|
|
The Dark Tower: Treachery HC
|
Ka tet w składzie Roland, Alain i Cuthbert wrócili bezpiecznie do domu w Gilead. Ale nic nie ma się dobrze. Roland zatrzymał Grejpfrut Maerlyna a jego obsesją stało się wpatrywanie w jego różową głębię, pomimo śmiertelnej opłaty jaką musi za to zapłacić, jego zdrowie. A to co młody rewolwerowiec widzi sprowadza na niego najmroczniejsze koszmary. W międzyczasie ojciec Rolanda zorganizował oddział mający na celu znalezienie tych, którzy zagrozili życiu jego syna w Hambry - Johna Farsona i Łowców Wielkiej Trumny. W tym starciu Stephen Deschain może utracić życie.
|
|
| Zeszyty w albumie: |
|
|
| Okładki: |
Jae Lee, Richard Isanove (wersja podstawowa)
|
|
|
|
| Rok wydania: |
Ilość stron: |
|
|
|
|
Dodatki: |
- 'The Riht Stuff' - list Ralpha Macchio
- Galeria okładek
- Szkicownik (wstępne plany z notatkami)
- 'Treachery #4' - Makeing of the Variant Cover
|
Recenzja
|
|
|
Na przestrzeni ostatnich lat już dwukrotnie przyszło mi recenzować albumowe edycje "Wieży" i zawsze ograniczałem się raczej tylko do jakości wydania. Wychodziłem z założenia, że jak kogoś interesuje szczegółowa zawartość to może zajrzeć w moje opinie na temat poszczególnych zeszytów. Tym razem chciałbym się chwilę zatrzymać i jeszcze raz w skróconej wersji ocenić historię przedstawioną w trzeciej serii. Jak to w przypadku długoterminowych projektów komiksowych bywa, zainteresowanie "Wieżą" mocno zmalało od czasów 'Gunslinger Born'. Wielu fanów, z sobie tylko znanych powodów, zakończyło przygodę w trakcie podróży, a że zapewne niewielu czytelników Kinga śledzi na bieżąco to co piszemy o każdym zeszycie, to może ten tekst skłoni kogoś do powrotu na właściwą drogę.
Jak już wielokrotnie pisałem - 'Treachery' jest jak do tej pory absolutnie najlepszą serią komiksu 'The Dark Tower'. Pierwsze cztery zeszyty miażdżą pod względem wykonania. Potem mamy kilka zgrzytów, ale ostatecznie nie jest to też jakiś wielki spadek formy. Trzecia seria nieźle namieszała też w świecie Kinga, ale zrobiła to w sposób pozytywny. Na kartkach komiksu pojawiają się dwie całkowicie nowe, bardzo ciekawe postacie i w zasadzie od tej pory można już otwarcie mówić o Expanded Universe. Do historii powraca Rhea i za każdym razem jak to robi, robi to w wielkim stylu. W końcowych zeszytach natomiast na scenę wkracza mocno pominięta w książkowej sadze postać - Abela Vannaya. W zasadzie, odpowiadało mi każde rozwiązanie zaserwowane przez twórców, a dodatkowo dostajemy najlepszy jak do tej pory finał, który choć znany jest czytelnikom książek, działa w sposób iście elektryzujący na odbiorcę.
Co się zaś tyczy jakości wydania, stoi ono niezmiennie na bardzo wysokim poziomie. Pod tym względem nic się nie zmieniło w porównaniu z poprzednikami. Dostajemy częściowo nabłyszczaną obwolutę, sztywną skórzaną oprawę ze złoto tłoczonym tytułem oraz bardzo dobrej jakości papier. Dziwić może wybór okładki, która wyjątkowo tym razem pochodzi z zeszytu #2. Nie jest to zły rysunek, ale Aileen nie odegrała tak znaczącej roli w tej historii by zdobić jej postacią front wydania. Ilustracja z zeszytu #1 trafiła tym razem na tył. Myślę, że pod tym względem można to było ciekawiej rozegrać. Szkoda też, że nie ozdobiono graficznie skrzydełek obwoluty jak to było przy GB.
Trochę słabiej wygląda tym razem od strony dodatków. W zasadzie poza nowym otwierającym komiks listem Ralpha Macchio - 'The Riht Stuff' - nie dostajemy nic więcej do przeczytania. Tradycyjnie otrzymujemy galerię okładek i jest to pierwsza pełna galeria zawierająca wszystkie grafiki zdobiące zeszyty serii ('Treachery' nie miała dodruków więc są tylko warianty i okładki podstawowe). Znów jednak wkradł się błąd, do którego się przyczepię. Okładka #3 została jakoś dziwnie wykadrowana i widzimy w zasadzie tylko połowę rysunku. Nigdzie nigdy takiej wersji z błędem nie było, więc nie wiem jak ona tu trafiła. Dalej mamy 5 stron z miniaturkami szkicownika (wstępne rysunki z notatkami) oraz jedną stronę z projektami wariantu okładkowego zeszytu #4, która jakoś mi tu w ogóle nie pasuje.
Całość tradycyjnie dostaje ode mnie najwyższą notę. Nie będę już się bawił w wypisywanie plusów i minusów poszczególnych wydań, gdyż zakładam, że po trzech seriach każdy kogo to interesuje ma już wyrobiony gust. Osoby, które do tej pory nie kupowały "Wieży" po zeszyty już raczej nie sięgną, dlatego bardzo namawiam do przeczytania wydania zbiorczego. Pisałem o tym recenzując LRH, ale powtórzę jeszcze raz - osoba, która z własnej woli nie zapoznała się z komiksami nie ma prawa nazywać się fanem Wieży. Gdy wraz z początkiem XXI wieku Stephen King kończył swoją sagę, w środowisku fanowskim wrzało. Teraz, gdy historia jest kontynuowana, mamy ciszę. Zapewniam każdego kto jeszcze się zastanawia - jeśli kochaliście książki to pokochacie też komiksy!
|
|
 |
Autor: Mando Ocena: 10/10
|
|
|
|
| | | |
| |
|