwisu
StephenKing.pl